Sztorm
piątek, 11 listopada 2005
Ledwo upłynęliśmy niecałe dwa dni, a już burza zagnała nas do portu w Beaufort w Pn. Karolinie. Ale nie mogę powiedzieć żeby załoga z tego powodu zbytnio narzekała. Ostatnia doba ostro dała nam się we znaki. Wiatr „w nos” ok 30 węzłów (porywy do 40) i spore fale nie uprzyjemniały drogi. Nie obyło się jak zwykle bez nocnych przygód - splątane szoty od genuy, walka z grotem, który za cholerę nie dawał się ani zrefować ani zrzucić, a w końcu gonienie po zalewanym wodą pokładzie kanistrów z diesel’em. Ja cieszę się podwójnie: fale w połączeniu ze świeżym aromatem paliwa wywołały u mnie lekką „niestrawność” ;), tak więc na lądzie, po raz pierwszy od doby coś zjadłem (ciasteczka ale zawsze). Dodatkowy miły akcent przy wejściu do portu (pomijając kilkakrotne ładowanie się na mieliznę z powodu ciemności i braku dokładnej mapy tego miejsca) to towarzystwo kilku delfinów chlapiących się na falach metr od burty (Ania, coś dla ciebie :) ).
To tyle na dzisiaj, czas spać. Jutro rano , jeśli pogoda pozwoli, ruszamy dalej.
- Kategoria: łódka







Ania, 2005-11-12 @ 15:29