Deszcz deszczem…

No właśnie i jeszcze deszcz… Nie przyzwyczaiłem się przez 6 miesięcy w Irlandii to nie przyzwyczaję się i teraz. Przecież to nienormalne żeby padało kilkanaście razy dziennie.

Pomijając kwestie pogody, problemów które można napotkać przygotowując łódkę do zawodów są czasem naprawdę absurdalne. Pół dnia spędziłem próbując stworzyć przejściówkę do ładowania akumulatora łódki – co nie było łatwe biorąc pod uwagę dostępne komponenty (ładowanie aku 110V amerykańskie, wtyczka 220V kontynentalna, Ĺşródło 220V nie dość że brytyjskie to jeszcze specyficzne dla mariny). Skończyło się 3 pociętymi kablami, jednym przepalonym bezpiecznikiem i prawie sukcesem. Prawie, ponieważ zbudowałem działającą konstrukcję, ale wtedy dla zabawy transformator napięcia odmówił posłuszeństwa. Tu już bez serwisu ani rusz.

Popołudnie to już to, co tygrysy lubią najbardziej, czyli babranie się w metalicznym błocie. Farba, którą pokryte jest dno łódki musi być gładka jak lustro i wymaga sporo gimnastyki, aby ją do takiego stanu doprowadzić. Dokładnie wymaga sporo godzin w papierem ściernym 400-600 i wiaderkiem wody. Fascynujące, szczególnie w strugach deszczu (jak widać na poniższej fotce)…

tzw. "wet sanding" dna jachtu

komentarze i dyskusjaRSS komentarzy

  1. 1.

    Mały, 26 Cze 2007 @ 8:17

    U nas też pogoda iście wyspowa :) pada i pada, eh nic się nie chce robić…