Wreszcie na wodzie

Po dwóch tygodniach szlifowania, szorowania, skręcania i tym podobnych czynności, wypłynęliśmy dziś na treningowy rejs. Pogoda dopisała — deszcz zacinał jak diabli, wiatr ok 20 węzłów. Ale nareszcie to jest to! Podczas kilku godzin pokręciliśmy się po okolicach Cowes i przećwiczyliśmy podstawowe manewry.

Niesamowite, że mimo długiej przerwy we wspólnym pływaniu całej załogi, wszystko szło „jak w zegarku”. Spinaker frunął w górę i w dół tak jak powinien, a nie tak jak chciał :) znaki mijaliśmy bez taranowania ich i ogólnie atmosfera była sielankowa (no pomijając ten cholerny deszcz). Trening jednak niespodziewanie się zakończył po „wystrzale” fału foka, który złośliwie pękł sobie na pół (fał, a nie fok…).

Jutro dalszy ciąg, tym razem zabiorę mniej przeciekającą kurtkę… Chcę maksymalnie wykorzystać ten treningowy czas, bo jak się okazało, na głównych regatach muszę ustąpić miejsca lokalnemu „pro” i pozostać w rezerwie. Ale, jak to już pisałem na tym blogu, nie można mieć wszystkiego.

załoga na burcie

komentarze i dyskusjaRSS komentarzy

  1. 1.

    Ania, 1 Lip 2007 @ 15:45

    Zabawa przednia, ale nie dla mnie. Już widzę moją chorobę morską na tych falach… blee…

  2. 2.

    Geli, 2 Lip 2007 @ 6:47

    Hi Kuba,
    my polsko-angielsko Translator is not verry good, but it helps a little bit to understand ;-) – I only want to say ….take care about you – and i know, you are good in snow – but i hope, you are also good in swimming !
    Greatings from rainy Bavaria ! Geli

  3. 3.

    kuba, 2 Lip 2007 @ 8:47

    Ania: nawet Ciebie kochanie by choroba opuściła przy odpowiedniej dawce adrenaliny :)

    Geli: Thanks, and dont worry, there is not much to translate – we just started sailing and have really good fun with 20-30 knots of breeze

  4. 4.

    Mały, 5 Lip 2007 @ 7:59

    Woda to też nie mój żywioł… :-)