Do Szczecina
poniedziałek, 30 lip 2007
Przez kilka dni próbowałem się zabrać do napisania czegoś mniej lub więcej ciekawego, ale jakoś nie wyszło. W sumie działo się dużo, udało mi się wyrwać na rowerowy objazd okolicy Gustavsbergu, gdzie mieszkałem, pokręciłem sie po Sztokholmie, wypiłem morze espresso no i popracowałem na BT.
Powoli mój czas w Szwecji dobiega końca. Jutro załoga startuje w ostatnim etapie „Tall Ships’ Races”, spotkamy się dopiero w Szczecinie. Jednak tak naprawdę dopiero dzisiaj miałem okazję wyrwać się na spokojny spacer po mieście. Właśnie dzięki temu, siedzę w małej kafejce przy bocznej uliczce starego miasta, słucham jazzu i piszę te słowa (o espresso chyba nie muszę wspominać?). Jest „cool”, potrzebowałem tego spokoju.
Jestem pod niesamowitym wrażeniem floty „tall ships”. Kiedy chodziłem po nabrzeżu i zwiedzałem statki, przed oczami stanęły mi wszystkie podróżnicze i przygodowe książki na których się wychowałem. Z moim ulubionym „Znaczy Kapitanem” Borchardta na czele.
To musi być niesamowite doświadczenie, odbyć rejs na jednym z tych statków, nie wiem tylko czy okrętowa dyscyplina i mundury to coś do czego mógłbym się przyzwyczaić po tylu latach „luzu”. Chyba nie bardzo.
Ale wracając do samej imprezy w Sztokholmie — dawno nie widziałem takich tłumów. Ciekawe czy w Szczecinie będzie podobnie? Mam nadzieję, że miasto stanie na wysokości zadania i impreza będzie na podobnym poziomie. Organizacja naprawdę ok, pomijając może kluczowe informacje w języku szwedzkim. Ale jak to powiedział jeden z bohaterów kina akcji, „niech się bambusy języków uczą”, czyli trzeba się było nauczyć trochę szwedzkiego, a nie narzekać…
- Kategoria: podróże



