Po SPEED-zie
niedziela, 2 marca 2008
Rajd okazał się dla mnie dużo krótszy niż przewidziałem. Czy poszło źle? Nie, poszło okrutnie źle. To mój pierwszy raz, kiedy z własnej woli zdecydowałem się nie kontynuować zawodów.
Od pierwszego biegu na orientację wiedziałem, że coś jest nie tak. co prawda utrzymywałem tempo, które pozwoliło nam skończyć ten prolog w „czubie”, ale wiedziałem że coś jest ze mną cholernie nie tak jak powinno. Sytuacja wyklarowała się na etapie rowerowym, kiedy podjazdy robiłem na „młynku”, a i tak ledwo się trzymałem na siodełku. Jakoś dotrwałem do końca tego krótkiego etapu (33km), ale tempo bynajmniej nie było zawodnicze.
Przez cały czas miałem nadzieję na to, że to wszystko jest spowodowane brakiem rozgrzewki i lada chwila odzyskam siły, jakże złudna to była nadzieja… Pierwsze kilometry treku jakoś dawałem jeszcze radę, ale z bieganiem było krucho i każde kolejne podejście to była walka o przeżycie. W końcu, po ok 20km podjąłem decyzję o zejściu z trasy.
Na pewno posypią się na mnie gromy, że przecież w rajdach chodzi o to żeby dotrzeć do mety i ukończyć, też zawsze tak uważałem. Ale patrząc na to z perspektywy rajdów które udało mi się skończyć w ciągu ostatnich kilku lat, myślę że czasem jeśli rywalizacje już nie wchodzi w grę, trzeba wybrać zdrowie.
A co teraz? Mam miesiąc na to żeby zobaczyć czy potrafię „wyprostować” swój tryb życia (praca po nocach do rana, hektolitry kawy) i zająć się treningami czy też może sport na zawodniczym poziomie to już nie dla mnie. W tej chwili wiem na pewno, że tych dwóch rzeczy nie da się łączyć…
- Kategoria: rajdy








klisiu, 2008-03-02 @ 13:45