Kajakarzem jeszcze też nie…

…ale się staram.

Poprzedni weekend upłynął pod znakiem świetnej zabawy i głośnego szczękania zębami. Ok 40km od Pragi na rzece Vavrinecki potok odbył się kolejny czeski outdoorowy event. Jak zwykle u Czechów na miejscu pojawiło się mnóstwo amatorów aktywnego spędzania czasu (kiedy u nas tak będzie?), lało się sporo piwa i śliwowicy, ale przede wszystkim rewelacyjnie się pływało. Trzy kąpiele musiałem zaliczyć, ale warto było, bo lawirowanie między podtopionymi drzewami to coś, czego nawet we Francji nie było.

Kulminacją kilkugodzinnej trasy spływu była Tousicka kaskada, przejście o trudności WW IV. Z nieukrywaną dumą muszę przyznać, że akurat to przepłynąłem w odpowiedniej konfiguracji, czyli dnem do dołu :)

Kaskada z góry robiła całkiem niezłe wrażenie i adrenalina dobrze poprawiała krażenie na tym odcinku.

A oto i filmik złożony przez kierownika Jarka.

komentarze i dyskusjaRSS komentarzy

  1. 1.

    bobiko, 26 Paź 2009 @ 0:32

    No masz skilla to i sobie korzystasz z takich imprezek. z mojej strony mogę dołożyć info, że w okolicach Pyzdr można sobie popływać, ale na pewno nie tak energicznie i nie tak wariacko jak w tych Czechach, ale kawał drogi to tam jest :-)

  2. 2.

    Mały, 29 Paź 2009 @ 22:10

    Ten pierwszy to jak zawodowiec :) Tak trzymaj :)

  3. 3.

    Geli, 10 Lis 2009 @ 10:13

    hey kuba – you are realy an allrounder ;-)