Kategorie
łódka

„November Rain” czyli dlaczego tu tak mokro?

No i nad­szedł czas żeby napi­sać coś o miej­scu gdzie teraz jestem. Sie­dzę tu w koń­cu już parę dni. Naj­le­piej, jak to się zazwy­czaj robi, zacznę od począt­ku. dock

Zaraz po przy­by­ciu do por­tu łód­ka w eks­pre­so­wym tem­pie wyje­cha­ła na brzeg i zawi­sła na spe­cjal­nym rusz­tow­niu w małej stocz­ni w Rivie­ra Beach na pół­noc od West Palm Beach (swo­ją dro­gą cie­ka­wa nazwa jak na miateczko/dzielnicę por­to­wą gdzie plaż jak na lekar­stwo).cracker boy2

Będzie tu sobie tak cze­ka­ła aż do stycz­nia, kie­dy to po ponow­nym zwo­do­wa­niu weĹşmie udział w rega­tach Key West Race Week (któ­re wygra­li w zeszłym roku). Kapi­tan z powo­du waż­nych spraw natych­miast musiał wyje­chać, wsku­tek cze­go zosta­łem odde­le­go­wa­ny do pozo­sta­nia i zaję­cia się łód­ką przez parę dni (czy­taj: wyczysz­cze­nia, wysprzą­ta­nie, napra­wia­nia itp.). Tak więc zamiesz­ka­łem na łód­ce umiesz­czo­nej w doku remon­to­wym, wśród dĹşwi­gów, robot­ni­ków por­to­wych i innych uro­ków nad­brzeż­nej cywi­li­za­cji.

cracker boy

Wszyst­ko było­by pięk­nie, gdy­by tyl­ko był tam jaki­kol­wiek dostęp do inter­ne­tu. Ale, nie­ste­ty, ta częśc mia­sta jesz­cze chy­ba przez jakiś czas nie będzie miał takie­go luk­su­su. Gene­ral­nie jest to dziel­ni­ca laty­no­sko-murzyń­ska, gdzie wszę­dzie jest dale­ko. Sytu­ację ratu­je to, że mam rower któ­ry znacz­nie uła­twia (a może raczej umoż­li­wia) wyrwa­nie się z por­tu. Według opi­nii zna­jo­mych, to tak­że może rato­wać skó­rę przy spo­tka­niu z nie­któ­ry­mi „loca­les” :). Rower ma tyl­ko jeden zasad­ni­czy minus – bra­ku­je mu dachu… A jest to wiel­ki minus ponie­waż od kil­ku dni americas cup

leje, jak z cebra, co wie­czór. Bio­rąc pod uwa­gę, że w cią­gu dnia robię coś przy łód­ce i mam czas na wizy­tę w „down­town” dopie­ro wie­czo­rem, zgry­wa­my się z desz­czem wręcz ide­al­nie (30 min jaz­dy pozwa­la na osią­gnię­cie 100% wil­got­no­ści wszyst­kie­go co się ma na sobie).

Samo West Palm Beach wie­je potwor­ną nudą. Mia­sto peł­ne apar­ta­men­tow­ców dla boga­tych eme­ry­tów („stu­dio” czy­li kawa­ler­ka za ok $1 000 000, potem ceny rosną do kil­ku­dzie­się­ciu). Pal­my, jach­ty i ele­ganc­kie limu­zy­ny, obec­nie okra­szo­ne też strasz­ny­mi znisz­cze­nia­mi po ostat­nim sezo­nie hura­ga­nów. Prw­dzi­we cen­trum to dwie uli­ce z kafej­ka­mi i skle­pa­mi, raczej dość nie­po­zor­ne. Dla mnie jed­nak punk­tem cen­tral­nym mia­sta jest wiel­ka publicz­na biblio­te­ka, usy­tu­owa­na w pobli­żu w/w uli­czek. Tyl­ko dzię­ki niej mam jaki­kol­wiek kon­takt z sie­cią. Swo­ją dro­gą trze­ba przy­znać, że o ile poziom wykształ­ce­nia w US jest dość (co naj­mniej) niski, to dostęp do wie­dzy dla prze­cięt­ne­go oby­wa­te­la jest świet­ny (spo­re dar­mo­we biblio­te­ki z sze­ro­ko­pa­smo­wym inter­ne­tem i kil­ku­dzie­się­cio­ma kom­pu­te­ra­mi), wystar­czy chcieć. Nie chciał­bym uogól­niać, ale chy­ba nie świad­czy to za dobrze o chę­ciach do nauki prze­cięt­ne­go oby­wa­te­la Sta­nów… 😉

Dla osób lubią­cy aktyw­nie spę­dzać czas, nie jest to chy­ba naj­lep­sze miej­sce (jak chy­ba cała połu­dnio­wa Flo­ry­da). Bie­gać w oko­li­cy za bar­dzo nie ma gdzie, chy­ba, że jest się szczę­śli­wym posia­da­czem samo­cho­du, któ­ry dowie­zie do naj­bliż­szej pla­ży (o ile oczy­wi­ście ktoś lubi bie­gać cią­gle po tej samej pla­ży) lub jest się miło­śni­kiem jog­gin­gu wzdłuż auto­stra­dy, podob­nie z rowe­rem – jedy­nie szo­sów­ka ma tu rację bytu, rower gór­ski moż­na użyć tyl­ko do poko­ny­wa­nia poła­ma­nych wichu­rą drzew. Tak więc, do wybo­ru mamy: „spor­to­we łowie­nie ryb” (cały czas cięż­ko mi uznać za sport sie­dze­nie z kijem i popi­ja­nie piwa, ale bio­rąc pod uwa­gę wiel­kość tutej­szych ryb, samo wycią­gnię­cie zdo­by­czy moż­na uznać za sport zbli­żo­ny do pod­no­sze­nia cię­ża­rów), żeglar­stwo (o ile ma się swo­ją łód­kę lub mnó­stwo pie­nię­dzy), golf (tu już wystar­czą pie­nią­dze) i nur­ko­wa­nie (ceny zbli­żo­ne do świa­to­wych, co nie zna­czy że niskie). Tego ostat­nie­go mam nadzie­ję spró­bo­wać już jutro. Dzi­siaj zro­bi­łem pierw­szą przy­miar­kę, ale rejs został odwo­ła­ny z powo­du bra­ku widocz­no­ści :(. Jutro jest ostat­ni dzień kie­dy mogę się na to zała­pać (w ponie­dzia­łek wyla­tu­ję), więc mam nadzie­ję, że Nep­tun oka­że się łaskaw­szy i ześle krysz­ta­ło­wą wodę i tysią­ce ryb…

Wkrót­ce wię­cej, no i spró­bu­ję dodać parę fotek.

3 odpowiedzi na “„November Rain” czyli dlaczego tu tak mokro?”

Dodaj komentarz