Kategorie
rajdy

Kawa Po Turecku czyli prawdziwa historia zespołu Tuareg Salomon

No więc jak to napraw­dę było? Ciężko. 

Wszyst­ko zacze­ło się kil­ka dni przed star­tem BWC 2006, od tele­fo­nu Kieł­ba­sy. Zapro­po­no­wał wspól­ny start poza kla­sy­fi­ka­cją, po pro­stu żeby udo­wod­nić sobie, że może­my poko­nać tra­sę wal­cząc „o pie­trusz­kę”. Pomysł wydał mi się co naj­mniej dziw­ny, ale po pew­nym cza­sie moje nasta­wie­nie zaczę­ło się zmie­niać, wresz­cie zde­cy­do­wa­łem, że war­to to zro­bić. I dokład­nie w tym momen­cie otrzy­ma­łem następ­ny tele­fon – może­my wystar­to­wać w ofi­cjal­nej kla­sy­fi­ka­cji razem ze zde­kom­ple­to­wa­nym zespo­łem z Tur­cji. Z maila od nich wyni­ka­ło że są nie­sa­mo­wi­cie moc­ni i jedy­ne cze­go trze­ba się oba­wiać to to czy za nimi nadą­ży­my. Ponie­waż decy­zję mia­łem już i tak pod­ję­tą, nie zasta­na­wia­łem się wie­le i roz­po­czą­łem przygotowania.

Cza­su mało, przy­go­to­wań dużo, ale się uda­ło i 26 lute­go wie­czo­rem dotar­łem na miej­sce. I tutaj dosta­łem pierw­szy kubeł zim­nej wody. Nie zdą­ży­łem jesz­cze ścią­gnąć ple­ca­ka, a już Kieł­ba­sa raczył mnie niu­sa­mi o naszych „przy­ja­cio­łach” z Tur­cji. Dwa były naj­waż­niej­sze: dziew­czy­na (okre­śle­nie tro­chę na wyrost, ale będę się go trzy­mał bo cią­gle zapo­mi­nam jej imię) nie umie jeż­dzić na rowe­rze (!) i podob­no nie ma poję­cia co robić z nar­ta­mi bie­go­wy­mi. Zatka­ło mnie tro­chę, ale nadal w świet­nym nastro­ju (z myślą że nad­ro­bi­my na pie­szych odcin­kach) zasia­dłem do kola­cji. I w tym momen­cie dosta­łem dru­gi cios – Tur­cy zapła­cą tyl­ko poło­wę wpi­so­we­go (z wcze­śniej­szych usta­leń wyni­ka­ło coś inne­go). Więc naj­bliż­szą godzi­nę, zamiast na przy­go­to­wa­nia, prze­zna­czy­li­śmy na zała­twia­nie spraw finan­so­wych. Na szczę­ście uda­ło się to jakoś zała­twić (tutaj chciał­bym bar­dzo podzię­ko­wać Paw­ło­wi Fąfer­ko­wi za pomoc w roz­wią­za­niu pro­ble­mu), i do rana byli­śmy goto­wi do star­tu. Oczy­wi­ście nie bez pro­ble­mów – Tur­kom bra­ko­wa­ło mnó­stwo sprzę­tu, a sama myśl o tym że Tur­czyn­ka nie umie­jąc jeż­dzić na nar­tach zamie­rza­ła prze­je­chać 80km „z łyż­wy” budzi­ła gro­zę. Ale za to nad­ra­bia­li wyglą­dem (od stóp do głów Salo­mon plus Buff, ich dru­gi sponsor).

Nade­szła godzi­na „0”, wystar­to­wa­li­śmy. Poszli­śmy jak burza, trzy­ma­jąc się Spe­leo. Tem­po było ok, widząc bie­gną­cych Tur­ków na chwi­lę zapo­mnia­łem o pro­ble­mach. Utrzy­ma­li­śmy pręd­kość i na metę BnO wpa­dli­śmy jako dru­gi (!) zespół. Szyb­kie pod­bi­cie PK i w dro­gę. Dro­ga do świą­ty­ni Wang prze­szła gład­ko, cie­ka­wiej zaczę­ło się po zało­że­niu rakiet. Tem­po wyra­Ĺşnie spa­dło, nasi towa­rzy­sze widocz­nie nie mie­li oka­zji zało­żyć wcze­śniej rakiet… Było­by to zro­zu­mia­łe i wyba­czal­ne, ale już ich przy­stan­ki na robie­nie zdjęć były tro­chę bar­dziej iry­tu­ją­ce. Praw­dzi­wa jaz­da zaczę­ła się na doj­ściu do PK Sło­necz­ni­ki. Sze­dłem tam dość rów­nym tem­pem nie oglą­da­jąc się za sie­bie i na PK cze­ka­ła mnie nie­spo­dzian­ka – oglą­dam się a tu brak mojej eki­py. Po chwi­li cze­ka­nia widzę Micha­ła i Tur­czyn­kę, ale Ale­go (tak miał na imię „nasz” Turek) ani śla­du. No więc puści­łem ich przo­dem i cze­kam. Cze­kam, cze­kam, cze­kam… I widzę go na sza­rym koń­cu jak idzie noga za nogą. W tym momen­cie popeł­ni­łem błąd, nie pomy­śla­łem żeby od razu wziąść hol od Kieł­ba­sy. No więc ruszy­łem dalej, co jakiś czas cze­ka­jąć na Ale­go. Tak sobie drep­ta­łem, gada­jąc co jakiś czas z eki­pą Napieraj.pl (dzię­ki ich „świet­ne­mu” pomy­sło­wi o spa­ce­rze bez rakiet nie poru­sza­li się za szyb­ko) i oglą­da­łem się do tyłu. W pew­nym momen­cie jed­nak nie wytrzy­ma­łem i wydar­łem do przo­du żeby dogo­nić Micha­ła i wziąść od nie­go hol. Zaję­ło mi to chwi­lę ale się uda­ło i wró­ci­łem po Ale­go. Na holu tem­po się tro­chę oży­wi­ło, wyprze­dzi­li­śmy nawet parę zespo­łów jed­nak zabra­kło mi pary żeby go z tą pręd­ko­ścią wtar­gać na Śnieżkę i znów byli­śmy na końcu.

Resz­ta odcin­ka pie­sze­go prze­szła bez nie­spo­dzia­nek – hol nie luzo­wał się za czę­sto a nasze nastro­je upa­da­ły. Na prze­pa­ku w hote­lu zde­cy­do­wa­li­śmy o prze­rwie w poko­ju, Tur­cy byli jak prze­pusz­cze­ni przez maszyn­kę. Tak więc posie­dzie­li­śmy tam z godzi­nę (nawet tro­chę wię­cej, turec­cy współ­to­wa­rzy­sze mie­li poważ­ne pro­ble­my z pozbie­ra­niem się do kupy) i ruszy­li­śmy na rower. Ruszy­li­śmy i kosz­mar stał się rze­czy­wi­sto­ścią – poru­sza­li­śmy się 5km na godzi­nę!!! Dziew­czy­na napraw­dę led­wo jecha­ła na rowe­rze. Pod górę pro­wa­dzi­ła bo nie mia­ła siły, w dół prow­dzi­ła bo ina­czej wywa­la­ła się co 20m. I tak doczła­pa­li­śmy się do PK X gdzie zosta­wi­li­śmy rowe­ry żeby ruszyć do Odro­dze­nia. W trak­cie podej­ścia nasze dziew­czę mia­ło total­ny „zjazd” – wypi­ła całe swo­je picie, picie Alie­go, Micha­ła i poło­wę moje­go (wypi­ła­by całe ale zamar­z­ło), a i tak dotar­ła do schro­ni­ska na kra­wę­dzi odwod­nie­nia i wyczerpania.

Tam pod­ję­li­śmy osta­tecz­ną decy­zję – wra­ca­my do bazy zawo­dów, kon­ty­nu­acja raj­du nie ma sen­su, a może być wręcz nie­bez­piecz­na. Przy oka­zji wyszedł na jaw kolej­ny fakt – Tur­cy przy­zna­li się, że przy­je­cha­li na ten zimo­wy rajd (jeden z naj­trud­niej­szych na świe­cie) zbie­rać doświad­cze­nie!!! Na to już nie mie­li­śmy co powie­dzieć i poszli­śmy spać. Prze­spa­li­śmy się i na dru­gi dzień rano wró­ci­li­śmy do Kar­pa­cza. Brzmi to szyb­ko ale nawet ten powrót (głów­nie z góry) zajął nam mnó­stwo czasu. 

W tym momen­cie byli­śmy z Micha­łem tak zre­zy­gno­wa­ni, że nie mie­li­śmy ocho­ty kon­ty­nu­ować raj­du, nawet sami. Jak wia­do­mo póĹşniej zmie­ni­li­śmy zda­nie ale to już inna historia.

I tak oto zakoń­czy­ła się nasza „turec­ka” przy­go­da (no, pra­wie się zakoń­czy­ła, ale drob­ne nie­po­ro­zu­mie­nia doty­cza­ce roz­li­cze­nia za jedze­nie i sprzęt były przy poprzed­nich na tyle nie­istot­ne że nie chce mi się o tym pisać). A jakie z niej pły­ną wnio­ski? W mailu moż­na napi­sać wszyst­ko, a to że ktoś ma w nazwie Salo­mon Buff o niczym jesz­cze nie świadczy…

ps. moje wra­że­nia z 64km trek­kin­gu i o raj­dzie jako takim już wkrótce.

8 odpowiedzi na “Kawa Po Turecku czyli prawdziwa historia zespołu Tuareg Salomon”

A cze­mu nie zamie­ści­łeś słyn­ne­go już tek­stu Micha­ła o Sobie­skim pod Wied­niem… 😆 Pamię­tam te zre­zy­gno­wa­ne miny chło­pa­ków, strasz­nie szko­da mi ich było…

Po pro­stu zapo­mnia­łem, ale mam nadzie­ję że Michał napi­sze jakąś opo­wieść dla napie­ra­j’a i nie zapomni…

Witam,

Szcze­rze, to nie bar­dzo rozu­miem jak mogło dojść do takiej sytu­acji. Jest spra­wą pod­sta­wo­wą(!) spraw­dzić ewen­tu­al­nych part­ne­rów. Było pew­nie na to bar­dzo mało cza­su, ale pew­ne pyta­nia koniecz­nie zadać trze­ba przed raj­dem i wasz był w tym inte­res. Pyta­nia o osią­gnię­cia w raj­dach (dystans;czas) i impre­zach innych niż raj­dy (bie­gi, mtbo, skio, dystan­se, cza­sy). Jak to moż­li­we, że pró­bo­wa­li­ście wystar­to­wać w tym naj naj zimo­wym raj­dzie na świe­cie z kimś kto nie umie jeĹşdzić na nar­tach i tak sła­bo radzi sobie na rowe­rze? Tym­bar­dziej, że macie doświad­cze­nie i wie­cie cze­go moż­na było się spo­dzie­wać na BWC. No chy­ba, że Tur­cy poważ­nie ściem­ni­li, to win­ni są prak­tycz­nie tyl­ko oni. Jak zoba­czy­łem opis tej bab­ki w necie, to pomy­śla­łem sobie, że jak ktoś jest tak bar­dzo „run­ning” to pew­nie bar­dzo sła­bo ma opa­no­wa­ne inne dys­cy­pli­ny no i spraw­dzi­ło się.

Dla­cze­go nie zde­cy­do­wa­li­ście się wystar­to­wać w Speedzie?

Pozdra­wiam

Masz rację z tym spraw­dza­niem… Ale z dru­giej stro­ny decy­zję o star­cie pod­ję­li­śmy kil­ka dni przed roz­po­czę­ciem impre­zy i liczy­li­śmy na to że przej­dzie­my rajd rów­nym, spo­koj­nym tem­pem nie ści­ga­jąc się z czo­łów­ką (naj­pierw mie­li­śmy star­to­wać poza kon­ku­ren­cją). Szcze­gó­łów e‑maila nie znam bo kore­spon­den­cją z Tur­ka­mi zaj­mo­wał się Kieł­ba­sa, ale od nie­go i od Paw­ła Fąfer­ka sły­sza­łem tyl­ko jaka to moc­na ekipa.
Jasne, że moż­na się było domy­ślać, że tak moc­na bie­go­wo (teo­re­tycz­nie – mimo tej mocy, w rakie­tach nie pędzi­ła za żwa­wo) dziew­czy­na będzie słab­sza na rowe­rze czy nar­tach – ale nigdy w życiu bym nie przy­pusz­czał, że prak­tycz­nie nie będzie umia­ła jeĹşdzić na rowe­rze!! Do tego pla­no­wa­li­śmy sła­by rower a nie cią­ga­nie się na odcin­ku pie­szym (pierw­szym!!) od I‑go PK…

Co do SPEED‑u, tra­sa Mini BWC była bar­dzo zbli­żo­na do SPE­ED-owej, co w połą­cze­niu z odcin­ka­mi, któ­re prze­szli­śmy dawa­ło pra­wie peł­ne pokry­cie tra­sy… Jeśli do tego doli­czyć to, że po 60km tre­ku nie byli­śmy za wypo­czę­ci (nie ma co ukry­wać, to nie był łatwy odci­nek) to łatwiej zro­zu­mieć naszą decy­zję – po pro­stu nie chcia­ło nam się wyjść na tą tra­sę nie mając sił na rywa­li­za­cję z czo­łów­ką ani zachę­ty w posta­ci nowych terenów.

To tyle tłu­ma­cze­nia. Bo i tak masz rację – zespół trze­ba spraw­dzić, a jak nie to przy­jąć część winy na sie­bie. I tak wła­śnie robię. HOWGH !

Plu­sem tego wszyst­kie­go jest fakt, że teraz Tur­cy mogą Wam zapro­po­no­wać start w jakiejś cie­ka­wej impre­zie (może ich­niej). Albo na przy­kład przy­szło­rocz­nej edy­cji BWC 😉

mysle ze nie ma co sie przej­mo­wac komen­ta­rza­mi taki­mi jak niu­ek­to­re tu zamiesz­czo­ne: ze trze­ba najp­pierw spraw­dzic zba­dac part­ne­row etc ?!? kie­dy byl na to czas? otoz nie BYLO – ani cza­su ani mozliwosci.
Chlo­pa­ki i tak macie jaja ze po takiej PORAZCE 🙁 zde­cy­do­we­ali­scie sie wro­cic na tra­se nie wazne w jakim wymia­rze!!! Wie­le osob zwy­czaj­nie odpu­sci­lo by poku­li­lo ogon i heja na chate.
Co nas nie zabi­ja to nas wzmacnia.

Zawsze uwa­ża­łem, że dobie­ra­nie part­ne­ra do AR przez inter­net to głu­po­ta. Mimo to ja sam w 2005 roku przez inter­net i bez żad­ne­go wspól­ne­go star­tu lub tre­nin­gu dobra­łem part­ne­ra na tra­sę spe­ed na BWC i ukoń­czy­li­smy rajd, na eme­ta też zna­la­złem przez inter­net inne­go part­ne­ra i też ukoń­czy­li­smy, na AT tra­sa masters też zna­la­złem kole­gów z któ­ry­mi nigdy nie star­to­wa­li­śmy i też ukoń­czy­li­śmy. W tym roku też zasto­so­wa­łem ten sam wariant i na tra­sie spe­ed wystar­to­wa­łem z kolej­nym part­ne­rem wyszu­ka­nym przez inter­net. Tym razem nie ukoń­czy­li­śmy. Ofi­cjal­ny powód to zgu­bie­nie moich oku­la­rów ale było jesz­cze kil­ka innych powodów.
Szko­da mi było Micha­ła i Kuby kie­dy zre­zy­gno­wa­ni opo­wia­da­li o Tur­kach. Kuba mało pisze o ich samot­nym reku w nocy któ­ry był podob­no nie­sa­mo­wi­tą przygodą.
Pozdra­wiam Kubę i do zoba­cze­nia na kolej­nym rajdzie.

Możliwość komentowania jest wyłączona.