Wreszcie na wodzie

Udostępnij

Po dwóch tygodniach szlifowania, szorowania, skręcania i tym podobnych czynności, wypłynęliśmy dziś na treningowy rejs. Pogoda dopisała — deszcz zacinał jak diabli, wiatr ok 20 węzłów. Ale nareszcie to jest to! Podczas kilku godzin pokręciliśmy się po okolicach Cowes i przećwiczyliśmy podstawowe manewry.

Niesamowite, że mimo długiej przerwy we wspólnym pływaniu całej załogi, wszystko szło „jak w zegarku”. Spinaker frunął w górę i w dół tak jak powinien, a nie tak jak chciał :) znaki mijaliśmy bez taranowania ich i ogólnie atmosfera była sielankowa (no pomijając ten cholerny deszcz). Trening jednak niespodziewanie się zakończył po „wystrzale” fału foka, który złośliwie pękł sobie na pół (fał, a nie fok…).

Jutro dalszy ciąg, tym razem zabiorę mniej przeciekającą kurtkę… Chcę maksymalnie wykorzystać ten treningowy czas, bo jak się okazało, na głównych regatach muszę ustąpić miejsca lokalnemu „pro” i pozostać w rezerwie. Ale, jak to już pisałem na tym blogu, nie można mieć wszystkiego.

załoga na burcie


Udostępnij