Kategorie
po godzinach

Hüva leili!

Aktu­ali­za­cja listo­pad 2023: Sau­na trzy­ma się świet­nie, tak samo wypo­sa­że­nie – piec, oświe­tle­nie czy ławecz­ki. Śred­ni czas nagrze­wa­nia 1–1,5h zależ­nie od tem­pe­ra­tu­ry na zewnątrz. Nie­zbęd­ne pra­ce utrzy­ma­nio­we to: 

  • sta­lo­we opa­ski wyma­ga­ły w mię­dzy­cza­sie docią­gnię­cia o kil­ka­na­ście centymetrów, 
  • otwór drzwio­wy po docią­gnię­ciu i dosu­sze­niu desek wyma­gał powięk­sze­nia, żeby drzwi się popraw­nie zamykały.
  • kamie­nie w pie­cu po roku wyma­ga­ły ponow­ne­go uło­że­nia, ory­gi­nal­nie sta­ra­łem się użyć jak naj­wię­cej i za bar­dzo je upchałem

Zawsze myśla­łem, że dobrze było­by mieć wła­sną sau­nę. Ide­al­nie przy dom­ku nad gór­skim jezio­rem, do któ­re­go moż­na wsko­czyć dla ochło­dy. O ile domek i gór­skie jezio­ro są nie­co skom­pli­ko­wa­ne do zała­twie­nia, to już sau­na oka­za­ła się cał­kiem real­na i wca­le nie tak skomplikowana.

Pierw­szy plan był oczy­wi­sty – kupić coś szyb­ko i nie­dro­go. W sumie nie wiem cze­mu ten plan był taki oczy­wi­sty, bo to się pra­wie zawsze koń­czy tak samo – jak coś jest tanie i dostęp­ne, to jakość jest co naj­mniej wąt­pli­wa, jak coś jest bar­dzo dobre to nie dość, ze dro­go, to jesz­cze cze­kać trze­ba by do lute­go na dosta­wę. Sama dosta­wa w sumie też oka­za­ła się samo­dziel­nym wyzwa­niem – ogród ze swo­ją furt­ką 130cm nie nada­wał się do wto­cze­nia beki w żaden inny spo­sób, jak dźwigiem.

Sytu­acja była dość pato­wa, aż do momen­tu jak kole­ga dla żar­tu pod­rzu­cił mi fil­mik jak koleś budu­je sam saunę…

Niby taki żar­cik, ale nagle zaczą­łem myśleć, że to prze­cież cał­kiem real­ne, a do tego mogę zro­bić wszyst­ko tak, jak ja chcę, a nie jak wymy­ślił ktoś w „pudeł­ko­wym” pro­duk­cie. Do tego jesz­cze szan­sa, że wyro­bię się dużo szyb­ciej niż naj­krót­szy czas dostar­cze­nia cze­goś goto­we­go. Kosz­ty też teo­re­tycz­nie niż­sze, cho­ciaż każ­dy kto budo­wał coś dla sie­bie, wie jak to z tym jest…

Projekt ogólny

Lam­pa pomo­gła tro­chę wydłu­żyć zimo­we dni, bez tego pew­nie do teraz bym wal­czył z projektem.

Co cie­ka­we, nie uda­ło mi się zna­leźć sen­sow­nie poda­nych wymia­rów. Może dla­te­go, że każ­dy to robi tro­chę pod sie­bie, a tro­chę pod dostęp­ne mate­ria­ły? W każ­dym razie, gdy­by ktoś uży­wał tego same­go co ja, to może poniż­sze się przyda.

Zało­ży­łem, że potrze­bu­ję co naj­mniej 185cm dłu­go­ści sau­ny w środ­ku i wyso­kość 190 (po odję­ciu wyrów­nu­ją­cej pod­ło­gi). Po zwe­ry­fi­ko­wa­niu tych ocze­ki­wań z dostęp­ny­mi deska­mi, wyszły nastę­pu­ją­ce wymiary:

  • dłu­gość sau­ny wewnętrz­na: 192 cm
  • dłu­gość sau­ny zewnętrz­na 240 cm (w tym ganek 33cm)
  • wyso­kość sau­ny wewnętrz­na: 197 cm
  • ścia­ny przed­nia i tyl­na koła o śred­ni­cy 201,20 cm
Ścia­na fron­to­wa w trak­cie prac, zde­cy­do­wa­łem zro­bić otwór drzwio­wy przed zło­że­niem, co było chy­ba dobrym pomysłem.

Naj­bar­dziej zagad­ko­we było wyli­cze­nie ilo­ści desek na obwód becz­ki, tak żeby nie trze­ba ich było ciąć i fre­zo­wać wzdłuż. Teo­re­tycz­nie zna­my obwód ścian, tyle że nie mia­łem poję­cia jak brać pod uwa­gę frez poprzecz­ny, któ­ry dopie­ro zamie­rza­łem robić w deskach – czy­li nie do koń­ca wie­dzia­łem jak głę­bo­ki mi się sen­sow­nie uda zro­bić i jak to wpły­nie na obwód. Po pierw­szych eks­pe­ry­men­tach oka­za­ło się jed­nak, że głę­bo­kość fre­zu (20mm) moż­na zigno­ro­wać i spo­koj­nie przy­jąć obwód ścia­ny jako wyznacz­nik. W moim przy­pad­ku było to 632,2 cm któ­re dawa­ło się ład­nie podzie­lić przez 109, czy­li kry­cie wybra­nej deski.

Garaż prze­bu­do­wa­ny na warsz­tat sto­lar­ski, tro­ci­ny z kaja­ków będę do wio­sny wyciągał…

Dobrym wybo­rem był zakup desek wstęp­nie wyfre­zo­wa­nych w wypu­kło-wklę­słe łącze­nie, to oszczę­dzi­ło ogrom­ną ilość cza­su i słuch sąsia­dów, bo wal­czył­bym pew­nie fre­zar­ką kil­ka dni dla takie­go efek­tu. Tym­cza­sem, zada­niem pozo­sta­ło zro­bie­nie wpu­stów na ścia­ny i tu już nie mogło się obyć bez inter­wen­cji fre­zar­ki. W całym pro­jek­cie, to było chy­ba naj­więk­sze wyzwa­nie, o ile przy­go­to­wa­nie jed­nej deski to nie pro­blem, to już 58 sztuk wyma­ga 232 rund fre­zar­ki… W tym wszyst­kim trze­ba zacho­wać też dokład­ność rzę­du mak­sy­mal­nie kil­ku mili­me­trów dla odpo­wied­nie­go efek­tu i szczelności. 

Ten pro­ces albo muszę uspraw­nić w przy­szło­ści, albo wrzu­cić deski na jakąś pro­fe­sjo­nal­ną maszy­nę do wyfrezowania.

Budu­jąc przed­nią i tyl­ną okrą­głą ścia­nę eks­pe­ry­men­tal­nie posta­no­wi­łem pozbyć się wzmoc­nień (kwe­stie este­tycz­ne), zastę­pu­jąc je tyl­ko tym­cza­so­wym wzmoc­nie­niem na czas mon­ta­żu, oraz wkrę­ta­mi tara­so­wy­mi ścią­ga­ją­cy­mi deski na kra­wę­dziach. Z efek­tu wizu­al­ne­go jestem bar­dzo zado­wo­lo­ny, całość trzy­ma się dobrze po ścią­gnię­ciu opa­sek, za rok będę wie­dział jak przej­dzie pró­bę czasu…

Podstawa

„Koły­ska” w trak­cie skrę­ca­nia. Roz­pla­no­wa­nie tego kawał­ka pro­jek­tu zaję­ło mi spo­ro czasu.

Solid­na pod­sta­wa oka­za­ła się bar­dziej cza­so­chłon­na niż myśla­łem. Pierw­szy etap obli­cze­nia, dru­gi ryso­wa­nie, trze­ci cię­cie, czwar­ty wypo­zio­mo­wa­nie tego wszyst­kie­go na trawniku…

Pozio­mo­wa­nie „koły­ski”, moż­na by to zro­bić pro­ściej skrę­ca­jąc je tym­cza­so­wo po bokach, wpa­dłem na to po fakcie.

Całość skoń­czy­ła się na 3 pod­sta­wach 90x335x1500 (140x1600 pod­sta­wy) uło­żo­nych na beto­no­wych blocz­kach, pod­syp­ce z kamy­ków i agrow­łók­ni­nie, żeby odizo­lo­wać całość od wil­go­ci ile się da.

Teo­re­tycz­nie goto­we sau­ny tej wiel­ko­ści sprze­da­wa­ne są czę­sto na dwóch koły­skach i spię­te są tyl­ko dwo­ma opa­ska­mi, dla mnie jed­nak ten trze­ci zestaw daje lep­szą sta­bil­ność i wyglą­da bar­dzo dobrze.

Piec w saunie

Drewno czy elektryk?

Piec na drew­no odpadł na samym począt­ku. Ogró­dek przy sze­re­gow­cu w mie­ście to nie jest naj­lep­sze miej­sce do pale­nia drew­nem. Zapach drew­na i takie­go pie­ca jest wyjąt­ko­wy, ale nie dla wszyst­kich sąsia­dów musi być tak samo przy­jem­ny. Piec elek­trycz­ny ma też kil­ka innych zalet, cho­ciaż­by wygo­da użyt­ko­wa­nia. Przy ogra­ni­czo­nym cza­sie moż­na sku­pić się na korzy­sta­niu, a nie uru­cha­mia­niu sauny.

Huum Drop. Ślicz­ny i funkcjonalny.

Po dłuż­szym prze­glą­dzie pie­ców z naj­po­pu­lar­niej­szą Harvią na cze­la, wybór padł na estoń­ski piec Huum Drop, o mocy 9 kW. O ile na sau­nę tej kuba­tu­ry mogło­by wystar­czyć ok 6kW, to zało­ży­łem że moja kon­struk­cja może być „nie­co” nie­szczel­na a szkla­ne drzwi, mimo że ład­nie wyglą­da­ją, jesz­cze doda­dzą swoje. 

Drop wyglą­dał bar­dzo cie­ka­wie, miał dobre opi­nie, do tego kon­struk­cja pozwa­la na zaba­wę z róż­nym rodza­jem pary (mniej lub bar­dziej ostra, zależ­nie od miej­sca polewania).

Ste­row­nik pie­ca – jed­nost­ka głów­na i pod­łą­czo­ny zasi­lacz led. Tro­chę zaba­wy z tym było, szcze­gól­nie jak tem­pe­ra­tu­ra na dwo­rze usztyw­nia kable. 

Piec moż­na pod­łą­czyć do jed­no lub trój­fa­zo­wej insta­la­cji, ale ze wzglę­du na gene­ro­wa­ne obcią­że­nie, sta­now­czo wię­cej sen­su ma trój­fa­zo­wa siła. To prak­tycz­nie jedy­ny etap budo­wy, w któ­rym musia­łem wes­przeć się fachow­cem, szcze­gól­nie że nie mia­łem takiej insta­la­cji i trze­ba była ją od nowa pocią­gnąć z licznika. 

Dość przy­dat­nym roz­wią­za­niem jest zewnętrz­ny ste­row­nik, dzię­ki cze­mu nie trze­ba wcho­dzić do sau­ny żeby go włą­czyć, moż­na go też roz­sze­rzyć o połą­cze­nie zdal­ne, pla­no­wa­nie cza­so­we czy ste­ro­wa­nie światłem.

Kamienie

Kamie­nie Huum w trak­cie mycia, dokład­nie 1/3 zapasu.

Piec Huum to kil­ka­dzie­siąt kilo­gra­mów spe­cjal­nych kamie­ni. War­to się upew­nić, że kupo­wa­ny zestaw je zawie­ra (róż­nie z tym bywa, a te kamie­nie kupo­wa­ne osob­no nie są tanie). Ory­gi­nal­ne kamie­nie są nie­co inne od typo­wych sau­no­wych z ostry­mi kra­wę­dzia­mi (cho­ciaż wg instruk­cji takie też moż­na użyć). War­to też prze­czy­tać instruk­cję użyt­ko­wa­nia, bo są tam dwa mniej oczy­wi­ste procesy:

  • dokład­ne wypłu­ka­nie kamieni
  • pierw­sze, wstęp­ne, nagrza­nie pie­ca z kamie­nia­mi bez pole­wa­nia wodą 

Kamie­nie opłu­ka­łem nie dość dokład­nie, co doda­ło pra­cy z czysz­cze­niem pod­ło­gi po każ­dym uży­ciu z wodą – pył wypłu­ku­je się z reszt­ka­mi wody i lądu­je pod piecem.

Wentylacja

Wlot powie­trza do sau­ny, nie jest zamy­ka­ny tyl­ko zabez­pie­czo­ny od zewnątrz siatką.

Wen­ty­la­cja sau­ny jest nie­zmier­nie istot­na, co potwier­dzi­łem nawet doświad­czal­nie pod­czas pierw­sze­go nagrze­wa­nia. Z zasa­dy potrzeb­ny jest pobór świe­że­go powie­trza (pod lub nad pie­cem) oraz wylot, moż­li­wie naj­da­lej od pie­ca, bli­żej sufitu.

Zasto­so­wa­na wen­ty­la­cja to 3 otwar­te na sta­łe wlo­ty powie­trza pod pie­cem o Φ 40mm i regu­lo­wa­ny wylot po prze­ciw­nej stro­nie o Φ 100mm (w obu przy­pad­kach zabez­pie­czo­ne siat­ką przed owa­da­mi i gryzoniami).

Wylot powie­trza z ane­mo­sta­tem. Prak­tycz­nie cały czas otwar­ty mak­sy­mal­nie, wycho­dzi na to, że „prze­ciąg” tyl­ko poma­ga w grzaniu.

Ruch powie­trza w sau­nie jest waż­ny dla zdro­wia (nikt nie chciał­by zasłab­nąć z bra­ku tle­nu), ale rów­nież dla same­go cie­pła. Cią­gły ruch powie­trza daje wra­że­nie dużo wyż­szej tem­pe­ra­tu­ry i dobrze zro­bio­na wen­ty­la­cja dzia­ła lepiej niż w peł­ni szczel­na sauna.

Do wstęp­ne­go nagrza­nia sau­ny eks­pe­ry­men­tal­nie zamkną­łem pra­wie kom­plet­nie wylot powie­trza (zało­ży­łem, że się szyb­ciej nagrze­je). O ile teza się potwier­dzi­ła, to nie­ste­ty poja­wił się też efekt ubocz­ny – nagrza­ne powie­trze nie chcia­ło wca­le grzecz­nie zostać w środ­ku i zna­la­zło sobie dro­gę wyj­ścia w naj­bliż­szym miej­scu, gdzie była nie­szczel­ność, czy­li w moim przy­pad­ku na łącze­niu desek ze ścia­ną nad pie­cem. Bli­ska odle­głość od pie­ca (o spo­rej mocy) spo­wo­do­wa­ła, że powie­trze zadzia­ła­ło jak opa­lar­ka i i momen­tal­nie przy­dy­mi­ło gór­ną część becz­ki. Nawet nie­wiel­kie otwar­cie ane­mo­sta­tu pozwo­li­ło­by unik­nąć tego pro­ble­mu i nie­po­trzeb­nej pra­cy z papie­rem ściernym. 

Tutaj kolej­na uwa­ga – zewnętrz­na krat­ka zamy­ka­ją­ca wylot powie­trza powin­na być rów­nież drew­nia­na lub meta­lo­wa (komin­ko­wa), pla­sti­ko­wa nie prze­ży­ła nawet jed­nej sesji i się nadtopiła.

Wnętrze

Ław­ka z opar­ciem Aba­chi, sze­ro­kość 57 cm jest wręcz idealna.

Ławeczki

Na potrze­by ławek, oparć i pod­ło­gi wybór padł na deski Aba­chi, jako naj­cie­kaw­sze roz­wią­za­nie dla wnę­trza. Zakup tych desek zosta­wi­łem na sam koniec, bo nie byłem w sta­nie sen­sow­nie zasy­mu­lo­wać ergo­no­micz­ne­go ukła­du całości.

Sta­nę­ło na dwóch ław­kach o sze­ro­ko­ści 57 cm (6 desek i kra­wędź) na wyso­ko­ści ok 50 cm od wyrów­na­nej pod­ło­gi. Pod­ło­ga o sze­ro­ko­ści 70cm sta­no­wią­ca bez­piecz­ne mini­mum dla pieca. 

Do tego doszły podwój­ne opar­cia, któ­re słu­żą też jako moco­wa­nie świa­tła (taśmy led IP65). Na plus – wyglą­da­ją ład­nie i doda­ją uro­ku wnę­trzu, moż­na by z nich jed­nak zre­zy­gno­wać dla reduk­cji kosztów.

Dodatki

Do wypo­sa­że­nia wnę­trza trze­ba dorzu­cić na pew­no cebe­rek z cho­chlę i klep­sy­drę (wedle uzna­nia) do pomia­ru czasu. 

Jako pierw­szy w pro­mo­cji kupi­łem też połą­czo­ny ter­mo­metr z higro­me­trem, ale z per­spek­ty­wy cza­su uwa­żam, że jest to moc­no opcjo­nal­ne w przy­pad­ku pie­ca z elek­tro­nicz­nym ste­ro­wa­niem. Bez sen­su jest obser­wa­cja tem­pe­ra­tu­ry, któ­ra i tak jest utrzy­my­wa­na auto­ma­tycz­nie i do tego rów­nież dostęp­na na zewnątrz na kon­tro­le­rze. Tak samo kwe­stia wil­got­no­ści sau­ny suchej – lepiej to dopa­so­wać do samo­po­czu­cia niż urzą­dze­nia i cyferek… 

Do tego, jak już jest w sau­nie, to dobrze umie­ścić go na podob­nej wyso­ko­ści co ter­mo­metr pie­ca, ina­czej będą moc­no roz­je­cha­ne wskazania.

W pla­nie na przy­szłość mam jesz­cze prze­no­śne opar­cia (przy­dat­ne szcze­gól­nie jeśli korzy­sta­ją z sau­ny wię­cej niż dwie oso­by), ale nie zde­cy­do­wa­łem czy robić je samo­dziel­nie, czy kupić gotowe.

Materiały

Drew­no, o ile nie zazna­czy­łem ina­czej, to świerk skandynawski. 

Zapas drew­na na dwu­me­tro­wą sau­nę, tro­chę tego było do obrobienia.
  • 43 deski stru­ga­ne fre­zo­wa­ne wypu­kło-wklę­słe o dłu­go­ści 600cm (44 x 121, kry­cie 109) – to dało w sumie 60 desek o dłu­go­ści 240 cm, 39 desek o dłu­go­ści 200 cm + 30 desek 120 cm na balię do schła­dza­nia (Puidu­Ko­da)
  • 2 deski stru­ga­ne, 5m, 45x140 (Puidu­Ko­da)
  • 2 deski stru­ga­ne, 5m, 45x290 (Puidu­Ko­da)
  • opa­ska drzwio­wa (Puidu­Ko­da)
  • 25 desek aba­chi 210cm, 28x80 (Sau­ny­Jach)
  • 5 kan­tó­wek stru­ga­nych 300cm, 45x45 (Drew­form)
  • 4 deski stru­ga­ne 250 cm, 19x70 (Drew­form)
  • olej impre­gnu­ją­cy do drew­na, 2,5 litra (Puidu­Ko­da)
  • wkrę­ty tara­so­we nie­rdzew­ne 70mm, 400 sztuk (Leroy Mer­lin)
  • zasi­lacz LED 30W IP67 (Leroy Mer­lin)
  • 5m taśma LED ip65 (Leroy Mer­lin)
  • gont bitu­micz­ny 6 m² (Leroy Mer­lin)
  • gwoź­dzie papia­ki (naj­le­piej nie­rdzew­ne) 300g (Casto­ra­ma)
  • uszczel­ka sili­ko­no­wa taśma (Alle­gro)
  • uszczel­ka sili­ko­no­wa drzwio­wa (Alle­gro)
  • ane­mo­stat (Sau­na Akce­so­ria)
  • zawia­sy do drzwi szkla­nych, 2 sztu­ki (Sau­na Akce­so­ria)
  • uchwyt do drzwi (Sau­na Akce­so­ria)
  • magnes / zatrzask do drzwi, 2 sztu­ki (Oku­cia Onli­ne)

Kil­ka ele­men­tów pro­jek­tu wyma­ga­ło zaan­ga­żo­wa­nia spe­cja­li­stów / kup­na cze­goś gotowego:

  • piec elek­trycz­ny z zewnętrz­nym ste­row­ni­kiem Huum (Sau­ny Onli­ne)
  • taśmy sta­lo­we 2 mm z zapię­cia­mi śru­bo­wy­mi (trud­ny temat, Olx)
  • szkło har­to­wa­ne na drzwi na wymiar (Szklarz24h)
  • klep­sy­dra sau­no­wa i ter­mo­metr / higro­metr sau­no­wy (Sau­ny Onli­ne)
  • ceber z cho­chlą (Sau­ny Onli­ne)

Taśmy sta­lo­we oka­za­ły się bar­dzo dużym wyzwa­niem. Nie uda­ło mi się zlo­ka­li­zo­wać spo­so­bu na samo­dziel­ny zakup małych ilo­ści nie­rdzew­nej taśmy, nie mówiąc już o klam­rach śru­bo­wych, więc musia­łem być zda­ny na bar­dzo nie­licz­ne ofer­ty Olx. Temat sta­now­czo do roz­po­zna­nia dokład­niej­sze­go w przyszłości.

Drzwi szkla­ne moż­na oczy­wi­ście zastą­pić zwy­kły­mi deska­mi, ale efekt szkła robi robo­tę i cie­szę się, że na to się zdecydowałem.

Narzędzia

  • wyrzy­nar­ka
    • brzesz­czot do gru­be­go / twar­de­go drewna
  • fre­zar­ka górnowrzecionowa 
  • wkrę­tar­ko-wier­tar­ka
    • tar­cza do szli­fo­wa­nia na rzep
    • bity do wkrę­tów tarasowych
    • otwor­ni­ce do drew­na: 100mm, 40mm
  • pozio­mi­ca
  • dwa 5m pasy transportowe

Czas

Pro­jekt zajął mi dwa week­en­dy plus kil­ka wie­czo­rów. W przy­pad­ku mon­ta­żu fron­tów musia­łem popro­sić o pomoc, to już jest nie do zro­bie­nia sen­sow­nie przez jed­ną oso­bę. Gdy­by za całość zabrać się jak jest cie­plej, na pew­no poszło­by szyb­ciej. W grud­niu cią­gle musia­łem cze­kać aż prze­sta­nie padać, albo w koń­cu się zro­bi powy­żej 5 stop­ni. Myślę, że sie­dem dni latem to był­by dobry czas, żeby się za bar­dzo nie prze­mę­czyć i zro­bić to dobrze. Trze­ba też zało­żyć eks­tra czas na nie­zbęd­ne kom­po­nen­ty – w moim przy­pad­ku szkla­ne drzwi na wymiar i sta­lo­we opa­ski do beczki.

Czy całość wyszła taniej niż. „goto­wiec”? Tak i nie. W budże­cie naj­tań­szej goto­wej sau­ny uda­ło mi się zbu­do­wać cał­kiem faj­ny pro­jekt na dużo lep­szych mate­ria­łach plus dopo­sa­żyć gara­żo­wy warsz­tat w nowe narzę­dzia. Cały czas poświę­co­ny na budo­wę był ogrom­nie war­to­ścio­wy, nie tyl­ko w kwe­stii wie­dzy o tech­no­lo­giach i mate­ria­łach, ale też o samej histo­rii saun, zwy­cza­jach i dobrych praktykach.

Pole­cam każ­de­mu taką przy­go­dę, cho­ciaż lepiej wybrać bar­dziej przy­ja­zną porę roku na pierw­szy raz…

Kategorie
po godzinach praca

TRAIL i nowe pomysły

Zaczę­ło się od TRAIL jako pomy­słu na faj­ną spo­łecz­ność, a z cza­sem zaczę­ło się to prze­mie­niać w coraz bar­dziej zaawan­so­wa­ny pro­jekt mapo­wy, albo bar­dziej nauko­wo – GIS. Tak napraw­dę, pierw­szy raz od cza­su stu­diów, zaczą­łem dostrze­gać zale­ty moje­go ofi­cjal­ne­go wykształ­ce­nia, a co waż­niej­sze wyko­rzy­sty­wać to w połą­cze­niu z bie­żą­cym zajęciem.

Nagle zaczą­łem dostrze­gać roz­bu­do­wa­ne spo­łecz­no­ści sku­pio­ne wokół pro­jek­tów takich jak UMP, Open Stre­et Map, QGIS i wie­le innych. Kole­je spo­tka­nia tyl­ko coraz bar­dziej mnie w to wcią­ga­ją, wró­ci­łem nawet do paru ksią­żek z cza­su stu­diów, a to już ewe­ne­ment, bo nawet w tam­tym okre­sie nie za czę­sto do nich zaglądałem…

Jestem cie­kaw, na ile uda nam się połą­czyć realia mar­ke­tin­go­we (pro­jekt musi się z cze­goś utrzy­mać) z wszyst­ki­mi pomy­sła­mi na stwo­rze­nie świet­ne­go narzę­dzia mapo­we­go, mam nadzie­ję, że da się to połą­czyć, ale jak będzie to tyl­ko czas poka­że. Na razie idzie nieźle…

Za tydzień wyjazd na kaja­ki do Czar­no­gó­ry, może będzie wresz­cie oka­zja na mniej powią­za­ny z pra­cą wpis (no i czę­ściej niż raz na 4 mie­sią­ce). Do usłyszenia.

Kategorie
aktywnie

Wirująca owieczka

tor kajakowy

Daw­no ocze­ki­wa­na wyciecz­ka na Pierw­szy Upust Wody Na Zapo­rze Leśniań­skiej za nami. Eks­tre­mum nie było, ale faj­na zaba­wa cał­kiem nie­zła. Poza samą rze­ką jestem pod wra­że­niem oko­li­cy, a przede wszyst­kim głów­nej atrak­cji, czy­li nie­miec­kiej zapo­ry impo­nu­ją­co zamy­ka­ją­cej zalew.

Sam odci­nek od zapo­ry do Luba­nia miał kil­ka cie­kaw­szych momen­tów WW i dłu­uuugi odci­nek bez emo­cji za to moc­no relak­su­ją­cy. Był na tyle relak­su­ją­cy i dłu­gi, że w nie­dzie­lę pły­wa­li­śmy już tyl­ko na odcin­ku do toru kaja­ko­we­go w Leśnej. A na samym torze emo­cji dla takie­go ama­to­ra WW, jak ja, było wystar­cza­ją­co. Co mnie bar­dzo cie­szy, to to, że widzę pro­gres od zeszłe­go roku, coraz czę­ściej rze­kę poko­nu­ję w odpo­wied­niej kon­fi­gu­ra­cji (gło­wą do góry) i mogę już poba­wić się na małych fal­kach, a nie tyl­ko wal­czyć o prze­trwa­nie. Cie­ka­we jak to zwe­ry­fi­ku­ją alpej­skie rze­ki w tym roku…

Pod­su­mo­wu­jąc: świet­na wyciecz­ka dla ama­to­rów kaja­kar­stwa, któ­rzy oprócz odprę­ża­ją­cej wyciecz­ki mają ocho­tę na odro­bi­nę adre­na­li­ny na „pra­wie gór­skiej rze­ce” (wia­do­mo jak to jest z „pra­wie”). Miłym akcen­tem były rów­nież kieł­ba­ski wli­czo­ne w cenę spły­wu (10zł za dwa dni), zabez­pie­cze­nie w bar­dziej ryzy­kow­nych miej­scach i moż­li­wość wypo­ży­cze­nia na miej­scu sprzę­tu. Ogól­nie bra­wa dla orga­ni­za­to­rów za faj­ną impre­zę i oby star­czy­ło zapa­łu na kolej­ne. Może tyl­ko war­to by było następ­nym razem prze­pły­nąć się wcze­śniej i usu­nąć tro­chę rzecz­ne­go śmiet­ni­ka ze spo­koj­niej­szych odcin­ków przed Lubaniem.

Poni­żej jak zwy­kle kil­ka fotek (róż­nej jako­ści, com­pact radzi sobie tyl­ko jak ma 100% dobre­go światła).

ps. dla­cze­go owiecz­ka? Ano tak mi się w pamię­ci utrwaliła.

Kategorie
aktywnie

Salomon Nordic Sunday

Zima nawet w Pozna­niu nad­zwy­czaj­nie dopi­sa­ła w tym roku, jed­nak już od grud­nia cze­ka­łem tyl­ko na oka­zję żeby wyrwać się do Jaku­szyc na bie­gów­ki. Izer­skie szla­ki nie dadzą się niczym zastą­pić. Naresz­cie w ten week­end oka­zja się nada­rzy­ła i już w pią­tek wie­czo­rem wylą­do­wa­lem w Szklar­skiej w cał­kiem miłej noc­le­gow­ni o nazwie Cha­ta Izer­ska (pomi­mo usil­nych sta­rań GPSa, któ­ry kazał mi w środ­ku zimy pły­nąć pro­mem 🙂 ). Plan na wyjazd był pro­sty – rekre­acyj­nie pobie­gać, napić się piwa i poga­dać ze zna­jo­my­mi ze Spe­leo star­tu­ją­cy­mi w Salo­mon Nor­dic Sun­day.

Pogo­da, jak na Jaku­szy­ce, była dość mgli­sta, za to tem­pe­ra­tu­ra i śnieg dosko­na­łe. Począt­ko­wo zamie­rza­łem wresz­cie wypo­sa­żyć się we wła­sne nar­ty, jed­nak oka­za­ło się ze zima w tym roku zasko­czy­ła nie tyl­ko dro­go­wców i o zaku­pie wybra­ne­go mode­lu mogę tyl­ko poma­rzyć. Skoń­czy­ło się więc na wypo­ży­cze­niu nar­tek do łyż­wy o lek­ko dam­skim desi­gnie (tyl­ko takie zosta­ły na moją wagę) i dru­giej pary do klasyka.

Sobot­nie przed­po­łu­dnie zeszło na jaz­dę  łyż­wą po tra­sach zapla­no­wa­nych na nie­dziel­ne zawo­dy. Sam się zdzi­wi­łem, że po dłu­giej prze­rwie (ponad rok) kon­dy­cja spa­dła, ale tech­ni­ka się popra­wi­ła (!). Po połu­dniu zabra­łem się za testo­wa­nie pro­fe­sjo­nal­nych nart do kla­sy­ka i nie­ste­ty tu już tak pięk­nie nie było. Pierw­szy raz śli­zga­łem się kla­sycz­nie na nar­tach bez łuski, tyl­ko z kli­strem, oka­za­ło się ze taki sprzęt wyma­ga nie­co wyż­sze­go pozio­mu niż ja pre­zen­tu­ję. Dość powie­dzieć, że dopie­ro po ok 5km i zdo­by­ciu Samo­lo­tu zczą­łem łapać jak się odpy­chać pod górę żeby smar trzy­mał. Ogól­ny wnio­sek pozo­stał jeden – łyż­wą lepiej.

Do tego stop­nia lepiej, że w przy­pły­wie opty­mi­zmu posta­no­wi­łem zapi­sać się na start tym sty­lem w nie­dziel­nych zawo­dach. Dla tych, któ­rzy jesz­cze nie zna­ją cyklu, kil­ka słów wpro­wa­dze­nia. Jak piszą orga­ni­za­to­rzy na stro­nie sns-nartybiegowe.pl:

Pierw­szy w Pol­sce cykl zawo­dów w nar­ciar­stwie bie­go­wym dla ama­to­rów. Do uczest­nic­twa w zawo­dach zachę­ca­my wszyst­kich, dla któ­rych zimo­wą porą bie­ga­nie na nar­tach jest for­mą aktyw­no­ści rucho­wej, spo­so­bem spę­dza­nia wol­ne­go cza­su w dobrym towa­rzy­stwie i pięk­nym oto­cze­niu oraz pra­gną­cych spor­to­wej rywalizacji.

Trze­ba uczci­wie przy­znać, że to napraw­dę faj­ne zawo­dy dla każ­de­go, limi­ty cza­so­we są spo­re, a dodat­ko­we nagro­dy loso­wa­ne są na koniec wśród wszyst­kich uczest­ni­ków. Do tego do dys­po­zy­cji uczest­ni­ków jest spo­ro cia­stek, bana­nów i cze­ko­la­dy oraz gorą­ca her­ba­ta z sokiem malinowym.

O 11 na star­cie sta­wi­ło się oko­ło 150 zawod­ni­ków i zawod­ni­czek, żeby poko­nać 10-cio lub 20-km tra­sę. Zgod­nie z moim szczę­ściem, oka­za­ło się, że ta edy­cja popro­wa­dzo­na jest na naj­trud­niej­szym warian­cie tra­sy z ostrym pod­bie­giem na samym począt­ku (Buczki i Samo­lot), nie popsu­ło to jed­nak moje­go opty­mi­zmu i o 11.15 ruszy­łem na jed­no kół­ko trasy.

Bie­gło się świet­nie, bez nad­mier­ne­go kato­wa­nia dotar­łem do mety wca­le nie ostat­ni, co mnie bar­dzo mile zasko­czy­ło i zaostrzy­ło ape­tyt na kolej­ną edy­cję za 2 tygo­dnie (tak, już zde­cy­do­wa­łem). Praw­dzi­wą kla­sę poka­za­ła Kasia Zając ze Spe­leo, wygry­wa­jąc w kla­sie Eli­te sty­lem kla­sycz­nym, gratulacje!

To tyle, do zoba­cze­nia na następ­nym SNS, a tym­cza­sem parę fotek do obej­rze­nia na fejs­bu­ko­wej stro­nie Spe­leo. Przy oka­zji war­to pamię­tać, że rów­nież za nie­co ponad 2 tygo­dnie rusza 34-ta edy­cja Bie­gu Pia­stów, kul­to­we­go wyści­gu na dystan­sie 50km. To jed­nak tro­chę za dłu­gi dystans jak na start po prze­rwie, więc w tym roku nawet o tym nie myślę, ale za rok, kto wie…

Kategorie
aktywnie

Kajakarzem jeszcze też nie…

…ale się staram.

Poprzed­ni week­end upły­nął pod zna­kiem świet­nej zaba­wy i gło­śne­go szczę­ka­nia zęba­mi. Ok 40km od Pra­gi na rze­ce Vavri­nec­ki potok odbył się kolej­ny cze­ski out­do­oro­wy event. Jak zwy­kle u Cze­chów na miej­scu poja­wi­ło się mnó­stwo ama­to­rów aktyw­ne­go spę­dza­nia cza­su (kie­dy u nas tak będzie?), lało się spo­ro piwa i śli­wo­wi­cy, ale przede wszyst­kim rewe­la­cyj­nie się pły­wa­ło. Trzy kąpie­le musia­łem zali­czyć, ale war­to było, bo lawi­ro­wa­nie mię­dzy pod­to­pio­ny­mi drze­wa­mi to coś, cze­go nawet we Fran­cji nie było.

Kul­mi­na­cją kil­ku­go­dzin­nej tra­sy spły­wu była Tousic­ka kaska­da, przej­ście o trud­no­ści WW IV. Z nie­ukry­wa­ną dumą muszę przy­znać, że aku­rat to prze­pły­ną­łem w odpo­wied­niej kon­fi­gu­ra­cji, czy­li dnem do dołu 🙂

Kaska­da z góry robi­ła cał­kiem nie­złe wra­że­nie i adre­na­li­na dobrze popra­wia­ła krą­że­nie na tym odcinku.

A oto i fil­mik zło­żo­ny przez kie­row­ni­ka Jarka.

Kategorie
aktywnie

Ubaye

P6260164.JPG

Bra­ko­wa­ło mi przez dłuż­szy czas tema­tu do pisa­nia (czy­li dobrym blo­ge­rem raczej nie jestem bo tako­wy potra­fi pisać o wszyst­kim), trze­ba było się gdzieś wybrać, żeby coś się pojawiło.

Poprzed­ni tydzień upły­nął pod zna­kiem wody, kamie­ni, piwa i wina i paru innych dość przy­jem­nych rze­czy, krót­ko mówiąc wybra­łem się z gru­pą zna­jo­mych na dość zasłu­żo­ny „wypo­czy­nek” do alpej­skiej czę­ści Prowansji.

Chcia­łem prze­żyć przy­go­dą i zafun­do­wać sobie ener­ge­tycz­ne­go kopa na kolej­ne mie­sią­ce pra­cy, cel został zre­ali­zo­wa­ny w 100%. Nawet nie cho­dzi o to, że poje­cha­li­śmy tam robić jakieś strasz­nie trud­ne rze­czy, ale o to, że w tema­cie gór­skie­go kaja­kar­stwa i raftin­gu byłem naj­bar­dziej „zie­lo­ny” w całym towa­rzy­stwie i każ­dy naj­mniej­szy ciu­rek z odro­bi­ną wody dostar­czał adre­na­li­ny jak Zambezi.

Łącz­nie uda­ło się prze­pły­wać przez 7 dni 6 odcin­ków rzek, z cze­go jeden kil­ka razy. Trud­no­ści waha­ły się od WW 2 do WW 4, przy czym WW 4 czę­sto robi­ło ze mną co chciało…

Na szczę­ście jesz­cze nie jest bar­dzo źle, w mia­rę upły­wu cza­su coraz czę­ściej pły­ną­łem tam gdzie chcia­łem i w odpo­wied­niej pozy­cji (tzn. dnem do dołu). Tra­fi­li­śmy ogól­nie na super pogo­dę, spo­ro słoń­ca i wody w sam raz (gdzie nie­gdzie nawet bar­dziej niż w sam raz).

O roz­ryw­ki towa­rzy­skie zadba­li Cze­si, któ­rzy przy­je­cha­li w to samo miej­sce na raft. Niech wystar­czy tyl­ko to, że przy­je­cha­li pod namiot z wła­snym nale­wa­kiem do piwa i kil­ko­ma becz­ka­mi w zapa­sie (nie wspo­mi­nam nawet o nie­prze­bra­nych zapa­sach nale­wek i inne­go bim­bro­po­dob­ne­go paskudz­twa), sąsie­dzi zza gra­ni­cy wie­dzą jak się przy­go­to­wać na spływ… 😉

Fotek tym razem nie wrzu­cam na blo­ga, bo są już od jakie­goś cza­su na mojej Pica­sie – zapra­szam do obej­rze­nia. Co praw­da nie ma tam naj­cie­kaw­szych fotek robio­nych lustrzan­ką kole­gi (te jak tyl­ko dosta­ną to wrzu­cę tutaj) ale parę nie jest złych.

Wiel­kie podzie­ko­wa­nia dla całej eki­py, cie­szę sie że mogłem tam z wami dotrzeć.

Kategorie
po godzinach

Nocne życie

Nie, nie zaczą­łem pętać się po noc­nych klu­bach i barach, co cie­kaw­sze, nawet mniej pra­cu­ję noca­mi. Zamiast tego prze­ro­bi­łem więk­szość reper­tu­aru tele­wi­zyj­ne­go mię­dzy godzi­na­mi wie­czor­ny­mi a poran­ny­mi, nie­ste­ty głów­nie sam obraz. Mała Amel­ka sta­ra się udo­wod­nić wszel­ki­mi siła­mi, że potra­fi wytrzy­mać wię­cej niż ja czy Ania. Napraw­dę cie­ka­we jed­nak są spo­so­by, jakie po kolei pozna­ję, aby zdo­być prze­wa­gę w tych bitwach. Poni­żej 3 wg mnie najoryginalniejsze.

Spo­sób nr 1. Suszar­ka. Nigdy nie wpadł bym na to, że dziec­ko będzie usy­pia­ło nie przy jakichś koją­cych ryt­mach, a przy wyciu włą­czo­nej suszar­ki do wło­sów. Dzia­ła­ją­ca suszar­ka jest dość ryzy­kow­ną przy­tu­lan­ką do snu, ale ist­nie­ją pereł­ki w necie (swo­ją dro­gą nie­zła nazwa dome­ny), któ­re pozwa­la­ją ścią­gnąć tego typu „koją­ce dĹşwię­ki” i zło­żyć je w melo­dyj­ną play­li­stę. Korzy­sta­jąc z dostęp­nych prze­bo­jów moż­na nagrać np. kom­bi­na­cję suszar­ka-odku­rzacz-pęk­nię­ta rura, w róż­nych ukła­dach. 70 min kon­kret­nej rozrywki.

Spo­sób nr 2. Kie­dy lista prze­bo­jów spo­so­bu nr 1 nie dzia­ła albo wpro­wa­dza ner­wo­wy nastrój u pozo­sta­łych słu­cha­czy do akcji wcho­dzi bie­ga­nie. Nidy bym nie pomy­ślał jakie dystan­se moż­na poko­nać truch­ta­jąc o 1–2‑3-… w nocy po miesz­ka­niu z kil­ku­ki­lo­gra­mo­wym obcią­że­niem. Wresz­cie wró­ci mi kondycja.

Spo­sób nr 3. To jest wyna­la­zek dzi­siej­sze­go wie­czo­ru, noc­na wyciecz­ka samo­cho­do­wa po oko­li­cy. Pomruk die­sla w połą­cze­niu z podmu­chem wen­ty­la­to­ra, to taka roz­wo­jo­wa wer­sja suszar­ki z wstrzą­sa­mi (całe szczę­ście że mamy trak­tor, a nie jakiś wygod­ny, cichy samo­chód). Dzia­ła podob­nie, a nie nisz­czy tak dokład­nie zmysłów…

Nie­ste­ty, każ­dy ze spo­so­bów dzia­ła chwi­lo­wo, więc korzy­sta­jąc z chwi­li odpo­czyn­ku piszę sobie tego posta i zasta­na­wiam się kie­dy dzi­siaj uda się zje­chać na prze­rwę. Na razie jesz­cze wcze­śnie, więc kto wie.

ps. na tvn-ie leci wła­śnie krzy­żów­ka na żywo, co za kre­tyń­ski pro­gram, kto to oglą­da (poza mną)??

Kategorie
po godzinach

Choinka

Cho­in­ka – mała lub duża, zie­lo­na, srebr­na, cza­sem sza­ra, ale zawsze kłująca. 

Święta nie mają (mia­ły) nigdy dla mnie więk­sze­go zna­cze­nia, jakoś tak się usta­wi­ło, że bar­dziej męczy­ło mnie całe zamie­sza­nie niż cie­szy­ła świą­tecz­na atmos­fe­ra. W ide­ii sta­wia­nia (posia­da­nia) cho­in­ki dener­wo­wa­ło mnie wszyst­ko, cho­ciaż­by to że co roku wyci­na­ne są hak­ta­ry tyl­ko po to żeby­śmy mogli popa­trzeć na kawał igli­wia przez parę dni. Oka­za­ło się jed­nak, że jak każ­de prze­ko­na­nie, tak­że to z cza­sem zaczę­ło się łago­dzić, a w koń­cu pra­wie zaniknąć.

Od kie­dy na świe­cie poja­wi­ła sią Amel­ka, zaczy­nam odro­bi­nę ina­czej patrzeć na róż­ne spra­wy. Zda­ję sobie spra­wę, że świę­ta powin­ny zacząć być waż­ne, bo życie dziec­ka bez świąt nie będzie tak faj­ne jak z nimi.

W ramach moje­go pojed­na­nia ze świę­ta­mi poje­cha­łem w tym roku (dru­gi raz w życiu) zna­le­Ĺşć do domu jakąś cho­in­kę (a tak napraw­dę mia­ła to być Cho­in­ka). Oczy­wi­ście, timing nie był dosko­na­ły i wybra­łem się po nią 24 grud­nia po połu­dniu. Na dwo­rze było moc­no świą­tecz­nie, tzn. lał deszcz. Pierw­sza run­da po oko­licz­nych PC zakoń­czy­ła się nie­po­wo­dze­niem, mia­łem dość istot­ne wska­zów­ki co do spe­cy­fi­ka­cji tech­nicz­nej Cho­in­ki i żaden z PC nie mógł im spro­stać. Po 2h jeż­dże­nia, stwier­dzi­łem że spe­cy­fi­ka­cję trze­ba okro­ić zanim przyj­dzie noc i wró­ci­łem do miej­sca gdzie przy­szłą Cho­in­ka było naj­bar­dziej zbli­żo­ne do oczekiwań.

Jak w każ­dej dobrej histo­rii o spó­Ĺşnio­nych zaku­pach, oka­za­ło się że wybra­ne miej­sce zosta­ło w mię­dzy­cza­sie zamknię­te i zosta­łem za pło­tem patrząc na zmok­nię­te sto­sy cho­inek któ­re tra­fią na prze­miał. Razem ze mną pod pło­tem sta­ło kil­ku innych zmar­twio­nych face­tów, zasta­na­wia­ją­cych się gło­śno jak wutłu­ma­czą tę sytu­ację w domu (to aku­rat był cał­kiem zabawne).

Prze­kląw­szy świą­tecz­nie pod nosem wybra­łem się do PC nr 2 na liście. Tego punk­tu nie zamknę­li, ale za to wpy­prze­da­li wszyst­ko co przy­po­mi­na­łoch drze­wo igla­ste i pozo­sta­ły już tyl­ko wie­sza­ki na ubra­nia. No cóż… Ruszy­łem dalej. Miejsc było mało, cza­su tak­że i nagle na ratu­nek przy­szedł mi social networ­king czy­li CB radio. Po moim dra­ma­tycz­nym ape­lu, zna­la­zło się kil­ka sza­le­nie dow­cip­nych odpo­wie­dzi i jed­na bar­dzo kon­kret­na, kie­ru­ją­ca mnie na mały pla­cyk w środ­ku pew­ne­go osie­dla. Z odro­bi­ną nie­do­wie­rza­nia uda­łem się do celu i… zna­la­złem ocze­ki­wa­ną, ide­al­ną Cho­in­kę. Co praw­da trze­ba ją było wyrwać z już spa­ko­wa­ne­go wozu, ale była! 

Ide­al­ne zakoń­cze­nie świą­tecz­nej histo­rii o poszu­ki­wa­niu, Cho­in­ce, cza­sie i spo­łecz­no­ści. Napraw­dę. Weso­łych świąt, jakie­kol­wiek i kie­dy­kol­wiek obchodzicie.

Kategorie
po godzinach

Sobota 7.30 rano

Godzi­na wręcz potwor­na, szcze­gól­nie bio­rąc pod uwa­gę dzień tygo­dnia. Na szczę­ście jak już wypad­nie się z łóż­ka to już jest tyl­ko lepiej. Wiel­kie dzię­ki dla Jac­ka, któ­ry dzi­siaj wycią­gnął mnie na kajak.

Jak to było w rekla­mie? Kajak, wio­sło – zapła­cisz kar­tą MC, mgła nad rze­ką o poran­ku – bez­cen­ne. Napraw­dę, rewe­la­cja. Kli­ka­dzie­siąt minut wio­sło­wa­nia daje ener­gię na cały dzień.

Kategorie
po godzinach

Trochę osobistych projektów

zrzut ekranu speleoteam.pl

Pra­cy ostat­nio aż za dużo, ale też nazbie­ra­ło się wyjąt­ko­wo kil­ka oso­bi­stych pro­jek­tów war­tych uwa­gi. Zazwy­czaj nie poru­szam tutaj kwe­stii zwią­za­nych z pra­cą, ale z racji prze­bu­do­wy fir­mo­wej stro­ny, tym razem zro­bię wyjątek.

Na pew­no istot­nym wyda­rze­niem jest uru­cho­mie­nie nowej stro­ny nasze­go teamu – Spe­leo Salo­mon Racing Team. Zabra­ło to spo­ro cza­su, ale myślę, że efekt koń­co­wy jest tego wart. Jeśli tyl­ko chę­ci (i to nie tyl­ko moje) nie wyczer­pią się zbyt szyb­ko, to może tam być spo­ro faj­nych tek­stów do poczy­ta­nia (i oczy­wi­ście zdjęć – pod­czas raj­dów zwie­dza­my napraw­dę nie­sa­mo­wi­te miej­sca). Stro­na oczy­wi­ście w moim ulu­bio­nym drew­nia­no-pory­so­wa­no-buro-rusty­kal­nym sty­lu, ze znacz­nie zwięk­szo­ną czy­tel­no­ścią (w porów­na­niu do poprzed­niej). Dzię­ki niej spre­cy­zo­wał się jasno nowy cel – musi­my zama­lo­wać kolo­rem mapę świa­ta – dużo kra­jów już jest kolo­ro­wych, ale spo­ro jesz­cze przed nami.

Jeśli już jestem przy Spe­leo – od ponie­dział­ku w kio­skach jest nowy numer EXTREMIUM z dużym arty­ku­łem poświę­co­nym nasze­mu zespo­ło­wi, łącz­nie z krót­kim bio zawod­ni­ków, dzię­ki cze­mu i ja zała­pa­łem się na miej­sce w pra­sie. W razie gdy­by ktoś nie dotarł do skle­pu – na stro­nie teamu jest do przej­rze­nia pdf.

zrzut ekranu islanddolphincare.pl

Kolej­na spra­wa – pro­jekt inter­ne­to­wy nie tak roz­bu­do­wa­ny jak stro­na Spe­leo, ale dużo bar­dziej oso­bi­sty – pol­ska stro­na orga­ni­za­cji Island Dolphin Care z Key Lar­go, FL. Moja żona, Ania, jest przed­sta­wi­ciel­ką tego ośrod­ka (aktu­al­nie w dro­dze na Flo­ry­dę z pol­ską rodzi­ną) i zaj­mu­je się pro­pa­go­wa­niem tera­pii wspie­ra­nej udzia­łem zwie­rząt (ani­mal assi­sted the­ra­py) wśród pol­skich rodzin. Mam nadzie­ję, że ta stro­na pomo­że jej w tym działaniu.

zrzut ekranu idive.pl

Trze­ci pro­jekt to dopie­ro począ­tek ale mam nadzie­ję zamie­nić go w coś dużo bar­dziej roz­bu­do­wa­ne­go. Jest to stro­na (stro­ny?) cen­trum nur­ko­wa­nia iDI­VE. Jestem z tym pro­jek­tem zwią­za­ny z kil­ku powo­dów – po pierw­sze cen­trum i szko­ła nur­ko­wa­nia jest pro­wa­dzo­na przez moje­go bli­skie­go kum­pla Seba­stia­na, z któ­rym nur­ku­ję już od kil­ku lat, po dru­gie z samą nazwą dome­ny wią­za­łem zawsze spo­re nadzie­je. Na razie moż­na tam zna­leźć stro­nę głów­ną cen­trum, stro­nę poświę­co­ną szko­le­niom i tury­sty­ce nur­ko­wej oraz stro­nę o nur­ko­wa­niu tech­nicz­nym, pla­ny jed­nak się­ga­ją dużo dalej. Wszyst­ko jak zwy­kle zale­ży od kom­bi­na­cji czaso-kosztowej.

ps. co bar­dziej obe­zna­ni w tema­cie chy­ba się nie obra­żą za lek­ko seo-frien­dly tekst, chcia­łem połą­czyć przy­jem­ne z pożytecznym 😉