Kategorie
po godzinach praca

TRAIL i nowe pomysły

Zaczę­ło się od TRAIL jako pomy­słu na faj­ną spo­łecz­ność, a z cza­sem zaczę­ło się to prze­mie­niać w coraz bar­dziej zaawan­so­wa­ny pro­jekt mapo­wy, albo bar­dziej nauko­wo – GIS. Tak napraw­dę, pierw­szy raz od cza­su stu­diów, zaczą­łem dostrze­gać zale­ty moje­go ofi­cjal­ne­go wykształ­ce­nia, a co waż­niej­sze wyko­rzy­sty­wać to w połą­cze­niu z bie­żą­cym zajęciem.

Nagle zaczą­łem dostrze­gać roz­bu­do­wa­ne spo­łecz­no­ści sku­pio­ne wokół pro­jek­tów takich jak UMP, Open Stre­et Map, QGIS i wie­le innych. Kole­je spo­tka­nia tyl­ko coraz bar­dziej mnie w to wcią­ga­ją, wró­ci­łem nawet do paru ksią­żek z cza­su stu­diów, a to już ewe­ne­ment, bo nawet w tam­tym okre­sie nie za czę­sto do nich zaglądałem…

Jestem cie­kaw, na ile uda nam się połą­czyć realia mar­ke­tin­go­we (pro­jekt musi się z cze­goś utrzy­mać) z wszyst­ki­mi pomy­sła­mi na stwo­rze­nie świet­ne­go narzę­dzia mapo­we­go, mam nadzie­ję, że da się to połą­czyć, ale jak będzie to tyl­ko czas poka­że. Na razie idzie nieźle…

Za tydzień wyjazd na kaja­ki do Czar­no­gó­ry, może będzie wresz­cie oka­zja na mniej powią­za­ny z pra­cą wpis (no i czę­ściej niż raz na 4 mie­sią­ce). Do usłyszenia.

Kategorie
aktywnie

Wirująca owieczka

tor kajakowy

Daw­no ocze­ki­wa­na wyciecz­ka na Pierw­szy Upust Wody Na Zapo­rze Leśniań­skiej za nami. Eks­tre­mum nie było, ale faj­na zaba­wa cał­kiem nie­zła. Poza samą rze­ką jestem pod wra­że­niem oko­li­cy, a przede wszyst­kim głów­nej atrak­cji, czy­li nie­miec­kiej zapo­ry impo­nu­ją­co zamy­ka­ją­cej zalew.

Sam odci­nek od zapo­ry do Luba­nia miał kil­ka cie­kaw­szych momen­tów WW i dłu­uuugi odci­nek bez emo­cji za to moc­no relak­su­ją­cy. Był na tyle relak­su­ją­cy i dłu­gi, że w nie­dzie­lę pły­wa­li­śmy już tyl­ko na odcin­ku do toru kaja­ko­we­go w Leśnej. A na samym torze emo­cji dla takie­go ama­to­ra WW, jak ja, było wystar­cza­ją­co. Co mnie bar­dzo cie­szy, to to, że widzę pro­gres od zeszłe­go roku, coraz czę­ściej rze­kę poko­nu­ję w odpo­wied­niej kon­fi­gu­ra­cji (gło­wą do góry) i mogę już poba­wić się na małych fal­kach, a nie tyl­ko wal­czyć o prze­trwa­nie. Cie­ka­we jak to zwe­ry­fi­ku­ją alpej­skie rze­ki w tym roku…

Pod­su­mo­wu­jąc: świet­na wyciecz­ka dla ama­to­rów kaja­kar­stwa, któ­rzy oprócz odprę­ża­ją­cej wyciecz­ki mają ocho­tę na odro­bi­nę adre­na­li­ny na „pra­wie gór­skiej rze­ce” (wia­do­mo jak to jest z „pra­wie”). Miłym akcen­tem były rów­nież kieł­ba­ski wli­czo­ne w cenę spły­wu (10zł za dwa dni), zabez­pie­cze­nie w bar­dziej ryzy­kow­nych miej­scach i moż­li­wość wypo­ży­cze­nia na miej­scu sprzę­tu. Ogól­nie bra­wa dla orga­ni­za­to­rów za faj­ną impre­zę i oby star­czy­ło zapa­łu na kolej­ne. Może tyl­ko war­to by było następ­nym razem prze­pły­nąć się wcze­śniej i usu­nąć tro­chę rzecz­ne­go śmiet­ni­ka ze spo­koj­niej­szych odcin­ków przed Lubaniem.

Poni­żej jak zwy­kle kil­ka fotek (róż­nej jako­ści, com­pact radzi sobie tyl­ko jak ma 100% dobre­go światła).

ps. dla­cze­go owiecz­ka? Ano tak mi się w pamię­ci utrwaliła.

Kategorie
aktywnie

Salomon Nordic Sunday

Zima nawet w Pozna­niu nad­zwy­czaj­nie dopi­sa­ła w tym roku, jed­nak już od grud­nia cze­ka­łem tyl­ko na oka­zję żeby wyrwać się do Jaku­szyc na bie­gów­ki. Izer­skie szla­ki nie dadzą się niczym zastą­pić. Naresz­cie w ten week­end oka­zja się nada­rzy­ła i już w pią­tek wie­czo­rem wylą­do­wa­lem w Szklar­skiej w cał­kiem miłej noc­le­gow­ni o nazwie Cha­ta Izer­ska (pomi­mo usil­nych sta­rań GPSa, któ­ry kazał mi w środ­ku zimy pły­nąć pro­mem 🙂 ). Plan na wyjazd był pro­sty – rekre­acyj­nie pobie­gać, napić się piwa i poga­dać ze zna­jo­my­mi ze Spe­leo star­tu­ją­cy­mi w Salo­mon Nor­dic Sun­day.

Pogo­da, jak na Jaku­szy­ce, była dość mgli­sta, za to tem­pe­ra­tu­ra i śnieg dosko­na­łe. Począt­ko­wo zamie­rza­łem wresz­cie wypo­sa­żyć się we wła­sne nar­ty, jed­nak oka­za­ło się ze zima w tym roku zasko­czy­ła nie tyl­ko dro­go­wców i o zaku­pie wybra­ne­go mode­lu mogę tyl­ko poma­rzyć. Skoń­czy­ło się więc na wypo­ży­cze­niu nar­tek do łyż­wy o lek­ko dam­skim desi­gnie (tyl­ko takie zosta­ły na moją wagę) i dru­giej pary do klasyka.

Sobot­nie przed­po­łu­dnie zeszło na jaz­dę  łyż­wą po tra­sach zapla­no­wa­nych na nie­dziel­ne zawo­dy. Sam się zdzi­wi­łem, że po dłu­giej prze­rwie (ponad rok) kon­dy­cja spa­dła, ale tech­ni­ka się popra­wi­ła (!). Po połu­dniu zabra­łem się za testo­wa­nie pro­fe­sjo­nal­nych nart do kla­sy­ka i nie­ste­ty tu już tak pięk­nie nie było. Pierw­szy raz śli­zga­łem się kla­sycz­nie na nar­tach bez łuski, tyl­ko z kli­strem, oka­za­ło się ze taki sprzęt wyma­ga nie­co wyż­sze­go pozio­mu niż ja pre­zen­tu­ję. Dość powie­dzieć, że dopie­ro po ok 5km i zdo­by­ciu Samo­lo­tu zczą­łem łapać jak się odpy­chać pod górę żeby smar trzy­mał. Ogól­ny wnio­sek pozo­stał jeden – łyż­wą lepiej.

Do tego stop­nia lepiej, że w przy­pły­wie opty­mi­zmu posta­no­wi­łem zapi­sać się na start tym sty­lem w nie­dziel­nych zawo­dach. Dla tych, któ­rzy jesz­cze nie zna­ją cyklu, kil­ka słów wpro­wa­dze­nia. Jak piszą orga­ni­za­to­rzy na stro­nie sns-nartybiegowe.pl:

Pierw­szy w Pol­sce cykl zawo­dów w nar­ciar­stwie bie­go­wym dla ama­to­rów. Do uczest­nic­twa w zawo­dach zachę­ca­my wszyst­kich, dla któ­rych zimo­wą porą bie­ga­nie na nar­tach jest for­mą aktyw­no­ści rucho­wej, spo­so­bem spę­dza­nia wol­ne­go cza­su w dobrym towa­rzy­stwie i pięk­nym oto­cze­niu oraz pra­gną­cych spor­to­wej rywalizacji.

Trze­ba uczci­wie przy­znać, że to napraw­dę faj­ne zawo­dy dla każ­de­go, limi­ty cza­so­we są spo­re, a dodat­ko­we nagro­dy loso­wa­ne są na koniec wśród wszyst­kich uczest­ni­ków. Do tego do dys­po­zy­cji uczest­ni­ków jest spo­ro cia­stek, bana­nów i cze­ko­la­dy oraz gorą­ca her­ba­ta z sokiem malinowym.

O 11 na star­cie sta­wi­ło się oko­ło 150 zawod­ni­ków i zawod­ni­czek, żeby poko­nać 10-cio lub 20-km tra­sę. Zgod­nie z moim szczę­ściem, oka­za­ło się, że ta edy­cja popro­wa­dzo­na jest na naj­trud­niej­szym warian­cie tra­sy z ostrym pod­bie­giem na samym począt­ku (Buczki i Samo­lot), nie popsu­ło to jed­nak moje­go opty­mi­zmu i o 11.15 ruszy­łem na jed­no kół­ko trasy.

Bie­gło się świet­nie, bez nad­mier­ne­go kato­wa­nia dotar­łem do mety wca­le nie ostat­ni, co mnie bar­dzo mile zasko­czy­ło i zaostrzy­ło ape­tyt na kolej­ną edy­cję za 2 tygo­dnie (tak, już zde­cy­do­wa­łem). Praw­dzi­wą kla­sę poka­za­ła Kasia Zając ze Spe­leo, wygry­wa­jąc w kla­sie Eli­te sty­lem kla­sycz­nym, gratulacje!

To tyle, do zoba­cze­nia na następ­nym SNS, a tym­cza­sem parę fotek do obej­rze­nia na fejs­bu­ko­wej stro­nie Spe­leo. Przy oka­zji war­to pamię­tać, że rów­nież za nie­co ponad 2 tygo­dnie rusza 34-ta edy­cja Bie­gu Pia­stów, kul­to­we­go wyści­gu na dystan­sie 50km. To jed­nak tro­chę za dłu­gi dystans jak na start po prze­rwie, więc w tym roku nawet o tym nie myślę, ale za rok, kto wie…

Kategorie
aktywnie

Kajakarzem jeszcze też nie…

…ale się staram.

Poprzed­ni week­end upły­nął pod zna­kiem świet­nej zaba­wy i gło­śne­go szczę­ka­nia zęba­mi. Ok 40km od Pra­gi na rze­ce Vavri­nec­ki potok odbył się kolej­ny cze­ski out­do­oro­wy event. Jak zwy­kle u Cze­chów na miej­scu poja­wi­ło się mnó­stwo ama­to­rów aktyw­ne­go spę­dza­nia cza­su (kie­dy u nas tak będzie?), lało się spo­ro piwa i śli­wo­wi­cy, ale przede wszyst­kim rewe­la­cyj­nie się pły­wa­ło. Trzy kąpie­le musia­łem zali­czyć, ale war­to było, bo lawi­ro­wa­nie mię­dzy pod­to­pio­ny­mi drze­wa­mi to coś, cze­go nawet we Fran­cji nie było.

Kul­mi­na­cją kil­ku­go­dzin­nej tra­sy spły­wu była Tousic­ka kaska­da, przej­ście o trud­no­ści WW IV. Z nie­ukry­wa­ną dumą muszę przy­znać, że aku­rat to prze­pły­ną­łem w odpo­wied­niej kon­fi­gu­ra­cji, czy­li dnem do dołu 🙂

Kaska­da z góry robi­ła cał­kiem nie­złe wra­że­nie i adre­na­li­na dobrze popra­wia­ła kra­że­nie na tym odcinku.

A oto i fil­mik zło­żo­ny przez kie­row­ni­ka Jarka.

Kategorie
po godzinach

(Nie)zostałem deskorolkowcem

Faj­ny fil­mik… Boha­ter to Kuba Zwo­lin­ski, ale nie ja 🙂 Oka­za­ło sie, że w necie wal­czy jesz­cze jeden (co naj­mniej) mój imien­nik. Odna­lazł mnie i pode­słał swój film. Nie­złe uję­cia, więc zde­cy­do­wa­łem go umie­ścić i nawet pod­pi­sać nazwi­skiem bohatera…

Jak widać zami­ło­wa­nie do akcji musi się prze­no­sić razem z nazwi­skiem. Dawaj Kuba!

Kategorie
aktywnie

Ubaye

P6260164.JPG

Bra­ko­wa­ło mi przez dłuż­szy czas tema­tu do pisa­nia (czy­li dobrym blo­ge­rem raczej nie jestem bo tako­wy potra­fi pisać o wszyst­kim), trze­ba było się gdzieś wybrać, żeby coś się pojawiło.

Poprzed­ni tydzień upły­nął pod zna­kiem wody, kamie­ni, piwa i wina i paru innych dość przy­jem­nych rze­czy, krót­ko mówiąc wybra­łem się z gru­pą zna­jo­mych na dość zasłu­żo­ny „wypo­czy­nek” do alpej­skiej czę­ści Prowansji.

Chcia­łem prze­żyć przy­go­dą i zafun­do­wać sobie ener­ge­tycz­ne­go kopa na kolej­ne mie­sią­ce pra­cy, cel został zre­ali­zo­wa­ny w 100%. Nawet nie cho­dzi o to, że poje­cha­li­śmy tam robić jakieś strasz­nie trud­ne rze­czy, ale o to, że w tema­cie gór­skie­go kaja­kar­stwa i raftin­gu byłem naj­bar­dziej „zie­lo­ny” w całym towa­rzy­stwie i każ­dy naj­mniej­szy ciu­rek z odro­bi­ną wody dostar­czał adre­na­li­ny jak Zambezi.

Łącz­nie uda­ło się prze­pły­wać przez 7 dni 6 odcin­ków rzek, z cze­go jeden kil­ka razy. Trud­no­ści waha­ły się od WW 2 do WW 4, przy czym WW 4 czę­sto robi­ło ze mną co chciało…

Na szczę­ście jesz­cze nie jest bar­dzo źle, w mia­rę upły­wu cza­su coraz czę­ściej pły­ną­łem tam gdzie chcia­łem i w odpo­wied­niej pozy­cji (tzn. dnem do dołu). Tra­fi­li­śmy ogól­nie na super pogo­dę, spo­ro słoń­ca i wody w sam raz (gdzie nie­gdzie nawet bar­dziej niż w sam raz).

O roz­ryw­ki towa­rzy­skie zadba­li Cze­si, któ­rzy przy­je­cha­li w to samo miej­sce na raft. Niech wystar­czy tyl­ko to, że przy­je­cha­li pod namiot z wła­snym nale­wa­kiem do piwa i kil­ko­ma becz­ka­mi w zapa­sie (nie wspo­mi­nam nawet o nie­prze­bra­nych zapa­sach nale­wek i inne­go bim­bro­po­dob­ne­go paskudz­twa), sąsie­dzi zza gra­ni­cy wie­dzą jak się przy­go­to­wać na spływ… 😉

Fotek tym razem nie wrzu­cam na blo­ga, bo są już od jakie­goś cza­su na mojej Pica­sie – zapra­szam do obej­rze­nia. Co praw­da nie ma tam naj­cie­kaw­szych fotek robio­nych lustrzan­ką kole­gi (te jak tyl­ko dosta­ną to wrzu­cę tutaj) ale parę nie jest złych.

Wiel­kie podzie­ko­wa­nia dla całej eki­py, cie­szę sie że mogłem tam z wami dotrzeć.

Kategorie
po godzinach

Nocne życie

Nie, nie zaczą­łem pętać się po noc­nych klu­bach i barach, co cie­kaw­sze, nawet mniej pra­cu­ję noca­mi. Zamiast tego prze­ro­bi­łem więk­szość reper­tu­aru tele­wi­zyj­ne­go mię­dzy godzi­na­mi wie­czor­ny­mi a poran­ny­mi, nie­ste­ty głów­nie sam obraz. Mała Amel­ka sta­ra się udo­wod­nić wszel­ki­mi siła­mi, że potra­fi wytrzy­mać wię­cej niż ja czy Ania. Napraw­dę cie­ka­we jed­nak są spo­so­by, jakie po kolei pozna­ję, aby zdo­być prze­wa­gę w tych bitwach. Poni­żej 3 wg mnie najoryginalniejsze.

Spo­sób nr 1. Suszar­ka. Nigdy nie wpadł bym na to, że dziec­ko będzie usy­pia­ło nie przy jakichś koją­cych ryt­mach, a przy wyciu włą­czo­nej suszar­ki do wło­sów. Dzia­ła­ją­ca suszar­ka jest dość ryzy­kow­ną przy­tu­lan­ką do snu, ale ist­nie­ją pereł­ki w necie (swo­ją dro­gą nie­zła nazwa dome­ny), któ­re pozwa­la­ją ścią­gnąć tego typu „koją­ce dĹşwię­ki” i zło­żyć je w melo­dyj­ną play­li­stę. Korzy­sta­jąc z dostęp­nych prze­bo­jów moż­na nagrać np. kom­bi­na­cję suszar­ka-odku­rzacz-pęk­nię­ta rura, w róż­nych ukła­dach. 70 min kon­kret­nej rozrywki.

Spo­sób nr 2. Kie­dy lista prze­bo­jów spo­so­bu nr 1 nie dzia­ła albo wpro­wa­dza ner­wo­wy nastrój u pozo­sta­łych słu­cha­czy do akcji wcho­dzi bie­ga­nie. Nidy bym nie pomy­ślał jakie dystan­se moż­na poko­nać truch­ta­jąc o 1–2‑3-… w nocy po miesz­ka­niu z kil­ku­ki­lo­gra­mo­wym obcią­że­niem. Wresz­cie wró­ci mi kondycja.

Spo­sób nr 3. To jest wyna­la­zek dzi­siej­sze­go wie­czo­ru, noc­na wyciecz­ka samo­cho­do­wa po oko­li­cy. Pomruk die­sla w połą­cze­niu z podmu­chem wen­ty­la­to­ra, to taka roz­wo­jo­wa wer­sja suszar­ki z wstrzą­sa­mi (całe szczę­ście że mamy trak­tor, a nie jakiś wygod­ny, cichy samo­chód). Dzia­ła podob­nie, a nie nisz­czy tak dokład­nie zmysłów…

Nie­ste­ty, każ­dy ze spo­so­bów dzia­ła chwi­lo­wo, więc korzy­sta­jąc z chwi­li odpo­czyn­ku piszę sobie tego posta i zasta­na­wiam się kie­dy dzi­siaj uda się zje­chać na prze­rwę. Na razie jesz­cze wcze­śnie, więc kto wie.

ps. na tvn-ie leci wła­śnie krzy­żów­ka na żywo, co za kre­tyń­ski pro­gram, kto to oglą­da (poza mną)??

Kategorie
po godzinach

Choinka

Cho­in­ka – mała lub duża, zie­lo­na, srebr­na, cza­sem sza­ra, ale zawsze kłująca. 

Święta nie mają (mia­ły) nigdy dla mnie więk­sze­go zna­cze­nia, jakoś tak się usta­wi­ło, że bar­dziej męczy­ło mnie całe zamie­sza­nie niż cie­szy­ła świą­tecz­na atmos­fe­ra. W ide­ii sta­wia­nia (posia­da­nia) cho­in­ki dener­wo­wa­ło mnie wszyst­ko, cho­ciaż­by to że co roku wyci­na­ne są hak­ta­ry tyl­ko po to żeby­śmy mogli popa­trzeć na kawał igli­wia przez parę dni. Oka­za­ło się jed­nak, że jak każ­de prze­ko­na­nie, tak­że to z cza­sem zaczę­ło się łago­dzić, a w koń­cu pra­wie zaniknąć.

Od kie­dy na świe­cie poja­wi­ła sią Amel­ka, zaczy­nam odro­bi­nę ina­czej patrzeć na róż­ne spra­wy. Zda­ję sobie spra­wę, że świę­ta powin­ny zacząć być waż­ne, bo życie dziec­ka bez świąt nie będzie tak faj­ne jak z nimi.

W ramach moje­go pojed­na­nia ze świę­ta­mi poje­cha­łem w tym roku (dru­gi raz w życiu) zna­le­Ĺşć do domu jakąś cho­in­kę (a tak napraw­dę mia­ła to być Cho­in­ka). Oczy­wi­ście, timing nie był dosko­na­ły i wybra­łem się po nią 24 grud­nia po połu­dniu. Na dwo­rze było moc­no świą­tecz­nie, tzn. lał deszcz. Pierw­sza run­da po oko­licz­nych PC zakoń­czy­ła się nie­po­wo­dze­niem, mia­łem dość istot­ne wska­zów­ki co do spe­cy­fi­ka­cji tech­nicz­nej Cho­in­ki i żaden z PC nie mógł im spro­stać. Po 2h jeż­dże­nia, stwier­dzi­łem że spe­cy­fi­ka­cję trze­ba okro­ić zanim przyj­dzie noc i wró­ci­łem do miej­sca gdzie przy­szłą Cho­in­ka było naj­bar­dziej zbli­żo­ne do oczekiwań.

Jak w każ­dej dobrej histo­rii o spó­Ĺşnio­nych zaku­pach, oka­za­ło się że wybra­ne miej­sce zosta­ło w mię­dzy­cza­sie zamknię­te i zosta­łem za pło­tem patrząc na zmok­nię­te sto­sy cho­inek któ­re tra­fią na prze­miał. Razem ze mną pod pło­tem sta­ło kil­ku innych zmar­twio­nych face­tów, zasta­na­wia­ją­cych się gło­śno jak wutłu­ma­czą tę sytu­ację w domu (to aku­rat był cał­kiem zabawne).

Prze­kląw­szy świą­tecz­nie pod nosem wybra­łem się do PC nr 2 na liście. Tego punk­tu nie zamknę­li, ale za to wpy­prze­da­li wszyst­ko co przy­po­mi­na­łoch drze­wo igla­ste i pozo­sta­ły już tyl­ko wie­sza­ki na ubra­nia. No cóż… Ruszy­łem dalej. Miejsc było mało, cza­su tak­że i nagle na ratu­nek przy­szedł mi social networ­king czy­li CB radio. Po moim dra­ma­tycz­nym ape­lu, zna­la­zło się kil­ka sza­le­nie dow­cip­nych odpo­wie­dzi i jed­na bar­dzo kon­kret­na, kie­ru­ją­ca mnie na mały pla­cyk w środ­ku pew­ne­go osie­dla. Z odro­bi­ną nie­do­wie­rza­nia uda­łem się do celu i… zna­la­złem ocze­ki­wa­ną, ide­al­ną Cho­in­kę. Co praw­da trze­ba ją było wyrwać z już spa­ko­wa­ne­go wozu, ale była! 

Ide­al­ne zakoń­cze­nie świą­tecz­nej histo­rii o poszu­ki­wa­niu, Cho­in­ce, cza­sie i spo­łecz­no­ści. Napraw­dę. Weso­łych świąt, jakie­kol­wiek i kie­dy­kol­wiek obchodzicie.

Kategorie
po godzinach

Sobota 7.30 rano

Godzi­na wręcz potwor­na, szcze­gól­nie bio­rąc pod uwa­gę dzień tygo­dnia. Na szczę­ście jak już wypad­nie się z łóż­ka to już jest tyl­ko lepiej. Wiel­kie dzię­ki dla Jac­ka, któ­ry dzi­siaj wycią­gnął mnie na kajak.

Jak to było w rekla­mie? Kajak, wio­sło – zapła­cisz kar­tą MC, mgła nad rze­ką o poran­ku – bez­cen­ne. Napraw­dę, rewe­la­cja. Kli­ka­dzie­siąt minut wio­sło­wa­nia daje ener­gię na cały dzień.

Kategorie
po godzinach

Trochę osobistych projektów

zrzut ekranu speleoteam.pl

Pra­cy ostat­nio aż za dużo, ale też nazbie­ra­ło się wyjąt­ko­wo kil­ka oso­bi­stych pro­jek­tów war­tych uwa­gi. Zazwy­czaj nie poru­szam tutaj kwe­stii zwią­za­nych z pra­cą, ale z racji prze­bu­do­wy fir­mo­wej stro­ny, tym razem zro­bię wyjątek.

Na pew­no istot­nym wyda­rze­niem jest uru­cho­mie­nie nowej stro­ny nasze­go teamu – Spe­leo Salo­mon Racing Team. Zabra­ło to spo­ro cza­su, ale myślę, że efekt koń­co­wy jest tego wart. Jeśli tyl­ko chę­ci (i to nie tyl­ko moje) nie wyczer­pią się zbyt szyb­ko, to może tam być spo­ro faj­nych tek­stów do poczy­ta­nia (i oczy­wi­ście zdjęć – pod­czas raj­dów zwie­dza­my napraw­dę nie­sa­mo­wi­te miejsca).Strona oczy­wi­ście w moim ulu­bio­nym drew­nia­no-pory­so­wa­no-buro-rusty­kal­nym sty­lu, ze znacz­nie zwięk­szo­ną czy­tel­no­ścią (w porów­na­niu do poprzed­niej). Dzię­ki niej spre­cy­zo­wał się jasno nowy cel – musi­my zama­lo­wać kolo­rem mapę świa­ta – dużo kra­jów już jest kolo­ro­wych, ale spo­ro jesz­cze przed nami.

Jeśli już jestem przy Spe­leo – od ponie­dział­ku w kio­skach jest nowy numer EXTREMIUM z dużym arty­ku­łem poświą­co­nym nasze­mu zespo­ło­wi, łącz­nie z krót­kim bio zawod­ni­ków, dzię­ki cze­mu i ja zała­pa­łem się na miej­sce w pra­sie. W razie gdy­by ktoś nie dotarł do skle­pu – na stro­nie teamu jest do przej­rze­nia pdf.

zrzut ekranu islanddolphincare.pl

Kolej­na spra­wa – pro­jekt inter­ne­to­wy nie tak roz­bu­do­wa­ny jak stro­na Spe­leo, ale dużo bar­dziej oso­bi­sty – pol­ska stro­na orga­ni­za­cji Island Dolphin Care z Key Lar­go, FL. Moja żona, Ania, jest przed­sta­wi­ciel­ką tego ośrod­ka (aktu­al­nie w dro­dze na Flo­ry­dę z pol­ską rodzi­ną) i zaj­mu­je się pro­pa­go­wa­niem tera­pii wspie­ra­nej udzia­łem zwie­rząt (ani­mal assi­sted the­ra­py) wśród pol­skich rodzin. Mam nadzie­ję, że ta stro­na pomo­że jej w tym działaniu.

zrzut ekranu idive.pl

Trze­ci pro­jekt to dopie­ro począ­tek ale mam nadzie­ję zamie­nić go w coś dużo bar­dziej roz­bu­do­wa­ne­go. Jest to stro­na (stro­ny?) cen­trum nur­ko­wa­nia iDI­VE. Jestem z tym pro­jek­tem zwią­za­ny z kil­ku powo­dów – po pierw­sze cen­trum i szko­ła nur­ko­wa­nia jest pro­wa­dzo­na przez moje­go bli­skie­go kum­pla Seba­stia­na, z któ­rym nur­ku­ję już od kil­ku lat, po dru­gie z samą nazwą dome­ny wią­za­łem zawsze spo­re nadzie­je. Na razie moż­na tam zna­le­Ĺşć stro­nę głów­ną cen­trum, stro­nę poświę­co­ną szko­le­niom i tury­sty­ce nur­ko­wej oraz stro­nę o nur­ko­wa­niu tech­nicz­nym, pla­ny jed­nak się­ga­ją dużo dalej. Wszyst­ko jak zwy­kle zale­ży od kom­bi­na­cji czaso-kosztowej.

ps. co bar­dziej obe­zna­ni w tema­cie chy­ba się nie obra­żą za lek­ko seo-frien­dly tekst, chcia­łem połą­czyć przy­jem­ne z pożytecznym 😉