Kategorie
bieganie na szlaku sprzęt

4 Deserts: przegląd sprzętu na etapowy bieg

Start w Nami­bii to był mój debiut w tego typu zawo­dach, więc więk­szość pomy­słów zaczerp­ną­łem z raj­do­wo-przy­go­do­we­go doświad­cze­nia i tego co aku­rat mia­łem w domu. W sumie, nad­spo­dzie­wa­nie dobrze to wszyst­ko zagra­ło, może komuś przy­da się to, co już prze­te­sto­wa­łem, kie­dy będzie przy­go­to­wy­wał się do swo­ich zawodów.

Elektronika

Pusty­nia pusty­nią, ale jak­że to tak w podróż bez tele­fo­nu… czy­li na 7 dni bez źró­dła ener­gii ani rusz. Zabra­łem power bank Anker Power­Co­re 10000 i był sta­now­czo za duży, do kil­ku­dnio­we­go zasi­la­nia tele­fo­nu i zegar­ka spo­koj­nie wystar­czy­ło­by 5000, może nawet mniej. Tele­fon z powo­du bra­ku zasię­gu słu­żył przede wszyst­kim do robie­nia zdjęć i czy­ta­nia wie­czo­ra­mi ksią­żek, teo­re­tycz­nie pla­no­wa­łem też posłu­chać muzy­ki, ale w rze­czy­wi­sto­ści nie wycią­gną­łem ani razu słuchawek.

Zega­rek (Suun­to Spar­tan Amber Baro) wyma­gał łado­wa­nia tyl­ko dwa razy, jak bym się bar­dzo uparł to może i raz by wystar­czył. W try­bie ener­go­osz­częd­nym, z wyłą­czo­nym HR bate­ria trzy­ma­ła bar­dzo ład­nie, a i zapis śla­du był wystar­cza­ją­co dokład­ny. Czy­li do ska­so­wa­nia słu­chaw­ki i do zmniej­sze­nia zapa­so­wa bateria.

Plecak

W wer­sji pier­wot­nej pla­no­wa­łem pobiec z moim 15-let­nim raj­do­wym Salo­mo­nem, ale final­ny wybór padł na nowy worek – Salo­mon S/LAB PEAK 20 (tu uwa­ga – wer­sja S/LAB róż­ni­ła się dość moc­no od zwy­kłe­go mode­lu PEAK). Były dwa głów­ne powo­dy – od lat bie­gam w kami­zel­kach i już trud­no mi się od nich odzwy­cza­ić, więc duża kami­zel­ka od razu przy­cią­gnę­ła moją uwa­gę.  Ple­cak jed­nak jest nadal na tyle mały, że wymu­sza roz­sąd­ne pla­no­wa­nie baga­żu, gdzie przy 35 litrach sta­re­go ple­ca­ka, pół domu bym pew­nie spa­ko­wał na wszel­ki wypadek.

7‑dniowe wypo­sa­że­nie zmie­ści­ło się kom­plet­nie, napcha­ny ple­cak miał ok 9kg, po dwóch dniach (czy­li po odję­ciu dwóch por­cji jedze­nia) nie trze­ba już było kola­nem dopy­chać wszyst­kie­go przy zamy­ka­niu. W bie­ga­niu ple­cak jest rewe­la­cyj­ny, nawet przy peł­nym obcią­że­niu nie ska­cze na ple­cach i ład­nie roz­kła­da cię­żar na ramio­nach (bar­dzo sze­ro­ki pasy). Kie­szon­ki z przo­du zmiesz­czą nawet duże soft­fla­ski (0,75), ja bie­głem z 0,5 któ­re raczej na pew­no wymie­nię na 0,6 przy następ­nej oka­zji (po pierw­sze wię­cej zapa­su na wodę w jed­nym momen­cie by mi się przy­da­ło, po dru­gie obec­ne flasz­ki mam z mały­mi wle­wa­mi, więc na punk­tach już z dale­ka wszy­scy wie­dzie­li że cze­ka ich wyzwa­nie przy nalewaniu).

Fabrycz­na wyściół­ka ple­ców wyle­cia­ła na samym począt­ku, zastą­pio­na przez zło­żo­ny mate­ra­cyk do spa­nia (o pew­nych ubocz­nych kon­se­kwen­cjach takie­go roz­wią­za­nia napi­szę kawa­łek dalej), dzię­ki cze­mu zyska­łem parę gra­mów i znacz­nie lep­szą amor­ty­za­cję, ple­cy były wdzięczne.

Lin­ki kom­pre­syj­ne są nie­co skom­pli­ko­wa­ne do opa­no­wa­nia, ale za to jak już się tę sztu­kę posią­dzie, to dzia­ła­ją bez­błęd­nie i mimo róż­ne­go stop­nia napa­ko­wa­nia, ple­cak trzy­ma się tak samo dobrze na ramio­nach. Ple­cak ma jed­na dużą komo­rę, co było bar­dzo przy­dat­ne przy upy­cha­nym pako­wa­niu na eta­pów­kę. W środ­ku teo­re­tycz­nie jest też kawa­łek mate­ria­łu pozwa­la­ją­cy prze­or­ga­ni­zo­wać zawar­tość, ale dla mnie był zupeł­nie nie­przy­dat­ny – uży­wa­łem maty do spa­nia jako amor­ty­za­cji na ple­cach, wte­dy klu­czo­we było takie uło­że­nie mate­ria­łu, żeby nie powo­do­wał dys­kom­for­tu mię­dzy matą a plecami.

Z dużych minu­sów wymie­nił­bym chy­ba „tyl­ko” to, że to jed­nak deli­kat­ny ple­cak star­to­wy i nie wiem ile zawo­dów real­nie może prze­trwać. Mój musiał nie­ste­ty wró­cić na rekla­ma­cję (wymia­na) bo padł zamek w jed­nej z przed­nich kie­szo­nek  (tak napraw­dę to cały czas bałem się bar­dziej o głów­ny zamek, któ­ry jed­nak wytrzy­mał bez zastrze­żeń). Pro­blem mógł być więk­szy, bo w tym roku model został zastą­pio­ny przez Out Peak 20, a może po pro­stu za mało było klien­tów na taki duży S/LAB i prze­ro­bi­li go na bar­dziej „cywil­ny” sprzęt…

Ple­cak: https://www.salomon.com/int/product/s‑lab-peak-20.html (nowy model: https://www.salomon.com/pl/product/out-peak-20.html)

Kije

Zawsze bie­gam z kija­mi, nie znam dnia ani godzi­ny jak się mogę popsuć, a w moich pręd­ko­ściach sta­now­czo nie prze­szka­dza­ją. Od kil­ku lat uży­wam Moun­ta­in King Tra­il Bla­ze i jak zwy­kle zro­bi­ły swo­ją robo­tę, jed­nak jeden pusty­ni nie prze­żył… Rada dal wszyst­kich uży­wa­ją­cych alu­mi­nio­wych kij­ków w warun­kach sło­no-mgli­stych (jak na Wybrze­żu Szkie­le­tów) – kije trze­ba koniecz­nie roz­kła­dać na noc, ina­czej alu­mi­nium puch­nie i kij­ki „zaspa­wu­ją” się na amen, nie do rozkręcenia.

Przy oka­zji podzię­ko­wa­nia dla pol­skie­go dys­try­bu­to­ra, któ­ry spro­wa­dził mi jed­ną sztu­kę na wymianę.

Kije: http://mountainking.pl/ultralekkie-kije-do-biegania-trail-blaze.html

Ciuchy

Prak­tycz­nie całe zawo­dy zro­bi­łem w jed­nej zmia­nie rze­czy – krót­kie spoden­ki Salo­mon (jakiś star­szy model, już nawet nie pamie­tam jaki) plus koszul­ka X‑BIONIC Twy­ce. Mimo moje­go przy­wią­za­nia do mar­ki Salo­mon, muszę przy­znać, że koszul­ki X‑BIONIC mnie total­nie zdo­by­ły i od dwóch lat w niczym innym nie star­tu­ję. Skar­pet­ki zmie­nia­łem (3 pary łącz­nie), acz­kol­wiek bar­dziej dla­te­go, ze mia­łem, niż że musia­łem. Spraw­dzo­ne od lat Com­pres­sport Tra­il dały radę bez zastrze­żeń. W połą­cze­niu z buta­mi, ura­to­wa­ły mi sto­py pra­wie w 100% od otarć. Na kolej­ne zawo­dy raczej wezmę już tyl­ko dwie pary.

Kolej­na dla mnie nowość, to pucho­wa kurt­ka. Oka­za­ła się nie­od­łącz­nym towa­rzy­szem wie­czo­rów, a cza­sem rów­nież poran­ków. Puchów­ka Inver­se Cumu­lu­sa spraw­dzi­ła się bar­dzo dobrze, jed­na z naj­lżej­szych na ryn­ku, do tego w napraw­dę nie­złej (w porów­na­niu do kon­ku­ren­cyj­nych) cenie. Brak kap­tu­ra nie jest aż tak wiel­kim pro­ble­mem, moż­na go dobrze wyrów­nać cie­płą czap­ką, któ­ra i tak jest pra­wie zawsze na liście wyposażenia.

Koszul­ka: https://sportofino.com/koszulka-x-bionic-running-man-the-twyce-o100668-a550
Skar­pe­ty: https://natural-born-runners.pl/product-pol-4342-COMPRESSPORT-PRORACING-SOCKS-V3-0-TRAIL-czarne.html
Kurt­ka: http://cumulus.pl/pl/kategorie/kurtki/inverse?gid=2&vid=1

Buty

Jak już jeste­śmy przy butach, to na te zawo­dy wzią­łem do testów nowy model  Salo­mo­na S/LAB Ultra. Wybór podyk­to­wa­ny był głow­nie tym, że mają nie­co gęst­szą sia­tecz­kę niż moje sta­re S/LAB Sen­se Ultra i dawa­ły lep­szą nadzie­ję na pia­skosz­czel­ność (tym bar­dziej, że od począt­ku bra­łem pod uwa­gę tyl­ko krót­kie tra­ilo­we ochra­nia­cze na buty, zamiast moco­wa­nych na sta­łe „pustyn­nych”). But jest rewe­la­cyj­ny. Od pierw­sze­go zało­że­nia moż­na w nim lecieć set­ki kilo­me­trów bez żad­ne­go dys­kom­for­tu. Nie wiem jak to robią, ale mode­le S/LAB nie wyma­ga­ją żad­ne­go roz­bie­ga­nia, przy­naj­mniej w moim przy­pad­ku. S/LAB Ultra w porów­na­niu do Sen­se Ultra ma wię­cej miej­sca na pal­ce i ogól­nie jest bar­dziej „kla­pia­ty” i prze­stron­ny. Nie­co dziw­ne uczu­cie, ale szyb­ko moż­na się było przyzwyczaić.

Prak­tycz­nie jedy­ny minus tych butów, to jak dla mnie prze­strzeń na dole wią­za­nia, gdzie może się dosta­wać piach i małe kamy­ki, to o tyle nie­szczę­śli­we miej­sce, że żaden zwy­kły ochra­niasz tego nie zakry­wa. Gdy­by tam był cały mate­riał zszy­ty z dołem, to było­by idealnie.

Tro­chę bałem się tych butów (i obtarć), więc zapla­no­wa­łem, że buty obo­zo­we muszą być w razie cze­go zdat­ne to cho­dze­nia. Spo­ro szpe­ra­łem w inter­ne­cie i w koń­cu wyszpe­ra­łem – Xero Clo­ud, san­da­ły bie­go­we. Ultra lek­ki kawa­łek gumy z kil­ko­ma sznur­ka­mi oka­zał się nad­zwy­czaj uży­tecz­ny i wygod­ny, nawet  w ramach tre­nin­gu zro­bi­łem w nich jakieś 3km… Rewe­la­cyj­ny kla­pek na odpo­czy­nek w obo­zie, a jed­no­cze­śnie solid­ny san­dał tury­stycz­ny, przy­dat­ny np. do prze­cho­dze­nia rzek. Krót­ko mówiąc, buty zda­ły egzamin.

Buty: https://www.salomon.com/pl/product/s‑lab-ultra.html
Sana­da­ły: https://xeroshoes.com/shop/feeltrue-products/amuri-cloud-mens-barefoot-sandal/

Spanie

Zestaw sypial­ny to pucho­wy śpi­wór plus mata pom­po­wa­na. Śpi­wór jest wypo­sa­że­niem raczej bez­dy­sku­syj­nym, co do maty nadal nie wiem czy jest sens ją brać. Śpi­wór od Cumu­lu­sa zadzia­łał dobrze, był nawet cie­plej­szy niż dekla­ro­wa­na war­tość, co praw­da może to być też zwią­za­ne z tym, że był cięż­szy niż dekla­ro­wa­na war­tość na stro­nie. W każ­dym razie w zakre­sie 0–20 daje się w nim spać w samej bie­liź­nie, do tego hydro­fo­bo­wy puch nie łapie wil­go­ci, więc całość na piątkę.

Z matą mia­łem więk­szy kło­pot – ultra­lek­ki Ther­ma­rest to teo­re­tycz­nie świet­ny wybór, w prak­ty­ce jed­nak zała­pał mikro­dziur­ki już dru­giej nocy (praw­do­po­dob­nie pod­czas bie­gu, kie­dy był amor­ty­za­cją moich ple­ców) i resz­tę zawo­dów spa­łem na gle­bie z cien­kim mate­ria­łem pod spodem… Wysy­pia­łem się, więc czy jest sens brać następ­nym razem mate­ra­cyk? Nie wiem. Na pew­no przy­da się izo­la­cja od pod­ło­ża, tyl­ko że taka izo­la­cja nie będzie spo­ro lżej­sza od mate­ra­cy­ka (dzia­ła­ją­ce­go!), więc nie wiem czy to ma sens. Raczej na pew­no dam mu jesz­cze jed­ną szan­sę po napra­wie (gwa­ran­cję odrzu­cił pol­ski dystrybutor).

Spi­wór: http://cumulus.pl/pl/kategorie/spiwory/x‑lite-200–483140?gid=24&vid=6
Mata: https://www.wgl.pl/mata-therm-a-rest-prolite-plus.html

Jedzenie

Cie­ka­wost­ka – wzią­łem mniej kalo­rii niż potrze­bu­ję z nauko­we­go punk­tu widze­nia, a w prak­ty­ce oka­za­ło się że mam jedze­nia za dużo i obda­ro­wy­wa­łem zawod­ni­ków. Głów­nym ele­men­tem były: pacz­ki z Lyofo­od (koko­so­wa owsian­ka i kur­czak tik­ka masa­la to pod­sta­wa, krem pomi­do­ro­wy za to wcho­dził kie­dy już żad­ne inne jedze­nie nie chcia­ło… ), do tego żele i żel­ki Stin­ge­ra oraz bato­ny Chia­char­ge i Dobry Squ­at. Puste miej­sce dopcha­łem orze­cha­mi maka­da­mia i pekan (Lidl). Jako bonus doszły dwie pacz­ki kaba­no­sów, kawa lio­fi­li­zo­wa­na i mię­to­wa her­ba­ta. Po bie­gu docho­dził jesz­cze napój reco­ve­ry od Ene­rvit. Mię­to­wą her­ba­tę pole­cam na każ­dy dłu­gi bieg, a już na pew­no taki w upa­le. Saszet­ka daje się zalać nawet zim­ną wodą w bido­nie, łago­dzi pro­ble­my żołąd­ko­we i daje odpo­cząć od słod­kich energetyków.

Menu zadzia­ła­ło bar­dzo dobrze, z jed­ną nie­spo­dzian­ką bato­no­wą – moje ulu­bio­ne owo­co­we Dobre­Squ­aty nie wcho­dzi­ły mi wca­le w upa­le, za to Chia­char­ge mogłem jeść w dowol­nej ilo­ści. Aż mi było przy­kro patrząc na innych zawod­ni­ków krzy­wią­cych się na kolej­ne por­cje swo­ich lio­fi­li­za­tów, bo moje codzien­nie sma­ko­wa­ły rewe­la­cyj­nie – bra­wo Lyofood!

Szcze­rze – daw­no nie mia­łem takiej wyżer­ki. Mia­łem mi ok 3000 kcal na dzień, cało­ści nie zja­dłem sam, a  chy­ba po bie­gu przytyłem…

Nawad­nia­nie zadzia­ła­ło też dobrze, na każ­dym eta­pie piłem mniej niż sta­ty­stycz­ny zawod­nik, jed­nak bar­dzo regu­lar­nie mały­mi por­cja­mi i moc­no pod­ła­do­wa­ne sola­mi (Sal­ty Sticks i Nuun). Będę się tego trzy­mał, cho­ciaż dla bez­pie­czeń­stwa jed­nak zamie­nię flasz­ki na nie­co więk­sze, jak wspo­mnia­łem wcześniej.

Lio­fi­li­za­ty (dania głów­ne, kil­ka zup, owsian­ka koko­so­wa i owo­co­we kok­ta­ile): https://lyofood.pl/collection
Żele i żel­ki: https://natural-born-runners.pl/firm-pol-1444411203-Honey-Stinger.html
Chia­char­ge: https://natural-born-runners.pl/firm-pol-1421160707-Chia-Charge.html
Sole mine­ral­ne: https://natural-born-runners.pl/firm-pol-1495872988-Nuun.html oraz https://natural-born-runners.pl/product-pol-1642-SALTSTICK-100-kapsulek.html
Rege­ne­ra­cja: https://natural-born-runners.pl/product-pol-4414-ENERVIT-RECOVERY-DRINK-SASZETKA-pomarancz-50g.html

Podsumowanie

Za dużo w kon­fi­gu­ra­cji sprzę­to­wej nie pla­nu­ję zmie­niać, jed­nak po drob­nych mody­fi­ka­cjach myślę, że mogę zejść poni­żej 8kg, a nawet bli­żej 7kg jeśli nie poli­czę kij­ków, z któ­ry­mi waży­łem ple­cak na odpra­wie. Oka­że się za rok, jak będę się przy­mie­rzał do Atacamy…

ps. dzię­ki Wojt­ko­wi z 500 miles za wypo­ży­cze­nie mikro czołówki!

Kategorie
na szlaku

Dieta orzechowa

Dzi­siaj wpis znów o jedze­niu (to znów jest bar­dzo względ­ne, szyb­kie spoj­rze­nie w histo­rię blo­ga wska­zu­je że pisa­łem o jedze­niu ostat­nio w paź­dzier­ni­ku 2009, acz­kol­wiek kie­dyś zda­rza­ło się to cześciej).

Jak się bar­dziej zasta­no­wić, to cały start w Saha­ra Race to jed­no wiel­kie  myśle­nie o jedze­niu. Wiem już na 100%, że nie jestem w sta­nie zabrać ze sobą tyle jedze­nia, żebym nie cho­dził głod­ny, po pro­stu się nie da bo ple­cak bym musiał wypra­wo­wy zabrać, a nie bie­go­wy. Sen­sow­na wer­sja mini­mal­na to 3000 kcal / dzień (wyma­ga­ne przez orga­ni­za­to­rów mini­mum prze­ży­cia to 2000 kcal / dzień), ale to bar­dzo dale­ko od moje­go real­ne­go zapotrzebowania.

Misja na teraz, to dobrać takie jedze­nie, któ­re bez zwięk­sza­nia znacz­ne­go obję­to­ści i wagi pod­nie­sie mi zarów­no dzien­ne racje ener­gii, ale też kom­fort psy­chicz­ny pod­czas odpoczynku.

Przez ostat­nie tygo­dnie spraw­dza­łem róż­ne lio­fi­li­za­ty (Lyofo­od, Tre­k’n Eat, Aptonia/Decathlon) i o ile na wszyst­kie reagu­ję względ­nie dobrze, to mam zde­cy­do­wa­ne­go fawo­ry­ta sma­ko­we­go i na nim opie­ram roz­kład jedze­nio­wy na start.

Na chwi­lę obec­ną, pod­su­mo­wu­jąc moje raj­do­wo-pustyn­no-bie­go­we doświad­cze­nia i ostat­nie testy jedze­nio­we, plan die­ty wyglą­da następująco:

Śniadanie:

Sta­wiam na lio­fi­li­zo­wa­ną koko­so­wa owsian­ka, duże śnia­da­nie to pod­sta­wa, więc bio­rę podwój­ną por­cję (200g, 1000 kcal). Począt­ko­wo chcia­łem ją prze­pla­tać z jaglan­ką tej samej fir­my, ale róż­ni­ca sma­ko­wa jest na tyle duża, że zosta­ję przy tym samym śnia­da­niu. O ile na jaglan­ce wystar­to­wa­łem Bieg Gra­nią Tatr i było nie­źle, to jed­nak nie chcę tego doświad­cze­nia sma­ko­we­go aż tak czę­sto powta­rzać. Koko­so­wa owsian­ka rządzi.

W pla­nach śnia­da­nio­wych mam też pomysł na eks­tra­wa­gan­cję w posta­ci lio­fi­li­zo­wa­nej kawy, ale muszę ją naj­pierw prze­te­sto­wać, na ile sma­kiem rze­czy­wi­ście dorów­nu­je parzo­nej. Zwy­kłej roz­pusz­czal­nej nie bio­rę pod uwa­gę, w takiej sytu­acji wolę her­ba­tę. Przy oka­zji her­ba­ty – bio­rę też zapas mię­to­wej, dobrze się spraw­dza. w upa­le, a w razie sytu­acji awa­ryj­nej może tro­chę pod­ra­to­wać żołądek.

Obiad/lunch:

Tutaj mam jesz­cze tro­chę dyle­mat. Teo­re­tycz­nie kur­cza­ko­wa tik­ka masa­la od Lyofo­od jest naj­bar­dziej napa­ko­wa­na ener­gią i cał­kiem smacz­na, ale… po kil­ku dniach mogę mieć inne zda­nie. To muszę jesz­cze pote­sto­wać, ale raczej pój­dę w duży zestaw z kur­cza­kiem na zmia­nę ze scha­bem w połą­cze­niu z  zupa­mi. Przez chwi­lę kuszą­ce wyda­wa­ło się rów­nież cur­ry pokrzy­wo­we (moc­no ener­ge­tycz­ne), ale potrwa­ło to tyl­ko do pierw­sze­go testu…

Dodatki:

Na nor­mal­nych bie­gach jem prak­tycz­nie tyl­ko żele i je chcia­łem zabrać, tyl­ko jest z nimi jeden pro­blem – zawie­ra­ją wodę i ważą przez to nie­po­trzeb­nie wię­cej. Bio­rę więc tyl­ko kil­ka ulu­bio­nych od Honey Stin­ger i dobie­ram im do towa­rzy­stwa tro­chę żel­ków tej samej mar­ki. Na ten wyjazd bato­ny (a może raczej cia­stecz­ka?) bar­dziej się przy­da­dzą – tutaj wybór mam jeden, bo prak­tycz­nie bez opo­rów mogę jeść tyl­ko sło­na­we Chia Char­ge. Nie­ko­niecz­nie pod­czas bie­gu , ale jako ener­ge­tycz­ny deser będą w sam raz. Do dese­rów tra­fi też kil­ka paczek lio­fi­li­zo­wa­nych owoców.

Do cało­ści doj­dą jesz­cze, oprócz wspo­mnia­nej kawy i her­ba­ty, napo­je: owo­co­wy sha­ke od Lyofo­od (dla samo­po­czu­cia ;) ) i cze­ko­la­do­wy napój od Nutrend (reco­ve­ry). Nie mam do koń­ca tyl­ko pomy­słu na smak wody. Nie potrze­bu­ję pako­wać do niej iso­to­ni­ków, bo bio­rę Salt­Sticks, ale dobrze by było mieć coś na zmia­nę sma­ku w piciu… Po latach prób piję w sumie albo samą wodę, albo napój Uni­sport mara­ku­ja od Nutren­da, tyle, że on nie wystę­pu­je w for­mie odwod­nio­nej, a przez to raczej odpa­da… Pew­nie pad­nie na Iso­star w tablet­kach, bo on jest na dru­gim miej­scu mojej listy, cho­ciaż dale­ko za nutrendem.

Pacz­ko­wa­ne lio­fi­li­za­ty i inne spor­to­we jedze­nie spraw­dza­ją się dobrze sma­ko­wo, są nie­źle napa­ko­wa­ne ener­gią, jed­nak nie jest to mak­si­mum ener­ge­tycz­ne jakie moż­na wyci­snąć ze stu gram. W tym momen­cie na ratu­nek przy­cho­dzą orze­chy.

Róż­ne­go rodza­ju orze­chy są na szczy­cie ener­ge­tycz­nej dra­bi­ny – 100 g orze­chów maka­da­mia / pekan ma aż ponad 700 kcal (690–750, zależ­nie od źró­deł)! O ile za maka­da­mia nie prze­pa­dam, to po miesz­ka­niu w USA zosta­ło mi przy­wią­za­nie do pekan (za cia­sto z pekan i syro­pem klo­no­wym nadal potra­fię oddać wiele).

Krót­ko mówiąc, wszyst­ko co zaosz­czę­dzę na wadze sprzę­tu, dopcham orze­cha­mi. Stan na dziś (zakła­da 300g orze­chów):  3100 kcal / dzień, waga jedze­nia 5 kg.

Ps. sły­sza­łem o moż­li­wość zapra­wia­nia wszyst­kie­go dodat­ko­wo ole­jem koko­so­wym czy pal­mo­wym (850–950 kcal / 100 g), ale nie wiem czy ja i mój żołą­dek jeste­śmy na to  gotowi :)

Kategorie
bieganie

Plecak na diecie

Przy­go­to­wa­nia do sied­mio­dnio­we­go bie­gu „self-sup­por­ted” to strasz­nie dużo myśle­nia… nawet za daw­nych raj­do­wych cza­sów, nigdy nie musia­łem nosić ze sobą cało­ści wypo­sa­że­nia na 7 dni, zawsze były jakieś prze­pa­ki, cza­sem moż­li­wość dopo­sa­że­nia w skle­pie / od innych zawod­ni­ków. Tu będzie tyl­ko pusty­nia i woda od organizatorów.

Na począt­ku myśla­łem, że wezmę sta­ry ple­cak, zapa­ku­ję spraw­dzo­nym sta­rym sprzę­tem i goto­we, prze­cież nie będę się bawił w zbi­ja­nie kil­ku gra­mów na każ­dym elemencie.

No i niby wyszło, ple­cak pod 15kg bez wody… Real­nie, z tym nie ubie­gnę za szyb­ko, a co gor­sza pew­nie też nie za dale­ko. Więc przy­szła pora na arkusz kal­ku­la­cyj­ny i kolej­ną por­cję myśle­nia – gdzie i jak pozbę­dę się kilo­gra­mów (wiem, mógł­bym po pro­stu zrzu­cić 5 kg wagi z brzu­cha i będzie super, ale… wyszło, że ta moja waga to już lepiej, żeby zosta­ła jak jest zanim prze­gnę z dietami).

Na potrze­by dal­sze­go myśle­nia, musia­łem pod­wę­dzić z kuch­ni wagę i zabrać się za die­tę ple­ca­ka – co moż­na odchu­dzić, a z cze­go zre­zy­gno­wać. Tu poob­ci­na­łem 100g, tam wyrzu­ci­łem 20g i po wszyst­kich ope­ra­cjach zbli­ży­łem się do 9kg, czy­li śred­niej wagi ple­ca­ka wśród zawod­ni­ków. Nie­ste­ty, oka­za­ło się, że jed­nak w tro­chę sprzę­tu muszę się dopo­sa­żyć, jak chcę biec w mia­rę na lek­ko. Na chwi­lę obec­ną wśród nie­wia­do­mych pozo­stał chy­ba już tyl­ko śpi­wór i zapas żywności.

Teraz jesz­cze tyl­ko muszę to wszyst­ko upchnąć w 20 litro­wy plecak…

Kategorie
bieganie podróże

Projekt 4deserts4autism.org

Kie­dy pierw­szy raz usły­sza­łem lata temu o Mara­thon des Sables czy Desert Cup (to chy­ba było gdzieś w oko­li­cach 2004, 4 Deserts jesz­cze nie ist­niał), wyda­wa­ło mi się to czymś nie­sa­mo­wi­tym i nie­osią­gal­nym. Bie­ga­nie trak­to­wa­łem wte­dy bar­dziej jako przy­go­to­wa­nie do Adven­tu­re Racing i nie wyobra­ża­łem sobie star­tu w zawo­dach, któ­re tyl­ko na tym polegają.

Para­dok­sal­nie, pierw­szy raz na pusty­ni pobie­głem lata póź­niej, kie­dy po dłu­giej prze­rwie wró­ci­łem do spor­to­wej aktyw­no­ści. W 2014 i 2015 wzią­łem udział w impre­zie na pusty­ni Gobi, gdzie do prze­by­cia było ok 130 km w kil­ku eta­pach. To był tak napraw­dę pierw­szy impuls, żeby zacząć myśleć o “praw­dzi­wym” star­cie na pustyni.

Temat jed­nak odło­ży­łem na bok na kolej­ne dwa lata i rok po roku wra­ca­łem do wydol­no­ści, któ­ra pozwa­la cie­szyć się bie­giem na każ­dym kilo­me­trze (no, pra­wie każ­dym). Naj­pierw Super­ma­ra­ton Gór Sto­ło­wych, Bieg Rzeź­ni­ka (nostal­gicz­ny come back na tra­sę rów­no po 10 latach), Zimo­wy Ultra­ma­ra­ton Kar­ko­no­ski, potem coraz dalej i wyżej – Lakes Sky Ultra czy wresz­cie Bieg Gra­nią Tatr.

Co cie­ka­we, jesz­cze kil­ka mie­się­cy temu nie myśla­łem na serio o eta­pów­ce na pusty­ni, sku­pia­jąc się wyłącz­nie na górach. Impuls przy­szedł z zupeł­nie nie­ocze­ki­wa­nej stro­ny – na stro­nie bie­ga­czy ultra na Fb poja­wił się post zbie­ra­ją­cy chęt­nych do pro­jek­tu star­tu we wszyst­kich edy­cjach 4 Deserts w ramach pla­no­wa­ne­go pro­gra­mu pew­nej sta­cji tv. Muszę przy­znać, ze strasz­nie spodo­ba­ła mi się ta idea – za cenę odro­bi­ny pry­wat­no­ści poja­wił­by się spon­sor na wszyst­kie 4 eta­py i moż­na było­by się skon­cen­tro­wać na samych tre­nin­gach i jakimś faj­nym dodat­ko­wym celu cha­ry­ta­tyw­nym (a do tego roz­głos medial­ny tyl­ko by się przy­dał). Nadal było to jed­nak moc­no abs­trak­cyj­ne i nie trak­to­wa­łem idei star­tu w tym roku zbyt poważnie.

Prak­tycz­nie do listo­pa­da nie było wia­do­mo co będzie z pla­no­wa­nym medio­wym pro­jek­tem, więc cze­ka­łem… Wresz­cie przy­szła spóź­nio­na wia­do­mość – nic nie będzie, pro­jekt został odwołany.

Niby nic takie­go, w koń­cu prze­cież nie pla­no­wa­łem nigdzie jechać, to nie poja­dę. Tyl­ko, że… tak się nasta­wi­łem psy­chicz­nie na to, że nagle zaczę­ło mi tej wizji bar­dzo bra­ko­wać. Jeśli cze­goś bar­do się chce, to za wie­le nie ma wybo­ru, trze­ba spró­bo­wać to zro­bić. Tak więc pod­li­czy­łem co udźwi­gnie kar­ta kre­dy­to­wa i wpła­ci­łem wpi­so­we. Od tego momen­tu, spra­wa wizja star­tu z pustyn­ne­go mira­żu zamie­ni­ła się w real­ny widok oazy na koń­cu drogi :).

Bieg w jed­nej czy kil­ku edy­cjach 4 pustyń to zawsze duże obcią­że­nie… dla oto­cze­nia zawod­ni­ka. W pewien spo­sób bie­ga­nie i star­ty w tak dużych zawo­dach to bar­dzo ego­istycz­na spra­wa. Czas kie­dy tre­nu­ję, to czas któ­ry muszę wyciąć z życia rodzin­ne­go czy zawo­do­we­go i nie zawsze mogę to sen­sow­nie połączyć.

Nie lubię zasła­nia­nia się “pasją” czy “odkry­wa­niem sie­bie”, bo to bzdu­ra, bie­gam bo lubię i czu­ję się od tego lepiej. Nie jestem zawo­do­wym spor­tow­cem, nie żyję z tego i muszę nawet przed sobą przy­znać, ze to po pro­stu hob­by bez któ­re­go moż­na egzy­sto­wać. Czymś innym będzie krót­ki jog­ging kil­ka razy w tygo­dniu, a czymś innym poświę­ca­nie wie­lu godzin tygo­dnio­wo na tre­ning plus worek pie­nię­dzy na wyjaz­dy i sprzęt. Nie chcę rów­nież, żeby ktoś opła­cał moją “zaba­wę”, kie­dy na świe­cie są dużo waż­niej­sze potrzeby.

Tak dosze­dłem do kon­kre­tu – chcę nadać moje­mu bie­ga­niu sens i uspra­wie­dli­wić się sam przed sobą. Chcę, żeby moje hob­by mogło przy­nieść jakiś wymier­ny pozy­tyw­ny sku­tek i pomóc innym. Z racji, że moja żona od lat zaj­mu­je się dia­gno­zą i tera­pią osób z auty­zmem, natu­ral­nym wybo­rem była zna­na mi orga­ni­za­cja, tak tra­fi­ło na Sto­wa­rzy­sze­nia na Rzecz Osób z Auty­zmem Pro­FU­TU­RO. Sto­wa­rzy­sze­nie zarów­no poma­ga dia­gno­zo­wać i pro­wa­dzić tera­pię dzie­ci, jak też poma­ga już doro­słym auty­stom funk­cjo­no­wać w społeczeństwie.

Start w Nami­bii nie będzie jakimś nie­zwy­kłym doko­na­niem na mia­rę zimo­we­go wej­ścia na K2 czy prze­pły­nię­cia samot­nie oce­anu, ale wie­rzę, że dla wie­lu może być czymś cie­ka­wym, inspi­ra­cją nie tyl­ko do aktyw­no­ści, ale przede wszyst­kim do tego, że może­my połą­czyć zaba­wę z pomo­cą innym. Jeśli na razie pobie­gnię­cie na pusty­ni jest dla was rów­nie abs­trak­cyj­ne jak dla mnie kie­dyś, po pro­stu dołącz­cie tutaj i dziel­cie ze mną ten start.

Na Face­bo­ok zosta­ła utwo­rzo­na zbiór­kę (fun­dra­iser), moż­na wpła­cać bez­po­śred­nio korzy­sta­jąc z płat­no­ści ser­wi­su. Co cie­ka­we, Face­bo­ok nie pobie­ra żad­nych pro­wi­zji od tych wpłat, całość tra­fia na kon­to wybra­nej orga­ni­za­cji. Adres zbiór­ki: https://www.facebook.com/donate/900417960134984/

Jeśli kogoś draż­ni prze­sy­ła­nie pie­nię­dzy poprzez Face­bo­ok, a nadal chce pomóc, na stro­nie www.4deserts4autism.org umie­ści­łem dane Sto­wa­rzy­sze­nia Pro­FU­TU­RO razem z wszyst­ki­mi nie­zbęd­ny­mi infor­ma­cja­mi do przelewu.

To było na tyle przy­dłu­gie­go wstę­pu. Teraz zbie­ram się na tre­ning. Na tej stro­nie podzie­lę się moimi prze­my­śle­nia­mi o przy­go­to­wa­niach, sprzę­cie i wszyst­kim innym zwią­za­nym ze star­tem w Nami­bii… Cokol­wiek, co zain­spi­ru­je Was do wspar­cia dobre­go celu :)

ps. jak dotar­li­ście aż do koń­ca tego tek­stu, to teraz chy­ba czas dowie­dzieć się wię­cej o auty­zmie – pole­cam http://pro-futuro.org/autyzm/, https://pl.wikipedia.org/wiki/Spekt…, https://www.autismspeaks.org/ i wie­le innych cie­ka­wych źródeł