Spokojna niedziela

Nie­dzie­la wie­czór, czas coś napi­sać. Dzień nie powiem, obfi­to­wał w róż­no­ra­kie wyda­rze­nia. Zacznę od not­ki w Gaze­cie – gra­fi­cia­rze poma­lo­wa­li samo­lot na Ławi­cy. Nie wiem czy bar­dziej podzi­wiać „artystę” czy pła­kać nad bez­pie­czeń­stwem lot­ni­ska? Trud­no wyczuć…

Ale sko­ro już jestem przy arty­stach i sztu­ce, to kil­ka słów o dzi­siej­szym otwar­ciu wysta­wy w Sta­rym Bro­wa­rze. Było to otwar­cie dla mas (vip’y podzi­wia­ły w sobo­tę) i jako takie, w moim prze­ko­na­niu, śred­nio wyszło.
Czy­taj dalej Spo­koj­na nie­dzie­la

Nowe eksperymenty z sushi

Tym razem przy­szedł czas na tro­chę eks­pe­ry­men­tów. Zaczą­łem przy­go­to­wa­nia z zesta­wem:

  • łosoś suro­wy,
  • czar­na ikra (nie pamię­tam z jakiej ryby),
  • omlet,
  • łosoś wędzo­ny na gorą­co,
  • zie­lo­ny ogó­rek
  • suro­wa papry­ka (czer­wo­na, zie­lo­na, poma­rań­czo­wa)
  • tatar z polę­dwi­cy

oraz sil­nym posta­no­wie­niem nakar­mie­nia ośmiu osób… Czy­taj dalej Nowe eks­pe­ry­men­ty z sushi

Nowy Rok 2007

No i wresz­cie przy­szedł… Jak na razie zapo­wia­da się pozy­tyw­nie i oby taki był.

Zaczął się nie­Ĺşle, ostat­nie dni sta­re­go roku i pierw­szy nowe­go, spę­dzi­li­śmy włó­cząc się po Kar­ko­no­szach. Star­czy­ło nawet cza­su na pstryk­nię­cie paru fotek. Pogo­da była świet­na (wli­czam w to nawet ostat­ni dzień spę­dzo­ny na bro­dze­niu w poto­kach roz­to­pio­ne­go śnie­gu), uda­ło nam się przed­rep­tać kil­ka kilo­me­trów więc czas nie został stra­co­ny.

Dzię­ku­ję bar­dzo za sms‑y z życze­nia­mi i jed­no­cze­śnie prze­pra­szam że nie odpi­sy­wa­łem na bie­żą­co, nie­ste­ty „komórkowa” bate­ria nie wytrzy­ma­ła natło­ku wyda­rzeń i padła tuż przed Nowym Rokiem… Dzię­ki temu prze­czy­ta­łem to wszyst­ko jakieś pół­to­ra dnia póĹşniej.
Ale było minę­ło, czas wra­cać do pra­cy. Naj­cie­kaw­sze jest to, że już jadąc do domu prze­sta­wia­łem się na myśle­nie o HTML/CSS/PHP itp. – chy­ba napraw­dę jestem już od tego uza­leż­nio­ny. Sko­ro już jestem przy tema­cie kom­pu­te­ro­wym, zapra­szam do obej­rze­nia mojej „firmówki” po grun­tow­nym remon­cie. Będę bar­dzo wdzięcz­ny za komen­ta­rze (pozy­tyw­ne, nega­tyw­ne, i w ogó­le jakie­kol­wiek). Ten remont to pierw­szy krok, do zro­bie­nia mam jesz­cze spo­ro (fir­mo­wy blog, sys­tem obsłu­gi klien­tów itd.) ale cie­szę się że uda­ło mi się to ruszyć.

Idę spać, od jutra czas potre­no­wać, zbli­ża się pra­co­wi­ty okres (i w raj­dach i w pra­cy).

X‑Fighters w CinemaCity

Wczo­raj pierw­szy raz prze­sze­dłem się poki­bi­co­wać na dużym ekra­nie jakiejś dys­cy­pli­nie spor­to­wej. Dokład­nie były to zawo­dy FMX Red­Bull X‑Fighters w Madry­cie. Było nie­Ĺşle. Duży kino­wy ekran to dużo lep­szy spo­sób oglą­da­nia moto­cros­so­wych tric­k’ów niż domo­we tv. Dwie i pół godzi­ny prze­le­cia­ło bły­ska­wicz­nie. Szko­da tyl­ko nagło­śnie­nia, mimo moż­li­wo­ści nie odda­wa­ło atmos­fe­ry madryc­kiej are­ny, ale co tam.
Co do samych zawo­dów – tric­ki na naj­wyż­szym pozio­mie (z jed­ną gle­bą OTB na samym począt­ku przy nie­do­cią­gnie­tym back­fli­pie), napraw­dę prze­czą­ce zasa­dom gra­wi­ta­cji. Mam nie­co wąt­pli­wo­ści co do koń­co­we­go wer­dyk­tu, wg mnie lep­szy od zwy­cięz­cy Tra­vi­sa Pastra­ny był Nate Adams, ale to tyl­ko subiek­tyw­ne odczu­cie…

Gene­ral­nie dobry pomysł z trans­mi­sja­mi tego typu spor­tu w kinie, cie­ka­we czy docze­kam się trans­mi­sji z moje­go ulu­bio­ne­go Adven­tu­re Racing ?

Śšlub, cz. II

26060021

No i mamy nowy rok… Dużo się dzia­ło przez ostat­nie parę dni, ale naresz­cie mam tro­chę cza­su żeby coś napi­sać na stro­nę.

Zamie­sza­nie było spo­re, same świę­ta to zazwy­czaj bała­gan, nasz ślub tyl­ko pogłę­bił ten cha­os. Na szczę­ście wszyst­ko odby­ło się spraw­nie i 28 grud­nia, o godzi­nie 15.30 zosta­li­śmy ofi­cjal­ną mło­dą parą :mrgre­en:. Dzię­ku­je­my wszyst­kim za życze­nia, pre­zen­ty i górę kar­my dla bez­dom­nych zwie­rząt (dokład­nie 145kg, dzi­siaj ode­brał ją wóz ze schro­ni­ska). Nawet pogo­da spra­wi­ła nam pre­zent, sypią­cy przez całą noc śnieg zapew­nił wyma­rzo­ną sce­ne­rię.

Zaraz po drob­nej imprez­ce (za świet­ne jedze­nie dzię­ki Sza­fo­nie­rze z Pusz­czy­ko­wa, pole­cam wszyst­kim ich kuch­nię) szyb­kie pako­wa­nie i wyskok w góry na „tre­nin­go­we­go” syl­we­stra, ale o tym już następ­nym razem.