Kajakowe foto

Na fali mojego zainteresowania kajakami przeglądam sporo różnych Ĺşródeł w sieci na ten temat. Przy okazji trafiłem na ciekawy konkurs kajakowo-fotograficzny na http://galeria.point65.pl. Główna nagroda może nie jest porywająca, ale za to inspiruje do działania (darmowy wynajem kajaków na wycieczkę w okolicach sztokholmskich wysp). Kto ma ciekawe foty z łódki, niech śle, kto nie ma niech zajrzy i zagłosuje (na razie mało zdjęć, ale mam nadzieję że będzie więcej). Nie ukrywam, że moje dwie fotki już tam są i czekają na wasz głosy…

Na przyszły sezon i tak planuję morską wycieczkę na kajaku, więc czemu nie Szwecja? ;)

Sobota 7.30 rano

Godzina wręcz potworna, szczególnie biorąc pod uwagę dzień tygodnia. Na szczęście jak już wypadnie się z łóżka to już jest tylko lepiej. Wielkie dzięki dla Jacka, który dzisiaj wyciągnął mnie na kajak.

Jak to było w reklamie? Kajak, wiosło – zapłacisz kartą MC, mgła nad rzeką o poranku – bezcenne. Naprawdę, rewelacja. Klikadziesiąt minut wiosłowania daje energię na cały dzień.

Kajaki na Dunajcu

Na 3-dniowym szkoleniu WW byliśmy (Wieszczyk i ja oraz Ania do towarzystwa) już ponad 2 tygodnie temu, ale jak zwykle nie miałem czasu o tym napisać. A warto.

3 dni indywidualnego szkolenia w szkole kajakarstwa górskiego Retendo udało się bardzo dobrze. Trafiliśmy na wyjątkowo wysoką wodę (powodzianie w w Białce raczej się z tego powodu nie cieszyli) i mieliśmy okazję potrenować w fajnych warunkach.

Chłopaki z Retendo traktowali nas trochę z dystansem i w pierwszy dzień wysłali na zalew żeby zobaczyć czy nie potopimy się przy pierwszym wejściu do wody, na szczęście okazało się że tak Ĺşle nie jest i na drugą część dnia popłynęliśmy już Dunajcem. Płynąłem już kilka razy tą rzeką, ale muszę przyznać, że tym razem naprawdę budziła respekt. Bura, powodziowa woda rwała do przodu w 3 razy szerszym korycie niż zwykle, co jakiś czas spiętrzając się w prawie morskie fale.

Drugi i trzeci dzień spędziliśmy na torze, szlifując do znudzenia technikę. Prze przyjazdem obiecywałem sobie spędzić cały dzień na wodzie, jednak nadrabianie siłą braków techniki wyczerpywało zapasy już po paru godzinach. Całe doświadczenie i km wypływane na plaskatej wodzie nie na wiele się zdały… Co któreś ćwiczenie kończyło się wywrotką, czasem postawioną z powrotem, a czasem kabinowaną.

Czasu było mało, ale łyknęliśmy sporo wartościowych rad i mamy spory zapas ćwiczeń na najbliższy czas (już na jeziorze). Trochę szkoda, że do gór mamy tak daleko, bo warto by było poćwiczyć częściej na bystrej wodzie. Niestety nie można mieć wszystkiego i najbliższy techniczny trening kajakowy raczej odbędzie się gdzieś na morzu (musze się w końcu nauczyć stawiać Seayaka eskimoską)…

Poniżej kika fotek.

[slideshow=14]

ps. bez strat oczywiście się nie obyło, tym razem co prawda to nie ja, a wieszczyk przyszorował po wywrotce gębą po dnie co zakończyło się 3 szwami, pękniętym zębem, lekkim wstrząsem i jak to określił lekarz skręceniem kręgosłupa. Jak powszechnie wiadomo – sport to zdrowie.

Kajakowanie w Poznaniu

Znalazłem dzisiaj wreszcie czas żeby się wyrwać na parę godzin z pracy i zrobić coś pożytecznego – do wyboru miałem rower, bieganie albo kajak, stanęło na tym ostatnim. Poznań jest w końcu światowym centrum tego sportu (m.in. mistrzostwa świata na Malcie), więc jak tu nie pływać.

Moim ulubionym miejscem jest jednak Warta. Wielu poznaniaków naprawdę nie docenia jej uroku. Tuż za granicami miasta, na północ i południe, rzeka zamienia się w rewelacyjny szlak wodny, otoczony po obu stronach lasami. Widoki świetne, kilkumetrowe skarpy i kamienne ostrogi, w wielu miejscach las schodzący do samej rzeki. Ryby pluskają się w wodzie, drzewa pocięte przez bobry, więc z czystością chyba bardzo tragicznie też nie jest (chociaż parę razy przepłynąłem przez coś o bliżej nieokreślonej konsystencji). Rzeka jest oddzielona lasem od najbliższych dróg, więc przez większość czasu można delektować się przyrodą i zapomnieć o wielkim mieście tuż za rogiem.

Prąd jest dość żwawy, co przekłada się na proporcje 3/1 jeśli chodzi o czas płynięcia pod prąd i powrotu z prądem. Co ciekawe, na rzece robi się coraz tłoczniej – jeszcze niedawno kajakarze pojawiali się tylko w okolicy klubów sportowych w ramach treningów, a dzisiaj spotkałem jedną parkę na dwóch jedynkach, a chwilę później jeszcze 3 dwójki. Czyżby kolejna oznaka zbliżania się do Europy?

W sumie całkiem niezłym pomysłem byłoby założenie jakiejś małej wypożyczalni w centrum Poznania, a następnie zbieranie kajaków gdzieś na wysokości Obornik (4h wiosłowania z możliwym postojem na przystani Binduga w połowie drogi, chyba dobry dystans na całodzienną wycieczkę dla przeciętnego łykendowicza). Ciekawe czy ktoś już ma taki pomysł na biznes?