Kategorie
rajdy

Camel Trophy – historia przygody

Robiąc porząd­ki na kom­pu­te­rze zna­la­złem parę faj­nych fil­mów z 20-let­niej histo­rii raj­du Camel Tro­phy. To kawał off-road’o­wej legen­dy. Pamię­tam jak dziś, jak jako dzie­ciak na poznań­skich tar­gach oglą­da­łem cha­rak­te­ry­stycz­ną, żół­tą „dys­ko­te­kę” i marzy­łem żeby mieć już 18 lat i móc się zgło­sić na eli­mi­na­cje. Nie­ste­ty, zanim osią­gną­łem prze­pi­so­wy wiek, Pol­ska prze­sta­ła brać udział w eli­mi­na­cjach, a nie tak dłu­go potem rajd prze­stał się odby­wać. Po marze­niu pozo­stał na pół­ce mały model Defen­de­ra w bar­wach came­la, tecz­ka nakle­jek „Camel Tro­phy Team Poland”, a przed domem nie­co więk­sze „disco” ale już w innych bar­wach. To po pro­stu dla mnie zawsze było COŚ.

Histo­ria Camel Tro­phy zaczę­ła się w 1980 roku od jeepo­wej wypra­wy przez Ama­zo­nię 3 nie­miec­kich załóg

to był jedy­ny rajd kie­dy jecha­ły samo­cho­dy tej mar­ki, następ­nie przez pra­wie 20 lat Camel już jed­no­znacz­nie był koja­rzo­ny tyl­ko z Land Roverami.

W 2000 r. mia­łem oka­zję poznać pol­ską zało­gę z edy­cji Bor­neo-Kali­man­tan (1996): Micha­ła Kieł­ba­siń­skie­go i Jar­ka Kazbe­ru­ka, słu­cha­jąc ich opo­wie­ści, cały czas mia­łem jesz­cze nadzie­ję, że kie­dyś uda mi się wziąć udział w tej legen­dar­nej przygodzie…

W 1998 roku rajd z czy­sto off-road’o­we­go wyda­rze­nia, zamie­nił się bar­dziej w event typu „adven­tu­re racing”. Kla­sycz­ne Disco­ve­ry zamie­nio­no na „mar­ke­tin­go­we” Fre­elan­de­ry, a dla uczest­ni­ków doda­no nowe kon­ku­ren­cje (canoe, rowe­ry). Co praw­da kon­ku­ren­cje były już wcze­śniej, ale nie w takich proporcjach.

Rok 1999 to już kom­plet­na zmia­na, zmie­nio­ny for­mat oka­zał się nie­atrak­cyj­ny dla Land Rove­ra, co spo­wo­do­wa­ło wyco­fa­nie się mar­ki. Rajd odbył się na Hon­dach CRV (no jak tak moż­na? obra­za legen­dy…). Nikt chy­ba nie chce się tym chwa­lić, bo jakoś mało fil­mów z tego roku.

W 2000 roku, ostat­nim roku raj­du, osta­tecz­nie zre­zy­gno­wa­no z samo­cho­dów (!) – rajd odbył się na potęż­nych RIB-ach (rodzaj łodzi moto­ro­wej) pomię­dzy wyspa­mi wokół Ton­ga i Samoa. Medial­nie wyglą­da­ło to super, przy­go­da też nie­zła, ale to już na pew­no nie było to… 

Tak samo musie­li stwier­dzić orga­ni­za­to­rzy, na tym roku osta­tecz­nie zakoń­czo­no 20-let­nią histo­rię Camel Tro­phy.

Wszyst­kie raj­dy w kolej­no­ści (za Wiki­pe­dią):

  • 1980: Ama­zo­nia
  • 1981: Suma­tra
  • 1982: Papua-Nowa Gwinea
  • 1983: Zair
  • 1984: Bra­zy­lia
  • 1985: Bor­neo
  • 1986: Austra­lia
  • 1987: Mada­ga­skar
  • 1988: Sula­we­si
  • 1989: Ama­zo­nia
  • 1990: Sybe­ria
  • 1991: Tan­za­nia i Burundi
  • 1992: Guja­na
  • 1993: Sabah i Malezja
  • 1994: Argen­ty­na, Para­gwaj, Chile
  • 1995: Mun­do Maya
  • 1996: Bor­neo-Kali­man­tan
  • 1997: Mon­go­lia
  • 1998: Tier­ra del Fuego
  • 1999: Peru
  • 2000: Ton­ga Samoa

Land Rover pró­bo­wał jesz­cze kon­ty­nu­ować legen­dę pod posta­cią G4 Chal­len­ge, ale to już zupeł­nie inna histo­ria (zakoń­czo­na zresz­tą przez wszech­obec­ny kry­zys w tym roku)…

Kategorie
różne

Linki: Quad made in Poland

Nie mogę się oprzeć poku­sie opu­bli­ko­wa­nie tego lin­ku – quadzik pol­skiej pro­duk­cji, po pro­stu ide­ał i ogrom­ny krok do przo­du pol­skie­go prze­my­słu motoryzacyjnego.

Kategorie
rajdy

Fulda Challenge 2007 High Performance in Snow and Ice

Sie­dem dni wyjąt­ko­wej przy­go­dy w nie­sa­mo­wi­tym miej­scu. Wszyst­ko zaczę­ło się pra­wie dwa lata temu, na euro­pej­skich eli­mi­na­cjach. Wte­dy na finał 2006 poje­cha­li: moja Ania i Maciek Ole­siń­ski (rela­cja Mać­ka na Napie­raj), w 2007 przy­szedł czas na mnie i Gosię Sowiń­ską. Taki był począ­tek, a jak się skończyło…?

Warszawa, 27.01 – wyjazd

Na lot­ni­sku byli­śmy o 4.30 (Tomek, dzię­ki za hotel), jak się oka­zu­je nie­po­trzeb­nie. Nasza podróż roz­po­czę­ła się awa­rią całe­go sys­te­mu kom­pu­te­ro­we­go na Okę­ciu, co mia­ło, jak się wkrót­ce oka­za­ło, nie­ma­łe zna­cze­nie dla dal­szej dro­gi. W każ­dym razie zaba­wa była nie­zła, ogrom­ny tło, brak infor­ma­cji co, gdzie i kie­dy. Mimo sta­rań obsłu­gi lot­ni­ska, uda­ło się jed­nak wystar­to­wać. Co do kon­se­kwen­cji awa­rii, były takie, że nasz bagaż został nada­ny nie do koń­ca tam gdzie miał… Zamiast do Whi­te­hor­se przez Van­co­uver, pole­cia­ły do Van­co­uver przez Whi­te­hor­se, zresz­tą lotem powrotnym (!).

Whitehorse, 27/28.01 – dinozaury, mamuty, Toyota i opony Fulda

Van­co­uver powi­ta­ło nas wio­sen­ną pogo­dą i sza­lo­nym bie­giem na dru­gi samo­lot. Lot­ni­sko oka­za­ło sie nad­spo­dzie­wa­nie duże, jed­nak dzię­ki dziel­nej kana­dyj­skiej prze­wod­nicz­ce cała ful­do­wa gru­pa dotar­ła na kolej­ny samolot.

Whi­te­hor­se. Sto­li­ca sta­nu Yukon Ter­ri­to­ry. Pierw­sze kro­ki skie­ro­wa­li­śmy do hote­lu Hight Coun­try Inn, typo­we­go ame­ry­kań­sko-kana­dyj­skie­go hote­li­ku. Tego same­go dnia po kola­cji poczu­li­śmy po raz pierw­szy kli­mat impre­zy – ode­bra­li­śmy przy­dzie­lo­ny sprzęt. Zestaw podob­ny jak w zeszłym roku (naj­lep­sze są mega wiel­kie bucio­ry, któ­rych nie spo­sób zało­żyć w tem­pe­ra­tu­rach wyż­szych niż ‑20), tro­chę zubo­żo­ny o parę gadżetów.

camry.jpg

Dru­gi dzień to od razu skok na głę­bo­ką wodę, od rana jaz­dy prób­ne wszyst­ki­mi ful­do­wy­mi zabaw­ka­mi (RAV4, ski-doo, podusz­kow­ce, Rhi­no) i pierw­sza kon­ku­ren­cja. Muszę przy­znać, że to przed­po­łu­dnie było chy­ba naj­bar­dziej poży­tecz­ne dla osób nie oby­tych w jeź­dzie samo­cho­da­mi z ABS-em na lodzie (moim chwi­lo­wym szczy­tem finan­so­wym jest Fiat UNO, ABS‑u w stan­dar­dzie brak…), ten krót­ki tre­ning to była napraw­dę faj­na rzecz, szcze­gól­nie że nauczy­cie­lem był nie byle kto – Isol­de Hol­de­ried, pro­fe­sjo­nal­ny kie­row­ca rajdowy.

Pierw­sza kon­kret­na odpra­wa tech­nicz­na odby­ła się w miej­sco­wym muzeum histo­rii natu­ral­nej (w towa­rzy­stwie nie­co wychu­dzo­nych dino­zau­rów), roz­po­czę­ła się poga­dan­ką na temat bez­pie­czeń­stwa na dro­gach (poczu­łem się jak na zaję­ciach na kar­tę rowe­ro­wą) i zakoń­czy­ła roz­da­niem samo­cho­dów dla zawod­ni­ków. Nasz nowy naby­tek miał numer 6 i wyglą­dał cał­kiem atrak­cyj­nie… Toyo­ta RAV4, 4‑biegowa auto­ma­tycz­na skrzy­nia bie­gów i dwu­li­tro­wy sil­nik benzynowy.

Na popo­łu­dnie zapla­no­wa­na zosta­ła pierw­sza kon­ku­ren­cja, prze­jazd (prze­ślizg?) Toyo­ta­mi Cam­ry. Dwa kilo­me­try wyśli­zga­ne­go śnie­gu, jeden prze­jazd. Nie czu­łem się pew­nie przed tą kon­ku­ren­cją (chy­ba podob­nie jak Gosia), mecha­nicz­ne zabaw­ki w moim życiu nie wystę­po­wa­ły jakoś bar­dzo czę­sto. Wia­do­mo, że nie­szczę­ścia cho­dzą para­mi (moje na tych zawo­dach chy­ba bie­ga­ły gru­pa­mi…) na doda­tek wylo­so­wa­łem pierw­szy numer star­to­wy. Jaki był wynik, nie będę się roz­pi­sy­wał, bo nie ma się czym chwalić.

Ostat­nią kon­ku­ren­cją tego dnia był tzw. camp buil­ding w SIR Ranch, naszym domu na naj­bliż­sze kil­ka dni. Tu już nam poszło cał­kiem spraw­nie, przez chwi­lę mie­li­śmy nawet nadzie­ję na zwy­cię­stwo, ale szyb­ko nam prze­szło po tym jak musie­li­śmy zło­żyć pra­wie goto­wy namiot i zacząć od nowa (w środ­ku zamon­to­wa­li­śmy pałąk złej dłu­go­ści). Mimo tej wpad­ki skoń­czy­li­śmy jako 4 team.

1.JPG

Atlin, 29.01 – bieg i coś dziwnego

Bieg, w tym przy­pad­ku nie było wiel­kich ner­wów, wie­dzie­li­śmy na co nas stać. Pogo­da nie była zła, ok ‑10, bez wia­tru. Tak jak ocze­ki­wa­li­śmy, poszło nie­Ĺşle (obo­je na 4 miej­scu), cho­ciaż nie oby­ło się bez dziw­ne­go zda­rze­nia – Gosia wpa­dła na metę razem z Austriacz­ką, ale to tej dru­giej przy­zna­no 3 miej­sce… No cóż, nie nam sądzić dlaczego…

5_1.JPG

Na popo­łu­dnio­wą kon­ku­ren­cję w Miles Cany­on cze­ka­łem z wiel­ką nadzie­ją, nigdzie nie czu­ję się tak dobry jak w kon­ku­ren­cjach lino­wych. Zada­nie pole­ga­ło na przej­ściu ok. 30m po linie, dowol­ną tech­ni­ką z luĹşną ase­ku­ra­cją. Pre­fe­ro­wa­nym spo­so­bem był ten Pał­kie­wi­cza czy­li leżąc i balan­su­jąc na linie. Jed­nak zna­leź­li się koza­cy, któ­rzy poko­na­li te 30m wisząc na rękach pod liną (szcze­gól­ne bra­wa dla pary stra­ża­ków z Holan­dii – ich tech­ni­ka była nie­sa­mo­wi­ta). Nie­ste­ty, tu życie poka­za­ło jak bar­dzo moż­na się w sto­sun­ku do sie­bie mylić. Nie mogę powie­dzie, że poszło mi tu Ĺşle, nie, po pro­stu sp…m to zada­nie kon­kur­so­wo. Nie mam poję­cia dla­cze­go i niech nikt mnie o to nie pyta… W każ­dym razie wyda­rze­nie było nie­sa­mo­wi­cie medial­ne (noc, świa­tła reflek­to­rów, kanion i zamar­z­nię­ta rze­ka…) i cho­ciaż fot­ki pozo­sta­ły ciekawe.

_dsc8265.JPG

Whitehorse, 30.01 – leniwe psie zaprzęgi

Jako pierw­sza kon­ku­ren­cja tego dnia, odbył się wyścig psich zaprzę­gów. Miej­sce inne niż w zeszłym roku, pro­wa­dzo­ne przez fir­mę Uncom­mon Jour­neys, wete­ra­nów wyści­gów Yukon Quest. Nie­ste­ty psy też były wete­ra­na­mi tego wyści­gu i co za tym idzie w więk­szo­ści nie były zbyt rącze. Naszym psem pro­wa­dzą­cym była prze­mi­ła sucz­ka o imie­niu Hura­gan, sta­ra­jąc się jak tyl­ko może nie iden­ty­fi­ko­wać się z wła­snym imie­niem. Dzię­ki jej wydat­nej pomo­cy na metę wbie­ga­łem wyprze­dza­jąc wła­sny zaprzęg i wyplu­wa­jąc płu­ca… Mimo tego, kon­ku­ren­cja, dzię­ki swo­jej wyjąt­ko­wo­ści i napraw­dę nie­sa­mo­wi­tym kra­jo­bra­zom (prze­jazd środ­kiem zamar­z­nię­te­go jezio­ra) pozo­sta­wi­ła napraw­dę faj­ne wrażenie.

10_1.JPG

Po połu­dniu nad­szedł czas na mecha­nicz­ne ruma­ki – nale­ża­ło prze­je­chać kil­ku­ki­lo­me­tro­wą tra­sę wąską gór­ską dro­gę naszy­mi toyo­ta­mi. Szcze­rze mówiąc, kupa zaba­wy – w koń­cu kto w innych oko­licz­no­ściach dał­by nam swój samo­chód i kazał gnać na zła­ma­nie kar­ku? Na pew­no nie zapo­mnę tych zakrę­tów w pośli­zgu nad kra­wę­dzią dro­gi (nie takim do koń­ca pośli­zgu, sys­te­my samo­cho­du sku­tecz­nie utrud­nia­ły moje co głup­sze pomysły ;)).
poduszkowce w Destruction Bay

Carcross Desert, 31.01 – SledPorn i rowery

_dsc6166-11.JPG

Środowe pora­nek to, jak mówi­li orga­ni­za­to­rzy, czas na naj­bar­dziej wido­wi­sko­wą i emo­cjo­nu­ją­cą kon­ku­ren­cję – wyścig na sku­te­rach śnież­nych. Całą impre­zę obsta­wia­ła eki­pa miej­sco­wych fana­ty­ków „freestyle ski-doo” czy­li Sled­Porn. Na star­cie sta­wa­li­śmy po czte­ry sku­te­ry, trzy okrą­że­nia usta­la­ły koń­co­wą kolej­ność. W tym przy­pad­ku, orga­ni­za­to­rzy mie­li cał­ko­wi­tą rację, ta kon­ku­ren­cja była naj­więk­szą przy­go­dą tego wyjaz­du. 80-kon­ne maszy­ny rwa­ły jak wicher i nie do koń­ca słu­cha­ły… Wystar­to­wa­łem świet­nie, przez dłuż­szy czas trzy­ma­łem się na dru­giej pozy­cji aż do momen­tu kie­dy na jed­nej hop­ce zna­la­złem się w powie­trzu i ze szczę­ścia nie zmie­ści­łem się w kolej­ny zakręt… Musia­łem zapła­cić za to spo­rą cenę – wyprze­dził mnie Sasha, chło­pak, któ­ry nie był za szyb­ki na sku­te­rze, ale za to świet­nie blo­ko­wał moje pró­by wyprze­dza­nia. Dzię­ki temu spa­dłem na moją spraw­dzo­ną, siód­mą :(, pozy­cję. Szko­da mi tej stra­ty, ale przy­naj­mniej zaba­wa była rewelacyjna.

17_1.JPG

Popo­łu­dnie, to kolej­ne fizycz­ne zada­nie. Wyścig rowe­ro­wy miał w tym roku ok 40km, po dość szyb­kiej tra­sie. Zgod­nie z raj­do­wym doświad­cze­niem wystar­to­wa­łem ostro i trzy­ma­łem się czo­łów­ki żeby nie stra­cić tem­pa. Wszyst­ko szło pięk­nie (zmia­ny na pro­wa­dze­niu, rów­ne, szyb­kie tem­po) do cza­su kie­dy poczu­łem, że po któ­rychś z kolei gar­bach na dro­dze, kie­row­ni­ca zaczy­na mi się obra­cać w rękach. Na począt­ku nie prze­ją­łem się tym za bar­dzo, ale kie­dy zaczę­ła jeĹşdzić też w płasz­czy­Ĺşnie pozio­mej zro­bi­ło się gorą­co. Od tego momen­tu jecha­łem już trzy­ma­jąc jed­ną ręką śro­dek kie­row­ni­cy w kupie z resz­tą rowe­ru i klnąc na czym świat stoi. Jak się moż­na domy­śleć, zaję­ty kie­row­ni­cą, mogłem tyl­ko patrzeć jak „czub” odda­la się i nik­nie na hory­zon­cie. Kolej­ne 40min upły­nę­ło mi w rado­snej atmos­fe­rze – na zmia­nę klą­łem na głos i zasta­na­wia­łem się jakie męki wymy­ślić dla Ful­do­we­go serwisanta.

Ratu­nek przy­szedł z nie­ocze­ki­wa­nej stro­ny, nie pomógł mi nikt z orga­ni­za­to­rów spo­tka­nych po dro­dze. Dopie­ro chło­pak Jay (zawod­nicz­ka kana­dyj­ska), robią­cy zdję­cia na tra­sie, prze­jął się moim losem i zała­twił klu­cze. Cie­ka­wy jest fakt, że orga­ni­za­to­rzy tako­wych nie posia­da­li nawet na star­cie (pal­ca­mi skrę­ca­li te rowe­ry czy co?) i przy­wiózł mi swo­je pry­wat­ne. dosta­łem je tuż przed poło­wą tra­sy, ale i tak ura­to­wa­ło mi to spo­ro wal­ka z roz­pa­da­ją­cym się rowe­rem. W ten spo­sób nie mia­łem już szans na dopad­nię­cie czo­łów­ki, ale też nie dałem się wyprze­dzić następ­nym. Jedy­nym pocie­sze­niem po tej rowe­ro­wej wyciecz­ce była wia­do­mość o suk­ce­sie Gosi – zde­kla­so­wa­ła rywal­ki i przy­je­cha­ła na pierw­szym miejscu!

Heines Junction i Destruction Bay, 01.02 – na skrzydłach wiatru albo i nie

Rhino Cars

Przed­ostat­ni dzień zawo­dów zaję­ły kon­ku­ren­cje czy­sto mecha­nicz­ne. Rano samo­cho­dzi­ki Rhi­no (połą­cze­nie quada z wóz­kiem gol­fo­wym :)), póĹşniej podusz­kow­ce. Obie kon­ku­ren­cje były ok, ale nie było w tym ic szcze­gól­ne­go. O ile jesz­cze jaz­da Rhi­no to nie­zły „fun” (dla nie­któ­rych nawet bar­dzo – eki­pa holen­der­ska bawi­ła się tak dobrze że wywra­ca­jąc samo­chód posta­ra­li się o paskud­ną kon­tu­zję) , to już podusz­kow­ce były cie­ka­we tyl­ko przez sam fakt pro­wa­dze­nia nie­co­dzien­ne­go pojaz­du. Nie były zbyt szyb­kie za to cho­ler­nie trud­ne w manew­ro­wa­niu, każ­dy powiew wia­tru zmie­niał jaz­dę na wprost w hal­so­wa­nie. Tak więc głów­na zaba­wa pole­ga­ła na obser­wo­wa­niu wal­ki innych.

Park Narodowy Kluane, 02.02 – mój jedyny triumf

10.JPG

Ostat­ni dzień to już tyl­ko jed­na kon­ku­ren­cja „Great Moun­ta­in Run”. dla mnie była szcze­gól­nie waż­na. Przez więk­szość kon­ku­ren­cji sta­ra­łem się jak tyl­ko mogłem nie zająć dobre­go miej­sca i to była ostat­nia szan­sa żeby to zmie­nić. Mia­łem dziw­ne prze­czu­cie, że tutaj wresz­cie los prze­sta­nie się na mnie wście­kać i pozwo­li mi mieć swo­ją chwi­lę trium­fu. Cho­ciaż raz prze­czu­cie mnie nie zmyliło.

Od star­tu przy­ją­łem jed­ną tak­ty­kę – prę do przo­du na peł­nych obro­tach, odpo­czy­wać będę póĹşniej. Na począt­ku bie­gu wszy­scy szli/biegli w mia­rę rów­no, staw­ka zaczę­ła się roz­cią­gać na pierw­szych stro­mych odcin­kach. Tam już zosta­łem w czo­łów­ce z super bie­ga­czem Sashą (wygrał pierw­szy wyścig z ogrom­ną prze­wa­gą) i lide­rem kla­sy­fi­ka­cji, Simo­nem. widać był, że Sasha chciał­by bar­dzo to wygrać, pró­bo­wał pro­wa­dzić spo­rą część tra­sy. Spa­so­wał na naj­strom­szym odcin­ku i od tego cza­su zaczą­łem widzieć real­ne szan­se na pierw­sze miej­sce (pamię­ta­jąc wyczyn Sashy na bie­gu nie liczy­łem na to wcze­śniej). Sytu­acja zro­bi­ła się napraw­dę kla­row­na dopie­ro na zbie­gu – mój sza­leń­czy „downhill” (autor­ska kom­bi­na­cja bie­gu, sko­ków i spa­da­nia) dał mi spo­ra prze­wa­gę, któ­rej nie dałem sobie ode­brać aż do mety. Tak­że Gosia poszła ostro i dotar­ła wyso­kim miej­scu co dało nam dru­ży­no­we zwy­cię­stwo w tym dniu (!). Zawsze lep­szy jeden dzień niż nic…

15-1.JPG

Wrażenia

Pięk­ne miej­sce, wspa­nia­ła przy­go­da. Jeśli ktoś mnie spy­ta jaki był ten wyjazd i czy war­to się zgła­szać, odpo­wiem krót­ko – war­to.
Trze­ba tyl­ko zda­wać sobie spra­wę, że jadąc na Ful­da Chal­len­ge bie­rze­my tak napraw­dę udział w wiel­kim „reality sho­w”, gdzie nie wszyst­ko jest takie „real”. Poja­wi­ły się oczy­wi­ście pew­ne dziw­ne akcen­ty zwią­za­ne z fawo­ry­zo­wa­niem teamów nie­miec­kich (podob­nie jak w zeszłym roku), ale bio­rąc pod uwa­gę, że zawo­dy są akcją mar­ke­tin­go­wą nie­miec­kie­go kon­cer­nu, to trud­no się dzi­wić i nie ma co narze­kać. Poza tym, jak widać na przy­kła­dzie tego­rocz­nych zwy­cięz­ców, jeśli jest się odpo­wied­nio dobrym, nawet spe­cjal­ne trak­to­wa­nie innych im nie pomoże.

Pra­wie wszyst­ko przy­go­to­wa­nie jest z typo­wą nie­miec­ką dokład­no­ścią (no może poza przy­go­to­wa­niem rowe­rów ;)), sta­ran­no­ści mogli­by się od nich uczyć nie­jed­ni. Kie­dy doda­my do tego wszyst­kie­go spo­ro gadże­tów, któ­re otrzy­mu­ją zawod­ni­cy oraz dodat­ko­we atrak­cje (gorą­ce źró­dła, sesje cur­lin­gu, świet­ne jedze­nie) to wycho­dzi z tego wszyst­kie­go wyjazd, o któ­ry war­to się starać.

Nasze osią­gnię­cia na Ful­da Chal­len­ge 2007 nie dość, że nie były impo­nu­ją­ce, to nawet nie były mier­ne. W mojej pry­wat­nej opi­nii, schrza­ni­li­śmy jakimś dziw­nym spo­so­bem więk­szość kon­ku­ren­cji z bli­żej nie­zro­zu­mia­łych przy­czyn. Ja to sobie tłu­ma­cze pechem, bo mi tak z tym wygod­niej :). Szko­da tego, ale nie ma się co zała­my­wać i tym­cza­sem trze­ba zna­le­Ĺşć sobie jakieś zawo­dy do wygra­nia dla pod­bu­do­wa­nia nastro­ju. Mam nadzie­ję, że przy­szło­rocz­nej eki­pie pój­dzie lepiej niż nam (co nie będzie zbyt trud­ne patrząc na nasz wynik), czas żeby Pola­cy też coś tam wygrali.

_dsc9067.JPG

Zdję­cia ozda­bia­ją­ce tekst są autor­stwa orga­ni­za­to­rów, fot­ki moje­go autor­stwa są do przej­rze­nia w gale­rii. Przy oka­zji ogrom­ne dzię­ki dla fir­my Foto­ma za zaspon­so­ro­wa­nie mnie dodat­ko­wy­mi kar­ta­mi pamię­ci, bez tego było­by cięż­ko pomie­ścić te zdjęcia.

No i to by było na tyle pisa­nia o FC…

Kategorie
rajdy

Whitehorse

Podróż jak zwy­kle nie upły­nę­ła bez roz­ry­wek, dzię­ki awa­rii kom­pu­te­rów na Okę­ciu, nasze baga­że wysła­ne zosta­ły nie­ist­nie­ją­cy­mi lota­mi, na szczę­ście sytu­acja zosta­ła napra­wio­na we Frank­fur­cie i rze­czy dotar­ły razem z nami cało do Whi­te­hor­se. Pogo­da wręcz cie­pła, ‑5 do ‑10°C. Sprzęt mamy roz­da­ny, od jutra zaczy­na­my zaba­wę – przed nami dzień tre­nin­go­wy (ski-doo, podusz­kow­ce, Rhi­no cars) oraz pierw­sza kon­ku­ren­cja, budo­wa­nie obozu :).

Kategorie
rajdy

Fulda Challenge, nowa trasa

Wła­śnie otrzy­ma­łem maila z tra­są tego­rocz­nych zawo­dów („checkpoint’y” z poszcze­gól­ny­mi kon­ku­ren­cja­mi). Więk­szość, podob­nie jak rok temu, na obsza­rze Yukon Ter­ri­to­ry, jed­nak kawa­łek zaha­cza o stan Bri­tish Colum­bia. Na pierw­szy rzut oka cze­ka nas spo­ro mniej kilo­me­trów do prze­je­cha­nia, za to bli­skość par­ku Gla­cier Bay zapo­wia­da bar­dziej uroz­ma­ico­ny kra­jo­braz. Map­ka poniżej.

Kategorie
rajdy

Fulda Arctic Challenge 2007

fulda1.jpg

Dość dłu­go ocią­ga­łem się z poda­niem do publicz­nej wia­do­mo­ści tego niu­sa, ale w koń­cu muszę się pochwalić.

Wiel­ki­mi kro­ka­mi zbli­ża się tego­rocz­na edy­cja Ful­da Arc­tic Chal­len­ge na dale­kiej kana­dyj­skiej pół­no­cy. Naj­lep­sze w tym jest jed­nak to, że w tym roku mnie tam nie zabrak­nie! Razem z Gosią Sowiń­ską (team Akord Adven­tu­re) będzie­my w tym roku repre­zen­to­wać Pol­skę w Yukon Territory. 

Kategorie
po godzinach

Dakar 2007

Powi­nie­nem napi­sać o tym nie­co wcze­śniej ale nie było cza­su. Jak wszy­scy pew­nie wie­dzą 6 stycz­na zaczął się jeden z naj­trud­niej­szych (a przy­naj­mniej naj­bar­dziej zna­nych ) raj­dów samo­cho­do­wych na świe­cie. Dakar (daw­ny Paryż-Dakar) w tym roku wystar­to­wał z Lizbo­ny, zakoń­czy się po prze­je­cha­niu 7915 km (skró­co­na tra­sa) w Daka­rze. Dla­cze­go o tym piszę? Głów­nie dla­te­go, że w tym roku w zespo­le Diver­se Extre­me TVN Tur­bo Team jedzie dwój­ka moich zna­jo­mych: Paweł „Moli” Moliń­ski w ser­wi­so­wym MAN-ie i Jarek Kazbe­ruk w jed­nym z dwóch teamo­wych Land Rove­r’ów Evo Dakar. Wie­ści „z akcji” na żywo na stro­nie moli.pl.

Wszyst­kich mają­cych za dużo gotów­ki zapra­szam do zaj­rze­nia na aukcję inter­ne­to­wą jede­go z Evo­Da­ka­r’ów (model bli­Ĺşnia­czy do star­tu­ją­cych). Dochód z aukcji będzie prze­zna­czo­ny na tego­rocz­ny finał Wiel­kiej Orkie­stry Świątecznej Pomocy.

Kategorie
różne

X‑Fighters w CinemaCity

Wczo­raj pierw­szy raz prze­sze­dłem się poki­bi­co­wać na dużym ekra­nie jakiejś dys­cy­pli­nie spor­to­wej. Dokład­nie były to zawo­dy FMX Red­Bull X‑Fighters w Madry­cie. Było nie­Ĺşle. Duży kino­wy ekran to dużo lep­szy spo­sób oglą­da­nia moto­cros­so­wych tric­k’ów niż domo­we tv. Dwie i pół godzi­ny prze­le­cia­ło bły­ska­wicz­nie. Szko­da tyl­ko nagło­śnie­nia, mimo moż­li­wo­ści nie odda­wa­ło atmos­fe­ry madryc­kiej are­ny, ale co tam.
Co do samych zawo­dów – tric­ki na naj­wyż­szym pozio­mie (z jed­ną gle­bą OTB na samym począt­ku przy nie­do­cią­gnie­tym back­fli­pie), napraw­dę prze­czą­ce zasa­dom gra­wi­ta­cji. Mam nie­co wąt­pli­wo­ści co do koń­co­we­go wer­dyk­tu, wg mnie lep­szy od zwy­cięz­cy Tra­vi­sa Pastra­ny był Nate Adams, ale to tyl­ko subiek­tyw­ne odczucie…

Gene­ral­nie dobry pomysł z trans­mi­sja­mi tego typu spor­tu w kinie, cie­ka­we czy docze­kam się trans­mi­sji z moje­go ulu­bio­ne­go Adven­tu­re Racing ?

Kategorie
po godzinach

Lodowy off-road

Już mia­łem zabie­rać się za spra­woz­da­nie z wystę­pu na Berg­so­nie, kie­dy dzi­siaj poja­wił się aktu­al­niej­szy temat. Krót­ka off-road’o­wa wyciecz­ka na pod­po­znań­skie Bie­dru­sko zaowo­co­wa­ła kil­ko­ma faj­ny­mi fot­ka­mi, paro­ma stra­ta­mi i dużą ilo­ścią zaba­wy :mrgre­en:. Jaki morał z tej wyciecz­ki? Fabrycz­ny wózek trze­ba jed­nak tro­chę pozmie­niać przed wyjaz­dem w teren, nawet jeśli to Land Rover…

Kategorie
po godzinach

Rover’owy dzień

Kolej­ny dzień tre­nin­gu za nami. Rano żwa­wy rowe­rek po gór­kach, po połu­dniu rów­nie żwa­wy Land Rove­r’ek ;) po wer­te­pach. Ser­decz­ne dzię­ki dla Molie­go za wiel­ką pomoc przy tym ostat­nim. Naj­lep­sze szko­le­nie off-road jakie moż­na sobie wyobrazić!