WordCamp w Poznaniu

WordCamp Poznań 2011Ten blog, w czasach kiedy był jeszcze w miarę regularnie aktualizowany, dotyczył w części technicznej głównie WordPressa, a dokładniej moich z nim zmagań i dokonań w zakresie tłumaczenia. Bywały dni, kiedy ruch z tego był naprawdę konkretny, a i parę ciekawych zleceń się przytrafiło.

Pamiętam z tych dawnych czasów, jak z zazdrością patrzyłem na spotkania wordpressowców, zwane WordCampami, śledziłęm zapiski Matta Mullenwega podróżującego po świecie i zastanawiałem się dlaczego czegoś takiego nie zorganizować w Polsce.

Minęło kilka lat od pierwszego WC (niezły skrót ;) ) i spotkania zawitały do Polski. Pierwszy odbył się w zeszłym roku w Łodzi, w tym roku przyszedł czas na Poznań. Co prawda z WordPressem mam już coraz mniej do czynienia w sensie czysto koderskim, ale chociaż przez sentyment chętnie pojawię się tam i posłucham co nowego się dzieje w tym środowisku, w końcu w ciągu tych paru lat WP wyewoluował z prostej platformy blogowej do pełnoprawnego zaawansowanego CMSa.

Do zobaczenia 9-10 grudnia w Poznaniu na WordCamp Poznań 2011!

Sushi po sąsiedzku

Oj, dawno nic nie pisałem o sushi, a co dużo gorsze dawno nic sam nie robiłem. Tak jakoś się składa, życie. Czas znów coś porobić, szczególnie że inspiracji dookoła coraz więcej, podobno w samym Poznaniu jest już 15 barów sushi…

Ostatnio, przesiadując do późna w pracy, w przerwie wpadłem do nowego sąsiedzkiego baru – Hanami Sushi na Wrocławskiej 21. W środku dość miło i przytulnie, chociaż widać też że dopiero szukają swojego stylu (knajpa funkcjonuje od ok 1.5 miesiąca). Co ciekawe nie zauważyłem za dużo nawiązań do nazwy (wiki: hanami), ale może się to zmieni z czasem, wydaje mi się że daje ona spory potencjał jeśli chodzi o budowanie określonego klimatu.

Karta ma sporo ciekawych pozycji, które mogą zaskoczyć nawet doświadczonego miłośnika sushi – sporo zestawów to autorskie kompozycje. Ja wybrałem zestaw sweet, wyjątkowo oryginalny. Składało się na niego 12 kawałków w 3 rodzajach – nigri z omletem i dwa rodzaje rolek – jedna zawijana w ciasto naleśikowe, a druga będąca połączeniem tradycyjnej rolki z surimi i nigri z krewetką.

Szczególnie to ostatnie to jak dla mnie hit – rewelacyjne połączenie, do tego jeszcze przyozdobione na wierzchu żurawiną. Zazwyczaj nie jestem fanem paluszków krabowych, ale w tym połączeniu, dzięki oryginalnemu i zdecydowanemu słodko-ostremu smakowi zyskały dla mnie nowy wymiar…

Coś czuję, że trzeba będzie przygotować stały firmowy budżet na lunche w Hanami, w końcu mam do nich tylko 20m.

Kajakowanie w Poznaniu

Znalazłem dzisiaj wreszcie czas żeby się wyrwać na parę godzin z pracy i zrobić coś pożytecznego – do wyboru miałem rower, bieganie albo kajak, stanęło na tym ostatnim. Poznań jest w końcu światowym centrum tego sportu (m.in. mistrzostwa świata na Malcie), więc jak tu nie pływać.

Moim ulubionym miejscem jest jednak Warta. Wielu poznaniaków naprawdę nie docenia jej uroku. Tuż za granicami miasta, na północ i południe, rzeka zamienia się w rewelacyjny szlak wodny, otoczony po obu stronach lasami. Widoki świetne, kilkumetrowe skarpy i kamienne ostrogi, w wielu miejscach las schodzący do samej rzeki. Ryby pluskają się w wodzie, drzewa pocięte przez bobry, więc z czystością chyba bardzo tragicznie też nie jest (chociaż parę razy przepłynąłem przez coś o bliżej nieokreślonej konsystencji). Rzeka jest oddzielona lasem od najbliższych dróg, więc przez większość czasu można delektować się przyrodą i zapomnieć o wielkim mieście tuż za rogiem.

Prąd jest dość żwawy, co przekłada się na proporcje 3/1 jeśli chodzi o czas płynięcia pod prąd i powrotu z prądem. Co ciekawe, na rzece robi się coraz tłoczniej – jeszcze niedawno kajakarze pojawiali się tylko w okolicy klubów sportowych w ramach treningów, a dzisiaj spotkałem jedną parkę na dwóch jedynkach, a chwilę później jeszcze 3 dwójki. Czyżby kolejna oznaka zbliżania się do Europy?

W sumie całkiem niezłym pomysłem byłoby założenie jakiejś małej wypożyczalni w centrum Poznania, a następnie zbieranie kajaków gdzieś na wysokości Obornik (4h wiosłowania z możliwym postojem na przystani Binduga w połowie drogi, chyba dobry dystans na całodzienną wycieczkę dla przeciętnego łykendowicza). Ciekawe czy ktoś już ma taki pomysł na biznes?

GIS Day w Poznaniu

Za parę dni, 14 listopada w Poznaniu będzie można dowiedzieć się czegoś więcej o zastosowaniach informatyki w geografii (tutaj można pobrać program) z okazji Dnia Systemów Informacji Geograficznej (GIS Day). Tak naprawdę to właśnie od zainteresowania tą dziedziną zaczęła się moja kariera w branży IT, więc chociaż z racji sentymentu przejdę się zobaczyć co słychać w tych technologiach.

Trudno się spodziewać jakichś fajerwerków, spotkania przeznaczone są głównie dla uczniów i studentów, ale i tak parę rzeczy będzie można się dowiedzieć. Do tego wszystkiego, miejsce akcji czyli Collegium Geographicum na ul. Dzięgielowej 27 jest oddalone od mojego „biura” o 500 metrów…

Tak przy okazji zastanawia mnie, jak to możliwe, że kierunek związany w końcu jakoś z informatyką może sobie pozwolić na tak beznadziejną stronę internetową, przecież to ich wizytówka, ale w sumie pewnie przesadzam z racji zboczenia zawodowego…