Poniedziałek rano

Ponie­dzia­łek rano, a raczej przed połu­dniem. Do pra­cy przy­zwy­cza­ję się dopie­ro ok 12… A co teraz?

Może ponie­dział­ko­we inspi­ra­cje w Sma­shing Maga­zi­ne (genial­ne zdję­cia dymu), Cre­stock nie daje dzi­siaj nic cie­ka­we­go za dar­mo więc prze­la­tu­ję dalej. Idąc za new­sem z the­Ne­xtWeb tra­fiam na malą fla­sho­wą gier­kę w „zgad­nij kto jest 2.0”, a na Webma­ster­World na kolej­ną dys­ku­sję „po co uży­wac CSS”, że też komuś chce się jesz­cze o tym dys­ku­to­wać.

W rodzi­mym necie Anty­Web z pyta­niem o wia­ry­god­ność dzien­ni­kar­stwa oby­wa­tel­skie­go a DI infor­mu­je o nowym pol­skim komu­ni­ka­to­rze dzia­ła­ją­cym z pozio­mu prze­glą­dar­ki – chciaż w momen­cie kie­dy coraz wię­cej ludzi nosi komu­ni­ka­tor w kie­sze­ni, nie wiem jaki jest tego sens.

Śniadanie z BNI, czyli pretekst do zmian

Zain­spi­ro­wa­ny posta­no­wie­nia­mi Feli­xa z debuggable.com (ale tyl­ko zain­spi­ro­wa­ny, ani nie będę tak restryk­cyj­ny, anie nie doty­czy to tego same­go), posta­no­wi­łem sobie też narzu­cić jakiś rygor. Pra­ca w domu roz­le­ni­wia i wpę­dza w pra­co­ho­lizm (taka sobie mała sprzecz­ność), więc takie posta­no­wie­nia mogą tyl­ko pomóc.
  • Pierw­sza zmia­na – kła­dę się spać nor­mal­nie, a nie wte­dy kie­dy inni wsta­ją do pra­cy, to powin­no spo­ro uła­twić.
  • Zmia­na dru­ga – kie­dyś powta­rza­łem sobie, że sko­ro pra­cu­ję w domu to mogę wyjść na tre­ning o dowol­nej porze w cią­gu dnia żeby odpo­cząć (a w rze­czy­wi­sto­ści, jak mam siły, to idę bie­gać po 21) – czy­li, prze­rwa na tre­ning jest nie­zbęd­na dla zdro­wia psy­chicz­ne­go i oczy­wi­ście teamu, w któ­rym teo­re­tycz­nie nadal jestem (teo­re­tycz­nie, bo mój udział w star­tach ma od jakie­goś cza­su war­tość ujem­ną).
  • Trze­cia zmia­na – mam blo­ga, to nale­ża­ło­by coś na nim napi­sać od cza­su do cza­su, żeby doce­nić tych któ­rzy cały czas mają mnie w swo­ich czyt­ni­kach niu­sów.

To tyle jeśli cho­dzi o wspa­nia­łe pla­ny. A co ma z tym wspól­ne­go tytu­ło­we BNI? Tyle, że zapro­sze­nie na biz­ne­so­wo-socjal­ne śnia­da­nie orga­ni­za­cji BNI zbie­gło się aku­rat z moimi posta­no­wie­nia­mi zmian. Więc wybra­łem się dzi­siaj bla­dym świa­tem, lek­ko nie­przy­tom­ny (pobud­ka o 6.15), żeby wdra­żać się pono­wie do wcze­sne­go wsta­wa­nia. Wyszło cał­kiem nie­Ĺşle, nie zasną­łem na sto­le.

Samo spo­tka­nie nie jest raczej w moim sty­lu, nie jestem wiel­kim fanem spo­tkań nie mają­cych na celu nic poza wymia­ną wizy­tó­wek. Wydzwa­nia­nie po moich klientach/partnerach i zachę­ca­nie do człon­ko­stwa pach­nie mi tro­chę akwi­zy­to­rem. Poza tym od pew­nej daw­nej kon­fe­ren­cji, na sam dĹşwięk nazwi­ska Brian Tra­cy, mam dosyć jakie­go­kol­wiek uczest­nic­twa i wszyst­ko zaczy­na się koja­rzyć z Amway’em (sor­ry, jeśli kogoś ura­zi­łem, ale nic nie pora­dzę na taki odczu­cia), wiec wzmian­ka o tym sza­now­nym panu w ustach pro­wa­dzą­ce­go, nie zadzia­ła­ła na mnie zachę­ca­ją­co.

Pozy­tyw­ną stro­ną spo­tkań są, jak to zwy­kle, ludzie. Mam wiel­ką nadzie­ję spo­tkać ich jesz­cze przy innych oka­zjach, nie­ko­niecz­nie stric­te biz­ne­so­wych. A na razie, po pra­co­wi­tym poran­ku i napi­sa­niu postu, idę pobie­gać…

ps. do wła­ści­cie­li knaj­py Don Cor­le­one: we wło­skiej knaj­pie spo­dzie­wał­bym się poda­wa­nia w dzban­ku kawy, a nie tego co tam było

Port Napoleon

Znów jestem w Pro­wan­sji. Tro­chę na waka­cjach, tro­chę w pra­cy. Na waka­cjach ponie­waż nie pra­cu­ję na kom­pie 22h na dobę, w pra­cy ponie­waż jed­nak nadal parę godzin przy nim spę­dzam.

łódki na placu w marinie

We wto­rek pły­nie­my na Capri (pra­wie 400 mil), cie­ka­we jaka będzie pogo­da… Kil­ka ostat­nich „prze­pro­wa­dzek” Bet­ter Than… to był sztorm pro­sto w nos i cią­głe zasta­na­wia­nie się czy jest w ogó­le sens jeść. Na razie pro­gno­za jest kom­plet­nie odwrot­na, to zna­czy zapo­wia­da się wyciecz­ka na sil­ni­ku bez wia­tru, sam nie wiem co gor­sze. Jak będzie nud­no i bez­wietrz­nie to znów skoń­czę sie­dząc przed kom­pu­te­rem.

załoga na pokładzie

bałagan na stolik uz elektroniką

A pro­pos kom­pu­te­rów, opu­bli­ko­wa­łem pierw­szą wer­sję moje­go sys­te­mu CMS (może to okre­śle­nie tro­chę na wyrost) opar­te­go na Cake­PHP. Tak napraw­dę, jest to bar­dziej nakład­ka dla dewe­lo­pe­rów Cake­’a, ale może ktoś będzie chciał to użyć jako samo­dziel­ne roz­wią­za­nie? Pro­jekt powstał jako efekt facy­na­cji Word­Pre­sem i potrze­by posia­da­nia wła­sne­go roz­wią­za­nia do budo­wy wiel­ję­zycz­nych ser­wi­sów i wg mnie jest na cał­kiem dobrej dro­dze. W każ­dym razie stro­na pro­jek­tu mie­ści się na ser­we­rze Cake­For­ge.

Moja nowa Mac’owa torba

Od dłuż­sze­go cza­su szu­ka­łem tor­by na moje­go 13″ Fujit­su-Sie­men­sa, co cie­ka­we jest to towar bar­dziej defi­cy­to­wy niż… no sam nie wiem niż co. W każ­dym razie nie byłem w sta­nie tego cho­ler­stwa nigdzie dostać i jeĹşdzi­łem auto­bu­sa­mi z kom­pu­te­rem w rekla­mów­ce (no, tu znów tro­chę prze­sa­dzam, nosi­łem go w ple­ca­ku ale rekla­mów­ka brzmi bar­dziej dra­ma­tycz­nie). Wyszło na to, że jako posia­dacz małe­go kom­pu­te­ra nie mam pra­wa nosić go w porząd­nej tor­bie. Czy­taj dalej Moja nowa Mac’owa tor­ba

i18n w CakePHP 1.2

Na jakiś czas zapo­mnia­łem o przy­go­dach i podró­żach (patrz tytuł blo­ga) i sku­piam się na inter­ne­cie. Idzie jak tako, to chy­ba wła­śnie przez to, że poświę­cam temu za dużo cza­su. Tym razem pro­ble­mem nr 1 sta­ło się stwo­rze­nie wie­lo­ję­zycz­nej stro­ny w Cake­PHP. O ile sam fra­me­work uży­wam już przez jakiś czas to jest to pierw­sze podej­ście do umię­dzy­na­ro­do­wie­nia go.
Testo­wa wer­sja (alpha) cake­’a któ­rą uży­wam ma cał­kiem faj­nie zaim­ple­men­to­wa­ne i18nl10n, w każ­dym razie tak mi się do tej pory wyda­je. Szko­da tyl­ko, że do obsłu­gi wie­lo­ję­zycz­nej bazy danych (wpi­sy, kate­go­rie itp) potrzeb­na jest już zewnętrz­na biblio­te­ka (zaczy­nam test Translation2). To wszyst­ko po to, żeby wresz­cie uru­cho­mić moją fir­mo­wą stro­nę z praw­dzi­we­go zda­rze­nia. Mam nadzie­ję, że po zakoń­cze­niu tej moder­ni­za­cji, na jakiś czas skoń­czę grze­bać przy tej stro­nie.

SEO i GlobalWarming Awareness2007, wciągająca gra

Napraw­dę zaczę­ło mnie to solid­nie wcią­gać. Pisa­nie tek­stów do kon­kur­so­wej stro­ny ma cho­ciaż­by tę dobra stro­nę, że pod­szko­lę mój „pisany” angiel­ski, zła jest taka że pochła­nia to spo­ro cza­su. Ale w koń­cu cel w tym roku szczyt­ny, jest to nie­zła oka­zja żeby przy­po­mnieć sobie/dowiedzieć się paru fak­tów o glo­bal­nym ocie­ple­niu (zakła­da­jąc oczy­wi­ście, że tako­we ist­nie­je). Czy­taj dalej SEO i Glo­bal­War­ming Awareness2007, wcią­ga­ją­ca gra

Mistrzostwa SEO pod hasłem GlobalWarming Awareness2007

Tym razem odcho­dzę na chwil­kę od tema­tu Ful­dy żeby przy­bli­żyć mój „side pro­jec­t” czy­li start w inter­ne­to­wych zawo­dach SEOSEO World Cham­pion­ship. Cała spra­wa pole­ga w skró­cie na tym żeby w cią­gu kil­ku mie­się­cy od ogło­sze­nia sło­wa klu­czo­we­go (dokład­nie do maja 2007) osią­gnąć jak naj­wyż­szą pozy­cję w ran­kin­gach Google, Yahoo i MSN dla odpo­wied­niej fra­zy. W tym roku jest to Glo­bal­War­ming Awareness2007. Czy­taj dalej Mistrzo­stwa SEO pod hasłem Glo­bal­War­ming Awareness2007

Krym zaliczony, czas wracać do pracy

Już kil­ka dni minę­ło od nasze­go powro­tu z podró­ży po Kry­mie, cią­gle nie mogę się wziąć w garść i napi­sać jakaś sen­sow­ną rela­cję… Po powro­cie strasz­nie cięż­ko mi się odna­le­Ĺşć w świe­cie remon­tów miesz­ka­nio­wych, prób kre­atyw­nej pra­cy i mobi­li­za­cji do tre­nin­gów. Mnó­stwo pomy­słów na nowe pro­jek­ty stron wal­czy w mojej gło­wie z przy­ziem­ny­mi pro­ble­ma­mi. A wynik tego jest taki, że zamiast napi­sać coś o podró­ży na Krym, myślę jak pozmie­niać moje ist­nie­ją­ce stron­ki… Trze­ba się chy­ba solid­nie zabrać za jeden temat i go skoń­czyć… To tyle dziw­nych prze­my­śleń na dziś, idę na piwo :).

praca webdesigner’a

Sie­dzę nad kolej­ną stro­ną, klnę na czym świat stoi na IE i prze­dzie­ram się przez nowe biblio­te­ki JS… Ktoś to faj­nie przed­sta­wił na wykre­sie, zobacz­cie.