Moje doświadczenia z sushi. Cz. I Ryż

Z komentarzy i maili wychodzi na to, że coraz więcej osób zaczyna doceniać walory sushi i co ważniejsze zabiera się samodzielnie za przygotowanie. Aby dopomóc wszystkim, którzy dopiero zaczynają, prezentuję poniżej kilka sprawdzonych informacji zebranych w ciągu ostatnich dwóch lat (cześć dotycząca zakupu odnosi się konkretnie do Poznania, tylko tutaj wiem co i jak). Czytaj dalej Moje doświadczenia z sushi. Cz. I Ryż

Nie próbujcie robić sushi z ryżu w torebkach

Wczoraj była środa. Tak mi się wydaje…

Od rana siedziałem przy komputerze, ale nie chciałem się poddawać i zdecydowałem zrobić jedzenie z tego co znajdę w domu. Prawie wszystko było – oprócz zasadniczego elementu czyli ryżu. zamiast jak trzeba iść i kupić, popełniłem wielki błąd i postanowiłem przygotować ryż z torebek. To paskudztwo nie dość, że nie smakuje w ogóle, to jeszcze się nie klei obojętnie jak długo to robić. Koniec końców wyszedł ryż z pseudo paluszkami krabowymi na „talerzu” z sushi nori. Jedyną zjadliwą częścią okazał się wodorost…

Mam nauczkę – do sushi trzeba podchodzić z szacunkiem.

Marynowany imbir

Marynowany imbir, czyli gari, to nieodłączny element każdego posiłku z sushi. Pełni rolę „oczyszczacza”, czyli ostregoowoc mojej pracy... przerywnika między różnymi rodzajami sushi, pozwala to poczuć odrębny smak każdego kolejnego kawałka. To tyle jako wstęp. Dlaczego o tym pisze? Postanowiłem poeksperymentować i wyprodukować gari na własną rękę (ceny w sklepach mocno do tego zachęcają). I co z tego wyszło?

Całą operację zacząłem w środę zeszłego tygodnia jako przerwę w pracy przy komputerze. Przepis jest prosty jak budowa cepa, wykonanie jest tylko odrobinę pracochłonne. Od tamtego czasu minął prawie tydzień i muszę przyznać, że to stworzyłem nawet przypomina trochę „oryginalny” imbir. Co prawda na razie jest tak ostre, że najostrzejsze wasabi się do niego nie umywa, ale liczę na to że kolejne dwa-trzy tygodnie w słoju nadadzą mu odpowiednią formę (tak przynajmniej czytałem o tym w necie).

Poniżej moja ścieżka do celu:

  • dwa duże korzenie imbiru (im większy tym lepiej. ułatwia to skrobanie tego porozgałęzianego paskudztwa)
  • 0,3l octu ryżowego (użyłem 3%, dostępny w buteleczkach 0,3)
  • 5-7 łyżek stołowych cukru (użyłem 6 i jak na razie jest chyba trochę za słodkie)
  • jedna łyżeczka soli

Oskrobany imbir, pocięty na ekstra cienkie plasterki i posypany solą zostawiłem na 30-50 min w misce. Po tym czasie zalałem go zagotowaną mikstura octu i cukru. Po wystygnięciu zakręcony słoik wylądował w lodówce.

Tylko nie wiem kiedy będzie gotowy… Jak osiągnę swój to na pewno tu o tym napiszę…

Kolejne sushi party zaliczone

Tak oto do galerii trafiły kolejne fotki pokazujące moje próby z sushi. Tym razem wprowadziłem drobną zmianę i zamiast zwykłego ryżu zacząlem używać takiego jak powinienem (tylko dlatego, że wreszcie pojawiła się konkurencja dla obskurnie drogiego ryżu firmy Blue Dragon – kilogramowe paczki firmy Sun Clad, do kupienia w marketach PiP w Poznaniu). Okazało się, że mimo niższej ceny jest naprawdę świetny. Odpowiednia konsystencja i rewelacyjny smak, mam nadzieję że nie była to jednokrotna dostawa tego towaru. Niestety łosoś z PiP nie umywa się nawet częściowo do ryb z ul. Kantaka, nigdy nie może być idealnie. Z nowych wynalazków doszedł też szczypiorek do wiązania sushi (naprawdę świetnie nadaje się do trzymania w porcji w całości) oraz „odwrotne” rolki – tzn. z sushi nori w środku a nie na zewnątrz, tę wersję muszę jeszcze potrenować…